Śniły mi się dziś tuż nad ranem różne rzeczy ale nie ma sensu opisywac bo zerwałam się z intencją żebyjuż się nie śniło, nie chce na to patrzeć , chcę się obudzić , ciezkosc na sercu, trudnosci ze złapaniem oddechu, oddychaniem, otworzyłam okno i tak strasznie zapachniało jesienią a ten zapach to czysta samotnosc, niepozałatwiane sprawy, chłód , patrzyłam na mojego tate jak chodzi po działce i czułam w sobie jakby już go nie było, matki też, rodziny wszystkich bliskich, jezus maria uczucie pustki i trupa a moze nawet tylko duszenia się i jakies wyrywanie w świat, że ani tu ani we Wrocławiu w ktorym mam pracować to nie moje miejsce. A może moje tylko ogarnia mnie panika przed stałością i związaniem się z 1 miejscem na dłuzej.
Bo własnie sen dotyczył Wrocławia , mojego znajomego , ktory jest mi bliski ale flirtuje z kim popadnie i w tym snie widziałam jego i jego jakby przedwojenną dziewczynę, ja ich woziłam nawet starymi ulicami, a tle leciała muzyka (dziwne ze Caty Melua

ale z czarnej płyty gramofonowej a na scianie budynków z gołej cegły widziałam wyraźnie napis Breslau a potem Wroclow. A potem chyba urodziło im się dziecko i to mnie jezcze bardziej przyprawiło o duszenie w klatce.
Miewacie uczucie takiego wyrywania w świat?
Albo nagłej potrzeby otwarcia okna zaznania przestrzeni , biegu przed siebie jakbyście się inaczej mieli udusić?
Jest coś w tym mieście co mnie odpychało całe od szkoły podstawowej . I też ta pustka. Hm.