Muzyka jako używka, ciekawe.
Ja mam naprzemiennie okresy całkowitej ciszy, trwającej kilka tygodni, po czym nagle bęc i przez parę dni namiętnie słucham kilku kawałków puszczonych wieeelokrotnie w pętli, oporowo, do tzw. zarzygu. :-) Owszem, jest w tym coś transowego, ale w której fazie (cisza czy muza) jestem przytomniejszy, to nie wiem. Taki mały transik, raz na jakiś czas, wydaje mi się niezbyt szkodliwy, a na pewno bardzo ożywczy. No i czasem pomaga mi skupić się na robocie, odcinając od dźwięków otoczenia, tudzież burzy mózgu i gonitwy myśli NIE NA TEMAT.