Autor Wątek: Wzorce religijne i ascetyczne do odreagowania  (Przeczytany 83938 razy)

MariuszEro

  • Wiadomości: 298
  • Płeć: Mężczyzna
  • Mariusz Dziemianczuk Regreser:regresing,rebirthing, praca z oddechem,pozytywne myslenie,EFT
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-08-18, 19:43:25 »
Zawzietosc katolicka jest podobna do zawzietosci buddyjskiej. Tym ze bardziej glupia. Tym, ktorzy chrzania o unicestwianiu ego, pozbywaniu się go, metodami najczęściej siłowymi, z uzyciem swojej woli - polecam szczególnie te głupoty ;)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-08-18, 19:34:54 »
http://www.ultramontes.pl/scupoli_utarczka_19.htm

lol, przyznam, że ten tekst mnie rozśmieszył. Zawziętość katolicka bywa zabawna.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-08-18, 10:08:40 »
Inga,

mój myślał tak samo. Dokładnie podobne zamiary kierował wobec matki i rodzeństwa. Ileż się nasłuchałam, że więzy krwi, rodzina i ojciec są najważniejsi. Do tej pory mam obrzydzenie na takie porównania. Wielokrotnie słyszałam coś podobnego jak Ty. To budzi nie dość, że ogromne zagrożenie, to jeszcze nienawiść do swojej sytuacji, bo czujesz się jak w klatce. A potem tylko pakowałam się w podobne układy z facetami, którzy mnie osaczali i niszczyli. Bardziej były to osoby, które coś ode mnie chciały, a ja nie. To był dla nich doskonały powód do mszczenia się na mnie.

"Bo mój ojciec uważał że jestem jego włąsnością i jak zechce to może mnie zabić. I pewnie by to zrobił gdyby się nie bał konsekwencji." Też żyłam z podobną świadomością, jednak tyczyło się to wyborów i życia codziennego. Wybierał za mnie szkoły, decydował czy mogę gdzieś pojechać, czy ten chłopak jest wiesniakiem a może odpowiedni dla mnie? Dlatego potem gdy chciałam z matką odejść sypały się groźby śmierci. Kontrola ukazuje się w rodzinie praktycznie od samego początku i dobrze być wyczulonym na takie sygnały, rozpoznawać je w miarę możliwości.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-08-17, 20:42:48 »
Uśwaidomiłam sobie drugi powód przywoływania ojca aby sprawdził czy robię dobrze.
To ze strachu że mnie zabije gdyby się okazało że zrobiłam coś złego. Wolałam żeby sprawdził i mi powiedział, niż miałabym czekać aż się wyda a on wtedy wpadnie we wściekłość i mnie zabije.
Bo mój ojciec uważał że jestem jego włąsnością i jak zechce to może mnie zabić. I pewnie by to zrobił gdyby się nie bał konsekwencji.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-08-14, 22:13:30 »
Nie, bylam świętą katolicką. problem w tym, że za życia uznano że moje objawienia są tak wielkie i doniosle, że oczywistym się wydawalo, zeby mnie zobaczyc +szepnąc mi swą intencję, bo moim obowiazkiem jest spelnienie ich "pobożnych życzeń" D

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-08-14, 22:02:48 »
To Ty byłaś świętą - awatarem Boga, jeżelei spełniałaś życzenia ludzi już za życia i już za życia byłaś uważana za świętą.
Tak jest lepiej bo od razu widzi się skutki swojej działąlności i można wziąć za nią odpowiedzialność.
Byłam kiedyś awatarem i też przychodziły do mnie tłumy ludzi po to abym spełniała ich życzenia. To było cos strasznego.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-08-14, 21:08:50 »
Z moich czasow świętości pamietam te myśloksztalty oczekiwań i presji ludzi, ktorzy odwiedzali mnie w sanktuarium i wysyłali ze swych domostw do mnie. Gawiedź nie przychodzila usłyszeć, jak zblizyc sie do Boga, gawiedź chciała zalatwienia ich problemow niewazne czy miało to być pojawienie sie dziedzica czy pokręcenie teściowej miało być to jak im się zamarzyło. Żadna zmiana intencji nie wchodziła w grę. Podobałam im się jako święta do czasu, aż spelniałam ich żądania. W którymś momencie madra przeorysza z zakonu, do którego zwialam przed ludźmi wpadla na pomysł wystawienia 2 zakonnicy /jako mnie do pielgrzymujących ludzi/ bo presje oczekiwań dokladnie rozwalały mi glowę. Ta 2 byla karmicznym wojownikiem więc od niej to mogli żądać:D a ja mialam odrobinę luzu. Choc w tamtym wcieleniu doszlam do apogeum wytrzymalości...choć bylam znana, ceniona i blisko Boga, chyba nawet jakis papież zasiegal mej rady /biskupi na pewno/:D Nie warto dochodzić do tego miejsca. Pomijam, że umieralam mlodo, pomijam że tamte bole glowy doprowadzily mnie do śmierci. Za wielką cenę zaplaciłam
Nie znoszę być narzędziem w reku innych od tego czasu. I mam jasno ustanowione granice wlasnej autonomii właśnie po tym. Odechcialo mi się wtedy rownież zadawalania innych moim kosztem.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-08-14, 20:33:22 »
U mnie są 2 czynniki kierujące moim postępowaniem
Jeden to chęć odniesienia sukcesu w oczach ludzi a drugi to lęk przed pójśćiem do piekła.
Bedąc święta zaspokajam obie potrzeby.
I aby osiągnąć ten sukces potrzebuję cierpienia i karania.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-08-14, 19:49:19 »
Inga
czyli dla Ciebie wciaż cierpienie i karanie są sukcesem?a przed Kim się tak wykazujesz, że tyle jesteś w stanie unieść /choc wiekszosć mniejsza dawka by dobila/ i jeszcze sie tym noszeniem cieszyć.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-08-14, 19:46:53 »
Myślę że go wtedy nie znałam, bo on by mi nie pozwolił na taki sukces.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-08-14, 19:39:45 »
Inga
a Kim byl Twoj Tatuś z czasow jak bylaś świętą?

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-08-14, 18:25:07 »
Spędziłam mnóstwo wcieleń w zakonach a efektem jest całkowite ogłupienie mojej podświadomośći. Nadal siedzi we mnie bardzo mocno wszystko w co wtedy wierzyłam i nadal moja podśw. daje mi to czego kiedyś tak pragnęłam.
Staram się te wierzenia  wydobywać na powierzchnię, czuć, uświadamiać sobie i przeżywać powtórnie.
Oto czym jest miłość wg mojej podświadomośći i co ja uruchamiam gdy mówię że siebie kocham.
 I już się nie dziwię że tak bardzo się boję miłośći.

Bóg mnie kocha – to znaczy że Bóg mnie chroni przed piekłem i jego miłość wyraża się jako ochrona mnie przed najgorszym czyli przed wiecznym potępieniem. Bóg nie pozwala mi iść do piekła przez to że nie pozwala mi grzeszyć. Bóg chroni mnie przed grzechami poprzez to że nie pozwala mi czynić zła. Bóg operuje karami i za pomocą kar mną steruje i nie pozwala mi na grzeszenie. Jestem wdzięczna Bogu za te kary, bo dzięki temu nie czynię zła i nie pójdę do piekła. Dlatego jestem wdzięczna rodzicom za to że mnie karali i nie dopuszczali  abym robiła coś złego oraz w ten sposób mnie uczyli co jest dobre a co złe. Potrzebuję kar które będą mi mówiły co robię złego i będą mnie powstrzymywać przed drogą w złym kierunku. Gdyby nie kary to zupełnie nie wiedziałąbym co robić.
Jak mogę nie kochac takiego Boga, który cały czas na mnie patrzy i cały czas zsyła na mnie kary po to aby mnie uchronić przed grzechami i piekłem. Cały czas czekam, tak jak kiedyś w zakonach, na te kary i cieszę się gdy je dostaję bo to świadczy o tym jak Bóg bardzo się o mnie troszczy, jak mu na mnie zależy i jak bardzo mnie kocha, jeżeli tyle czasu i energi mi poświęca. Każda kara to dla mnie radość i dowód miłośći Boga i za każdą mu dziękuję i proszę o jeszcze więcej.
Gdy tak to wszystko sobie uświadamiałam, zaczęłam się cieszyć, bo zobaczyłam że mam Boga, tego do którego w zakonach tak bardzo się chciałam dostać, tu na ziemi, tuż przy mnie i mam z nim bezpośredni kontakt. Tak długo marzyłam o Bogu, tak bardzo chciałam do niego wrócić a  teraz osiągnęłam swój cel, wypełniłam swoją misję odnajdując Boga. Bo zobaczyłam że ojciec jest na ziemi reprezentantem Boga i pełni funkcję Boga. Mój ojciec jest moim Bogiem i jest taki sam jak Bóg. Poczułam ulgę, bo już dłużej nie muszę szukać Boga i bać się że go nie odnajdę. Jestem szczęśliwa bo mój ojciec tak samo jak Bóg, cały czas na mnie patrzy i cały czas karze za wszystko co robię złego. Ojciec kocha mnie tak jak Bóg, bo te kary są dla mojego dobra, po to żebym była dobrym człowiekiem i wiedziała jak postępować. Bo moim odwiecznym pytaniem jest – jak robić żeby było dobrze. Zaczęłam skakać do góry z radośći że wreszcie odnalazłam Boga. Taką samą radość czułam w zakonach wtedy gdy trzeba się było cieszyć np. z narodzin Syna Bożego.
To taka ulga wiedzieć że już sama nie będę się musiała zastanawiać jak powinnam postąpić bo ojciec mi to powie i poprowadzi we właściwym kierunku. Mogę spocząć w pokoju bo mam ojca. Czuję do niego taką wdzięczność za to że mnie wychowywał i karał za zło. On tyle czasu, uwagi i energii mi poświęcił aby mnie wyprowadzić na porządnego człowieka. Mój cel został osiągnięty.
Ojciec nauczył mnie że jak czuję się winna to powinnam się ukarać i wtedy wszystko zostaje naprawione. Dla mnie najważniejsze jest żę wreszcie wiem jak postępować żeby było dobrze.
 I jaki sens ma pisanie afirmacji wybaczających ojcu jeżeli ja go nie obwiniam, lecz mu dziękuję za to co mi robił?
Czuję się tak jak w zakonach- całkowicie odcięta od siebie i wytwarzająca sztuczne uczucia radośći i miłośći do Boga. Powtarzam sobie teraz tak jak to robiłam przez całe życie, również w okresie gdy chodziłam na regresing - jestem zadowolona, wszystko jest dobrze. Bo tak chciałam się czuć i taka być. A ta afirmacja  jeszcze bardziej mnie odcinała od siebie.
Więcej kar, więcej kar, potrzebuję więcej kar, bo im więcej kar tym Bóg bardziej mnie kocha. Tak w zakonach prosiłam Boga o kary i moja podś nadal prosi o nie. A mnie kary sypią się jak z rękawa. Mam co chwila nową i już nawet nie potrafię powiedzieć za co jestem karana. Boję się cokolwiek robić, bo zaraz pojawia się kara. A kary są najbardziej wymyślne i niespodziewane.
Gdybym nie miała kontaktu z ludźmi i rzeczywistością to potrzeba karania się zabiłaby mnie, bo tak mi się te wzorce odpalają w samotnośći.
Terapeuta oczekuje że j a będę zła n a ojca a ja czuję do niego wdzięczność.
Gdy byłam malutka to w głębi siebie wołąłam- tatusiu, przyjdź i zobacz czy robię dobrze. A ojciec cały czas mnie obserwował i karał. I dzięki tym karom wiedziałam że to co robiłam było złe. A jak inaczej bym się tego dowiedziała?
A wszystko przez to że ja nie wiem co jest dobre z co złe i jak postępować żeby było dobrze. Stąd potrzebny jest mi drogowskaz.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-11, 21:47:08 »
Syn dorobił się ropy zbierającej się przy paznokciu. Trzeba było "operować" i tak wylądowaliśmy dziś rano najpierw w przychodni, a zaraz potem u chirurga. Zadziwiająco nie bylo to aż tak nieprzyjemne, przynajmniej dla mnie. Wszystko sprawnie dość i szybko, trafiliśmy w obu miejscach na bardzo pozytywne panie lekarki, kompetentne, pełen profesjonalizm, i "podejście". Sam moment zabiegu był dość nieprzyjemny, bo cięcie z kiepskim znieczuleniem, gdzie ja mam traumę na takie rzeczy, a tu mam asystować, to byłoby ciężkie dla mnie przeżycie. Ale okazało się że nie było tak źle, jak na mnie zadziwiająco dobrze.
Wszystko załatwione szybko sprawnie, bezproblemowo.

Wcześniej bardzo by mi na taką sytuację wywaliło. Z wielu powodów.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-11, 20:25:36 »
To jeszcze nic nie znaczy, że jest silniejsza. Ważniejsza jest relacja jaka zachodzi między wami.
Tak mi się skojarzyło coś co wiąże się z tematem.
Byłem na przyjęciu, gdzie córeczka lat 10, nie dopuszczała nikogo do głosu, nadawała na okrągło a to świetnie potrafi robić. Po ok. pół godz. mama kształcąca się na pedagoga powiedziała: słuchaj skarbie, pięknie nam tu poopowiadałaś, a teraz dziekujemy ci już, bo są jeszcze inni goscie, którzy też chcą ze sobą porozmawiać. I naprawdę córka zrozumiała i przestała dominować.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-11, 20:07:11 »
Laka- moja corka tez tak ma- ona jest silniejsza ode mnie. Ciezo mnie zagina swoja bezwzglednoscia- jest taka manipulantka, te mi sie w glowie nie miesci.
Oczywiscie potrafi mi tak dolozyc w sekunde- ze leze i kwicze.... tylko mysle...po co? Ufam, ze ma to sens albo jej przejdzie bo dorasta. Staram sie ja akceptowac zamiast krytykowac. ;)