Zadziwiające, jak wielu rozwijających się duchowo odrzuca możliwość uzdrowienia czy poprawy jakości swego życia. Bo... mają ważniejsze cele do osiągnięcia:
- wrócić do Boga (ewakuować się z Ziemi)
- oświecić się
- dojść do pełni doskonałości (przez ascezę, wyrzeczenia swych talentów, niszczenie ciała itd.)
- zostać świętym...
Wielu z nich brzydzi się i pogardza tymi, którzy osiągają sukcesy i są szczęśliwi w codziennym życiu. Wielu z nich wywiera presje na otoczenie, że nikt nie jest w stanie ich uzdrowić ani uszczęśliwić. Bo ich cel jest ważniejszy i szlachetniejszy!
Dla większości z nich oświecenie (czy powrót do źródła) jest stanem, do którego USILNIE i OBSESYJNIE dążą, ale którego nie akceptują!
I tak się bujają od tysięcy wcieleń.
A czym jest owo legendarne oświecenie?
Pełną akceptacją tego, co najlepsze. Najlepsze nie wg własnych urojeń (widzimisię, ugruntowanych poglądów przejętych od Mamusi, Księdza, Mistrzów, Świętych, Proroków, Rishich itd.), lecz wg Stwórcy!
Wiele z owych antyoświeceniowych wzorców i poglądów tkwi głęboko ukrytych w podświadomości, a na zewnątrz wychodzi tylko część z nich.