Rozmawiałam z córką na temat komunii. Wyjechałam z nią na 2 tygodnie i w trakcie wyjazdu dowiedziałam się, że głównym powodem tego, że chce przystąpić do komunii są prezenty, które dostanie. A tak naprawdę to nie lubi za bardzo religii - w sumie to o tym wiedziałam. Poprosiłam Wj o inspiracje co mogłabym jej dać, coś co byłoby na tyle atrakcyjne, żeby nie odczuła że coś traci. W ciągu następnych dni przyszły. Od jakiegoś czasu męczy mnie o trampolinę. Nie wiem ile kosztuje cała impreza z komunią, ale przypuszczam, że więcej bym wydała niz na tą trampolinę. Pomyślałam, że trampolina może być fajna - może i ja poskaczę

.
No i pogadałyśmy. Nie wiem czy dobrze jej wytłumaczyłam co sie dzieje podczas sakramentów, ale przekonało ją to, że komunia to przyjmowanie ciała Chrystusa - i w gruncie rzeczy kanibalizm. Może i symboliczny, ale jednak.
No i stanęło na tym, że nie pójdzie do komunii, a w tym czasie dostanie trampolinę. A może i pieska.
Oczywiście zaraz wieczorem zadzwoniła do babci, żeby się pochwalić. Babcia zdębiała, ja tak sie przestraszyłam, że zacznie ja agitować i straszyc, że miałam ból głowy przez 3 dni.
Ale wróciłyśmy i nic takiego sie nie dzieje. Reszta rodziny też to przyjęła i tyle.
Niedawno uwalniałam się od wszystkiego co mi zakodowano podczas chrztu i komunii. Chyba całkiem skutecznie - bo wiele lęków,poczucia winy i niegodności mi odpadło, ale i tak czuję jakiś taki niepokój. Że za gładko to idzie. Czekam na ataki, bo zawsze były. A tu nie ma. Może dlatego, że ostatnio pracuje nad tym, żeby poddać się woli Boga i pozwolić Bogu, by działał przeze mnie. Więc może to tak jest, że jak Bóg działa przeze mnie to nikt sie nie sprzeciwia, a jakbym to samo robiła jako ja to nie byłoby tak gładko?
Kurcze. Szykowałam sie na wojnę, a tu jakby świat mi mówił: Czyń swoją wolę.
W sierpniu pójdę na rozmowę z wychowawczynią i wycofam zgodę na to by moje dziecko chodziło na religię.
Ale i tak nadal czuję jakbym szykowała sie na wojnę
Coś kiepsko u mnie z zaufaniem
