Wyznaje, ze od dziecka nie czulem sie dobrze z innymi dziecmi. Nie umiem wytlumaczyc tego. Byc moze, bo jestem jedynakiem i nie potrafilem nawiazywac kontaktow a moze dlatego, ze jestem introwertykiem a moze jeszcze cos innego.
Wyznaje, ze w czasach szkoly podstawowej jak i wielokrotnie pozniej z uwagi na moja odmiennosc i niechec do zabaw i w ogole uczestniczenia w tzw. zajeciach grupowych typu zabawy, wycieczki, kolonie, wyjazdy itp. w szkole dostawalem niezle po dupie od rowneisnikow, co zaowocawol tym, ze i tak znienawidzona szkole znienawidzilem jeszcze bardziej i pozegnalem sie z nia w wieku lat 17, uprzednio smakujac uciech zycia zmyslowego.
Wyznaje, ze bedac od dawna osoba samotna i nie umiejaca zbudowac zwiazkow partnerskich opartych na glebszym uczuciu nie widze siebie jako osby chcacej powrocic na lono spoleczne, podac reke moim rowiesnikow i zaczac kogos kochac. Niecierpie ludzi, a w szczegolnosci nie cierpie osob z mojego rocznika i podobnych, ktore to dla mnie sa infantylne a ich sposob bycia oraz cala tzw. kultura to nic ponad poziom kolorowych czasopism robiacych papke z mozgu.
Wyznaje, ze niewazne czy tu czy za granica, nie zmienia to faktu ze bedzie mi bardzo ciezko zmienic moje nastawienie, a to z dwoch powodow: po pierwsze nie potrafie latwo zapomniec o tym, jak ludzie mnie traktowali przez wiele lat; po drugie nie widze zmiany w zachowaniu osob podobnych mi wiekiem.
Wyznaje, ze nie przezylem tzw. buntu pokoleniowego w ktorym towarzyszyli mi moi rowiesnicy. Czuje ogromna ulge, ze nie musialem tarzac sie po tych wszystkich festiwalach, wyjazdach, imprezach ktore ci ludzie dumnie nazywaja wspanialymi przezyciami i chlonieciem kultury i sztuki. Chlonalem co innego i w innym towarzystwie.
Wyznaje, ze czuje sie o wiele lepszy w wielu dziedzinach od przeogromnej masy szarych zjadaczy chleba, ktorzy potrafia tylko bezmyslnie powtarzac odgornie narzucone im zajecia i krytykuja wszelka krytyke ich wlasnej osoby wskazujaca, w jakim bagnie sie znajduja i jakie bagno robia osobom, ktore z nimi pchac wspolnego wozka nie chca.
Wyznaje, ze jestem osoba aspoleczna, areligijna, pozbawiona wiekszych odczuc i uczuc wzgledem innych ludzi.
Wyznaje, ze rodzice ktorzy pewnie mnie nadal kochaja ja kochac nie potrafie i obwiniam ich oto, ze mnie tutaj stworzyli zadajac im wielokrotnie pytanie, po co to zrobili. Zreszta w ogole traktuje ich dosc niegodnie do czego sie przyznaje ale traktowac inazcej ich nie potrafie.
Wyznaje, ze czesto mam ochote wziac udzial w wojnie i wyrownac po swojemu swoje krzywdy i upokorzyc w dokladnie ten sam sposob wszystkich tych, ktorzy w ciagu mojego zycia upokorzyli mnie,
Wyznaje, ze nie przeprosze pierwszy i nie poklonie sie pokornie, klekajac na kolana.
Wyznaje, ze jesli taka jest Wyzsza Wola, wole odejsc z tego swiata w sposob szybki i gwaltowny anizeli cierpiec los przecietnego smiertlenika, zyjac przecietnie, przecietnie sie czyms interesujac i przecietnie dajac w zamian cos innym, aby odebrac cos przecietnie podobnego.
Wyznaje, ze mam wszystko gleboko w d...e oprocz mojej wlasnej osoby bo tylko ona mi pozostala.
Brutalnie, konkretnie i na temat czyli o tym, co mi siedzialo w srodku od wielu lat. Ciesze sie, ze byc moze przynajmniej tu spotka sie to z jakims zrozumieniem. A jesli nie - rowniez mam to w d...e.