tod
Co masz na myśli mówiąc o Twoim własnym wewnętrznym obrazie Twoich rodziców?
Nie wiem czy Cię dobrze rozumiem, ale myślę, że nie jest dobre takie tworzenie sobie w głowie sztucznego obrazu ludzi i podtrzymywanie go. Rozumiem, że tak pewnie łatwiej jest przejść Ci przez pewne rzeczy, ale okłamując samego siebie i karmiąc swoje stłumione potrzeby wyobrażeniami możesz sobie tylko zaszkodzić. Zależy co rozumiesz poprzez wyobrażanie sobie swoich wewnętrznych rodziców. Może po prostu źle Cię rozumiem, ale sama przechodzę przez oczyszczanie relacji z matką i dużo się dzieje u mnie w tych tematach, więc może moje doświadczenie Ci w czymś pomoże, albo sama sobie coś przy okazji uświadomię;)
W swoich wyobrażeniach z perspektywy dziecka możesz skupiać się na wybaczaniu im, jacy oni byli/są, jakie błędy popełniali, czego nie potrafili Ci zapewnić a co potrzebowałeś itp. Tutaj nie potrzeba wyobrażeń na ich temat, tutaj ważniejsza jest akceptacja dla nich, że byli i są tacy jakimi chcą być i że to zależy tylko od nich, od ich decyzji.
Moją mamę całe życie widziałam przez pryzmat wyobrażeń, idealizowałam sobie jej obraz w głowie. Później w dorosłym życiu odbierałam ją ciągle cały czas tak samo, z perspektywy mojego wewnętrznego dziecka była ona idelaną, kochaną mamą, która o mnie dbała jak tylko potrafiła najlepiej. Przysłaniało mi to prawdziwy obraz rzeczywistości i ok - kiedy byłam dzieckiem życie w wyobrażeniach mi pomagało, ale im starsza byłam tym bardziej odczuwałam negatywne skutki tego mechanizmu i dłużej nie potrafiłam się okłamywać. Żyjąc tymi wyobrażeniami podtrzymywałam pewną rolę w naszej relacji, postrzegając moją mamę w ten wyidealizowany sposób podtrzymywałam z nią uzależniającą więź, z której ona nie chciała mnie wypuścić. Zawsze mówiła że jestem jej Misiem, Słoneczkiem, Promyczkiem, nadzieją na lepsze życie. Jestem najmłodsza w rodzinie, to ja miałam być tą słodką, kochaną córeczką, która uratuje rodzinę, dzięki której tatuś przestanie pić, która będzie wszystkich wspierać swoją obecnością w dzieciństwie a później w dorosłym życiu osiągając same sukcesy.
W rzeczywistości nie było tak różowo, kiedy widzę moje dzieciństwo z aktualnej perspektywy, widzę jak okropne i patologiczne było. Ojciec pił na umór, robił nam piekło z domu, matka tkwiąca w uzależnieniu od alkoholika nie tyle co nie potrafiła – ale NIE CHCIAŁA się od niego uwolnić. Ona miała milion okazji i możliwości na to, aby coś zmienić w swoim życiu, nigdy nie skorzystała z żadnej okazji, zasłaniając się wymówkami, że się nie da. Zamykanie się w świecie fantazji pozwalało mi myśleć, że jest inaczej ale co z tego, skoro problemy wynikające z przebywania w toksycznej strukturze tylko się pogłębiały.
Uzdrowienie takiej relacji jest możliwe tylko poprzez uświadomienie sobie prawdy o niej. Takie uświadomienia są bolesne, ale warto jest stawić czoła rzeczywistości.