Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640494 razy)

matek

  • Gość
[#]   « 2015-10-08, 22:28:02 »
Ech, co tu duzo gadac...taka mloda kobieta z dzieckiem jak Ty powinna zyc w spokoju, miec obok siebie mezczyzne, ktory zapewni jej dobrobyt i przy ktorym bedzie sie czuc bezpiecznie i nie pracowac w jakims obcym miejscu dla obcych ludzi, tylko cieszyc sie zyciem. Taka masz nature, ze jestes wrazliwa, wrazliwosc to dobra cecha. To nie jest odpowiednie miejsce dla mlodej matki dziecka, taka "praca". Z iloma tam agresywnymi energiami masz kontakt, a przeciez stan Twojego dziecka zalezy od Twojego stanu.

Pisze to zebys wiedziala, ze wszystko jest z Toba w porzadku ze tak reagujesz, i nie powinnas od siebie wymagac rzeczy, ktore sa wbrew Tobie. Nie warto zabijac siebie i swojego dziecka.

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-08, 20:42:56 »
Cześć Kochani:) można przywyknąć ,ze piszę tylko wtedy jak mi kompletnie wywala:) btw dzieki za wsparcie duchowe tym kto mógł bo pomogło :) aż do dzisiejszego kryzysu.. ja nie wiem co ja mam za karmę, powalone totalnie w stosunkach z ludzmi:( wychodze z nerwicy a przynajmniej mi się tak wydaje:) miesiac temu zaczęłam pracę na kasie czyli życie ustawiło mnie do tego bo tego najbardziej nie chciałam.Praca na kasie jest ogolnie ok,ludzie raczej sympatyczni ,życzliwi:) gorzej z pracownikami-wszyscy sobie opierdzielają dupe,mi zreszta tez, ciezko o dobre szkolenie z kas itd a wymagają Bóg wie czego.. ze mam w trymiga załapać. Moze to ja sama sobie na poczatku narzuciłam presje i Ci tylko podłapali. Ogólnie ja mam tendencję do obwiniania wszystkich ,czucia się jak ofiara itd. Chyba mam przekonania ze ludzie to mi chca dowalić, zrobic na złość,pod górkę. I tak faktycznie się dzieje...w pracy sobie staram się z tym radzic.. az do dziś. Od kilku dni pracuje z dekretem uwalniajacym od karania sie i bycia ofiarą. Dziś przyszedł Pan i mnie zjechał totalnie, suchej nitki nie zostawił, jak mi cisnął to czułam ze zaraz odpłynę moze mi walnął w serducho i po podstawie bo ledwo do siebie doszłam.. z tych nerwów to się popłakałam i niestety wszyscy to zauwazyli.. kij w to.. jestem nadwrażliwa, przejmuje sie opinią innych i jeszcze dopiero co wychodze z nerwicy a czuje ze ta praca mnie zaczyna znów w nia wpędzać.. Potem sobie myślę na cholerę się tak przejmuję za tą kasę co jest śmieszna ale ja po prostu tak mam od zawsze, łatwo mnie zranić. Mam kilka osób w moim zyciu które mnie lubią, szanują i kochają ale i tak wszystkim się przejmuje i bardzo biorę do siebie.Ja staram się być dla siebie wyrozumiała , podbudowywac siebie ale wiadomo ze inni tego nie muszą robić.Najchętniej bym się już zwolniła , mam dosc juz tych moich wzorców i chce przestac sie czuc jak ofiara.. moze to tak wywaliło po tym dekrecie z tym dzisiejszym panem co mnie zjechał sama nie wiem.. nic tylko wyć:(:(

Tom

  • Wiadomości: 255
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-08, 19:55:39 »
...
Niestety oparzyłem się i moja lewa stopa dziś jest cała w czerwone kropki:) 
...
Ogólnie fajna sprawa przełamać własne lekki.

Drobne poparzenia podczas chodzenia po ogniu mogą świadczyć o tym, że receptory na stopach potrzebowały pobudzenia, a skoro była tak dobra do tego okazja, to ciało (podświadomość) z tej okazji skorzystało ;)
...
Gratulacje - to jest super doświadczenie (byle się tylko nie uzależnić ;)

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-07, 07:24:46 »
To były warsztaty Chi gong podczas których, na ich zakończenie odbyło się "chodzenie po ogniu" to organizował Ogniomistrz - Marek Wójtowicz, a odbyło się w urokliwej wsi, w Agroturystyka Pod Jasionem, Chmieleń 117 (20 km od Świeradowa Zdroju).
Bardzo polecam te warsztaty.
Było mnóstwo fantastycznych osób z całego dolnego śląska. Takie warsztaty to w ogóle fajna sprawa innych rozbojowców spotkać i przekonać się, że są to ludzie w każdym wieku i z każdego środowiska.

Co do samego chodzenie po ogniu robiłem to pierwszy raz. Takich osób jak ja było chyba z połowa. Sam stos robił wrażenie był największy jaki widziałem. Na internecie widziałem tylko mniejsze:) Z tego co wiem to tylko jedna osoba nie zdecydowała się na chodzenie. Nikt nikogo do tego nie zmuszał ale była wspaniała wspierająca atmosfera, dodawało to odwagi.
Niestety oparzyłem się i moja lewa stopa dziś jest cała w czerwone kropki:)  Były osoby które były pierwszy raz a się nie oparzyły i były takie które oparzyły się bardziej.  Już doszły do mnie słuchy, że niektóre osoby chcą to powtórzyć w niedalekiej przyszłości.
Ogólnie fajna sprawa przełamać własne lekki.

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-07, 04:06:23 »
Ja też gratuluję odwagi Michał. Ja nie dałabym rady.
To jest założenie, że nie dałabyś rady.
Nie wiesz, dopóki nie spróbujesz.
Chyba, że już próbowałaś...

Ja też wiele razy zakładam, że czegoś nie jestem w stanie zrobić, że coś jest niemożliwe dla mnie, a później jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że jednak byłem w stanie to zrobić. Oj, wiele razy tak miałem i nadal cały czas tak mam.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-10-06, 18:05:36 »
Ja też gratuluję odwagi Michał. Ja nie dałabym rady.
Jak oceniasz warsztaty? Kto je prowadził?

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-05, 13:42:13 »
Michał, nie bądź taki skromny;)

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-05, 13:16:35 »
Dziękuje furyah nie dałbym rady gdyby nie wspaniała wpierająca atmosfera grupy.

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-04, 14:36:14 »
Michał, gratulacje:)

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-04, 13:14:52 »
Wczoraj brałem udział w warsztatach podczas których było chodzenie po ogniu.
I przeszedłem 2 razy ścieżkę:)
Jestem dumny z siebie i innych którzy dali radę.
Oparzyłem się e lewą stopę, ale jestem mimo to zadowolony.
Ścieżka robiła wrażenie 8 metrów długości. Poszło ok 12 osób najmłodsza dziewczynka miała 12 lat Z tego co mówiła przeszła 7 razy ale nie było to jej pierwszy raz. Najstarsza osoba była na oko koło 60 lat.
Fajne doświadczenie.


Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-02, 17:32:19 »
tod

Co masz na myśli mówiąc o Twoim własnym wewnętrznym obrazie Twoich rodziców?

Nie wiem czy Cię dobrze rozumiem, ale myślę, że nie jest dobre takie tworzenie sobie w głowie sztucznego obrazu ludzi i podtrzymywanie go. Rozumiem, że tak pewnie łatwiej jest przejść Ci przez pewne rzeczy, ale okłamując samego siebie i karmiąc swoje stłumione potrzeby wyobrażeniami możesz sobie tylko zaszkodzić. Zależy co rozumiesz poprzez wyobrażanie sobie swoich wewnętrznych rodziców. Może po prostu źle Cię rozumiem, ale sama przechodzę przez oczyszczanie relacji z matką i dużo się dzieje u mnie w tych tematach, więc może moje doświadczenie Ci w czymś pomoże, albo sama sobie coś przy okazji uświadomię;)

W swoich wyobrażeniach z perspektywy dziecka możesz skupiać się na wybaczaniu im, jacy oni byli/są, jakie błędy popełniali, czego nie potrafili Ci zapewnić a co potrzebowałeś itp. Tutaj nie potrzeba wyobrażeń na ich temat, tutaj ważniejsza jest akceptacja dla nich, że byli i są tacy jakimi chcą być i że to zależy tylko od nich, od ich decyzji.

Moją mamę całe życie widziałam przez pryzmat wyobrażeń, idealizowałam sobie jej obraz w głowie. Później w dorosłym życiu odbierałam ją ciągle cały czas tak samo, z perspektywy mojego wewnętrznego dziecka była ona idelaną, kochaną mamą, która o mnie dbała jak tylko potrafiła najlepiej. Przysłaniało mi to prawdziwy obraz rzeczywistości i ok - kiedy byłam dzieckiem życie w wyobrażeniach mi pomagało, ale im starsza byłam tym bardziej odczuwałam negatywne skutki tego mechanizmu i dłużej nie potrafiłam się okłamywać. Żyjąc tymi wyobrażeniami podtrzymywałam pewną rolę w naszej relacji, postrzegając moją mamę w ten wyidealizowany sposób podtrzymywałam z nią uzależniającą więź, z której ona nie chciała mnie wypuścić. Zawsze mówiła że jestem jej Misiem, Słoneczkiem, Promyczkiem, nadzieją na lepsze życie. Jestem najmłodsza w rodzinie, to ja miałam być tą słodką, kochaną córeczką, która uratuje rodzinę, dzięki której tatuś przestanie pić, która będzie wszystkich wspierać swoją obecnością w dzieciństwie a później w dorosłym życiu osiągając same sukcesy.

W rzeczywistości nie było tak różowo, kiedy widzę moje dzieciństwo z aktualnej perspektywy, widzę jak okropne i patologiczne było. Ojciec pił na umór, robił nam piekło z domu, matka tkwiąca w uzależnieniu od alkoholika nie tyle co nie potrafiła – ale NIE CHCIAŁA się od niego uwolnić. Ona miała milion okazji i możliwości na to, aby coś zmienić w swoim życiu, nigdy nie skorzystała z żadnej okazji, zasłaniając się wymówkami, że się nie da. Zamykanie się w świecie fantazji pozwalało mi myśleć, że jest inaczej ale co z tego, skoro problemy wynikające z przebywania w toksycznej strukturze tylko się pogłębiały.

Uzdrowienie takiej relacji jest możliwe tylko poprzez uświadomienie sobie prawdy o niej. Takie uświadomienia są bolesne, ale warto jest stawić czoła rzeczywistości.
« Ostatnia zmiana: 2015-10-02, 17:38:25 wysłana przez Arwena »

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-01, 13:46:50 »
I o to chodzi :)). Ja miałam bardzo podobny efekt jak zaczęłam sobie mówić, że mogę. Nie było wywałek tylko czysta radość i wielka ulga :) A po jakimś czasie pojawił sie zachwyt, gdy dotarło do mnie, że tyle mogę .
Jak super, czasem wystarczy po prostu dać sobie przyzwolenie i już pojawia się ulga. :)



Ja dzisiaj zdałem sobie sprawę z tego, że nie muszę w ogóle zwracać uwagi na to jacy są moi rodzice, tylko najważniejszy jest mój własny wewnętrzny obraz moich rodziców. Czyli nieważne jacy są moi rodzice na planie materialnym, tylko ważne jest to jak moje wewnętrzne dziecko odbiera swoje wyobrażenie o rodzicach.

Ci wewnętrzni rodzice (moje wyobrażenie o moich rodzicach) są we mnie i tylko ode mnie zależy jak będę ich odbierał.

Wcześniej coś o tym czytałem i niby to wiedziałem ale dziś ZROZUMIAŁEM to na własnej skórze. Bo jest różnica między zdobyciem wiedzy, a zrozumieniem tego co się przyswoiło. Wiedza dotyczy intelektu a zrozumienie doświadcza się całym sobą i jak się coś zrozumie to już się ma pewność: tak, to właśnie o to chodzi, wiem to na 100%!

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-01, 11:55:36 »
Powtarzam sobie dzisiaj podobne zmieniając tylko tą końcowke ze moge być taki i owaki :) Narazie nie wywala a moje wew dziecko skacze w środku z radości :)

No i gratulacje ! :-))

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-01, 11:36:24 »
Wczoraj trafiłaś w 10 z tą afirmacją :) Powtarzam sobie dzisiaj podobne zmieniając tylko tą końcowke ze moge być taki i owaki :) Narazie nie wywala a moje wew dziecko skacze w środku z radości :)

I o to chodzi :)). Ja miałam bardzo podobny efekt jak zaczęłam sobie mówić, że mogę. Nie było wywałek tylko czysta radość i wielka ulga :) A po jakimś czasie pojawił sie zachwyt, gdy dotarło do mnie, że tyle mogę .

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-01, 10:24:24 »
Wczoraj trafiłaś w 10 z tą afirmacją :) Powtarzam sobie dzisiaj podobne zmieniając tylko tą końcowke ze moge być taki i owaki :) Narazie nie wywala a moje wew dziecko skacze w środku z radości :)