Clint,
Fajnie że się ze mną zgadzasz, tyle że nie wiem w czym, bo wypisywałem moje wątpliwości

Absolutnie nie uważam że zawsze musi być 100% spędzania czasu ze sobą. Chodzi mi tylko o to, żeby spędzanie powiedzmy 80% czasu nie stało się takim zaworem bezpieczeństwa: że jak więcej to już męcząco. Są takie związki, i fajnie im się żyje, ale nie czuję aby to było moje.
Jako introwertyk jak najbardziej za to rozumiem, że np. partnerka by się zamknęła w swoim pokoju na cały dzień raz na tydzień (czytałem kiedyś o kimś takim). Sam pewnie też bym tak robił. Tyle że to jest konieczność pobycia samemu, a nie bez partnera -- kluczowa różnica.
Z innej beczki
saoercdulcrsdei-acrdeisrzcxdeunigcpsfi.pl98suigdvoeucuxiektvjqvkxt aaaarrrggggghhhhhhhh
Znowu dzisiaj miałem fajny sen z osobą spełnioną (hehe, chyba pś sobie stworzyła nawet wygląd takiej, bo była inna ale podobna) i koniec końców doszedłem do wniosku że może nawet jestem gotowy, ale z seksem nie ma nawet co zaczynać, niech się sam seksi z kimś kto ją bardziej zaspokoi (słowo-klucz).
Bo właśnie tak wszyscy przeżywają ten seks jakby to było niewiadomo co. Owszem, super jest jeśli jest miłość i otwartość, ale oni przeżywają sam taki fizyczny. A on jest, no... nudny, no. Nawet jak się ciało giba i wygina, człowiek prawie krzyczy czy prawie mdleje i nogi z waty... to i tak sam z siebie czysto fizyczny jest nudny, jakaś cześć mnie siedzi i tylko pyta "skończyłeś już? nie? a mogę sobie coś innego porobić?"
I przekonanie że osoba przerobiona w seksie jedno że jest w stanie czerpać przyjemność z takiego ruchańska (taa, słowo-klucz) a drugie to że nawet mimo że jest z kimś, to i tak będzie się ślinić na widok innych "ciach." Nie żeby miała na celu zdradę, ale po prostu tak jest "fajnie" pootwierana. A skoro mnie to nie kręci, to najlepiej od razu wysłać ją do innych, samemu oczywiście cierpiąc, ale "ciesząc się że ona się cieszy." Taaaaa, czytanie bzdur w młodości teraz popłaca

scroehul8rdcoearguidnoetcbavzkhqjxdrs.cpgysinudmzeutnsbidcrsdhikxcrseuxkveutH_RNSMT|RDHSCDV11!!!