Miałam team building w nowej pracy juz ponad miesiąc temu, ale dopiero dzis przy zmywaniu naczyń olśniło mnie co moglam odpowiedzieć na wyjątkowo niekomfortowy dla mnie tekst z ust nowego "kolegi" z pracy.
Poprosił mnie do tańca, a poznał mnie 2 godziny wcześniej i mówi: " a ty to tak sama? sama tutaj? tylko praca? powinnas mieć dzieci. Ja nie myslę o jakichś bzdurach z pracy, bo jak przychodzę do domu witają mnie dwa szkraby i o wszystkim zapominam". I dalej nawija że mam mieć dzieci. Ja:" nie chcę miec dzieci". A on: "gadanie, od czego masz macicę? jak chcesz to ci zaraz zrobię, tylko zależy jakie tam masz dni...".
zatkało mnie totalnie i nie powiedziałam już ani słowa. chciałam uciec, ale wytrzymałam. przez głowę przelatywały mi rożne scenariusze: jesli sie zatrzymam i powiem, że jest chamem będzie afera bo wszyscy mnie obserwują. On powie, że nie znam się na żartach. No i jakoś się udało.
NIe omieszkałam oczywiście obgadać go przed moimi koleżankami, w których znalazłam wsparcie. nie wiadomo, czy ma taki żart czy chciał po prostu pokazać mi moje miejsce. widać jednak, że to osoba z parciem na karierę po trupach.
I dziś mnie olśniło, że mogłam mu przecież powiedzieć: wiesz, jak już to wolałabym, żeby moje dzieci były ładniejsze...