Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 644557 razy)

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-05-29, 22:39:52 »
Arwena
z drugiej strony podziwiam w tobie tą łatwość wybaczania że potrafiłaś jeszcze pomagać tej fałszywej koleżance - ja mam tak że jak mi ktoś raz podpadnie  ma przesrane i nie potrafię już polubić tak samo tej osoby , mogę być miła ale tak kurtuazyjnie na dystans. Trudno mi wybaczyć i dalej się kolegować, bardziej odpuszczam i skreślam tę osobę z listy ważnych, drugiej szansy nie ma.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-05-29, 22:27:55 »
Czasami jak się komuś pomaga (wyręcza) to ta osoba odbiera coś jak by poniżenie że niby sobie nie radzi, zwłaszcza jak sama ma niskie poczucie wartości.
Wtedy lepiej jej nie pomagać albo ona musi coś też dla nas zrobić czyli przysługa za przysługę a jak się nie wywiąże musi odczuć że ma przesrane.

Ludzie nie są mili bo tak byli traktowani a to że my będziemy mili dla nich wcale im nie pomoże,  wręcz zaszkodzi bo będą zdezorientowani i zaczną atakować. Dobrze być niemiłym dla niemiłych ludzi albo przynajmniej obojętnym i stanowczym. Tacy ludzie są też bardzo fałszywi i nie warto się z nimi przyjaźnić, muszą doznać głębokiej samotności aby się zmienić.

Ale jest dużo innych miłych ludzi i im warto poświęcać swój czas :)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-29, 22:26:09 »
Ja właśnie nie potrzebuję przytulenia, to była taka mała ironia z mojej strony, potrzebuję spojrzeć na to przytomnie, nie z perspektywy ofiary czy męczennicy, która wiecznie wystawia swoje serce na zranienia, a potem biadoli jak bardzo ją boli i szuka pocieszenia. Ale dziękuję za dobre chęci:):)

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-05-29, 22:01:31 »
Niestety nie pomogę, mogę tylko wirtualnie przytulić ;)
Za to bardzo chętnie dowiem się, jak w takiej sytuacji postąpić, bo i mnie przytrafiło się coś podobnego: pomagałam, wspierałam, a gdy znalazłam się w identycznej potrzebie, to zamiast wsparcia dostałam po głowie. Złość i żal już mi przeszły ale łącznie z chęcią do pomagania komukolwiek i w czymkolwiek. Może nie całkiem, ale dziwnie się z tym czuję : serducho tylko ledwo uchylone.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-29, 21:45:54 »
To nieco dłuższa historia, więc napiszę w skrócie, że kilka dni temu pomogłam koleżance z pracy - ona była wdzięczna za to co dla niej zrobiłam, jednak nie trwało to długo. Już na drugi dzień odwróciła całą sytuację przeciwko mnie, niedowierzając, że mogłam tak po prostu bezinteresownie jej pomóc i miała jeszcze do mnie pretensje, choć realnie nic złego jej nie zrobiłam. W efekcie pozostałe osoby z pracy, które też są w to zamieszane również mają do mnie pretensje, że się w to wszystko wplątałam.

Nie jest to niewiadomo jak poważna sytuacja, nie przejmuję się już tak jak kiedyś, poza tym moje stosunki z dziewczynami z pracy też się mocno zmieniły, ale po całej tej akcji czułam się niefajnie i potrzebowałam wsparcia, bo przecież ja jestem taka dobra, a tu mnie tak traktuje osoba której z otwartym sercem szczerze pomogłam (no skandal, niech mnie ktoś przytuli:P). No i dzień później w zupełnie innej sytuacji poszła na mnie frustracja za to, że mam zbyt miękkie serce i że stawiam czyjeś dobro wyżej niż swoje i że jak mogłam pomagać dziewczynie, która tak źle mnie traktowała jeszcze kilka miesięcy temu.

I tutaj pojawił się silny bunt mojej pś  i zdziwienie, zastanawiam się co w tym złego, co ja robię źle. Co złego jest w wybaczaniu, pomaganiu innym tak zupełnie bezinteresownie, z troski o nich jeśli czuję, że tę pomoc chcą akurat przyjąć i że jej potrzebują? A co do tego czy to wszystko było moim kosztem – ja czułam się w porządku kiedy wsparłam koleżankę, potem też czułam się dobrze i nie poniosłam żadnych negatywnych konsekwencji dopóki ona nie postanowiła wykorzystać tego przeciwko mnie. Ale w momencie realizowania tej pomocy nie czułam żebym robiła coś kosztem siebie. Wydaje mi się, że problem więc leży w tym, że niepotrzebnie przejmuję się zdaniem innych, że nie potrafiłam pogodzić się z wyborem jaki podjęła owa koleżanka. Co z tego, że w przeszłości była dla mnie złośliwa, skoro liczło się tu i teraz, nasze stosuki poprawiały się i przez ostatni czas zaczęłysmy się przed sobą otwierać i zbliżać do siebie, dla mnie liczyło się więc to co czułam w momencie kiedy jej pomagałam, nie rozumiałam dlaczego miałabym z tego rezygnować.

Wiem, że mam od cholery jakichś nieuzdrowionych wzorców misjonarskich, wszystkich bym najchętniej ratowała i kochała. Jednak pierwszy raz w życiu słyszłam, żeby ktoś wylewał na mnie wręcz złość z tego powodu i to mi dało do myślenia, że faktycznie to co robię nie jest też tak całkiem zdrowe, tak jak mi się wydawało.

To dla mojej podświadomości szok, no bo jak może kogokolwiek frustrować to, że mam takie dobre serduszko i że chce pomagać innym, przecież to nic złego, dobrze jest pomagać (ha, prawie jak slogan znanej fundacji:P).  Staram się nie przeginać i nie robię tego, ale nie widzę jednak za bardzo granicy, szczególnie w takich bardziej jakby to nazwać... subtelniejszych sytuacjach, wydaje mi się że dana osoba godna jest zaufania, pomagam jej a ona wykorzystuje to przeciwko mnie albo nie przyjmuje tej pomocy.

To wszystko kojarzy mi się z tym co przy okazji innego wątku napisał Witek, o wchodzeniu w relacje z otwartm sercem podanym bezbronnie na swoich dłoniach, o tym że muszę się nauczyć otwierać na ludzi z miłością wobec siebie na pierwszym planie.

Czuję, że tutaj jest spore sedno problemu, ale nie dość że do tej pory nie udało mi się z tym poradzić, to jeszcze dodatkowo gubię się już w tym co jest dobre dla mnie i dla innych, co powinnam zachować dla siebie a czym się dzielić, kiedy pozwolić drugiej osobie radzić sobie samej, a kiedy godzić się ze sobą na to, aby jej pomóc.



muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-23, 22:57:11 »
Jola, Doktor dzięki i wzajemnie niech się układa:-)
oj dziś piękna pogoda, spędziłam czas na plaży leżąć, grając w piłkę, relaxując się ;-) tego mi było trzeba!!

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-23, 16:10:46 »
wolał bym to wewnętrzne słońce bo to co świeci na niebie już mnie męczy

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-05-23, 15:54:25 »
dzisiaj u mnie dużo słońca
wam też życzę tego

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-23, 11:50:58 »
muszka trzymaj sie.
ostatnio to prawie kazdy jakies ma dylematy. jakis dziwny czas :/
mam nadzieje ze wkoncu wyjdzie slonce, to slonce radosci i poukladania.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-05-23, 09:46:15 »
Hej Muszka to dobrze, ze zaczynasz widzieć dobro w ludziach, to jest podstawą.życzę powodzenia

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-22, 11:08:54 »
dziękuję w ogóle wam za odzew ,i pomoc ,i rady, i wsparcie :) fajne są osoby na tym forum jak i samo forum bardzo mi pomaga i inspiruje :) zaczynam zauważać ,że ludzie są fajni. =P

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-22, 11:06:26 »
Przedszkole jest z tradycją ale tam tylko była placówka przedszkolna-choć faktycznie stare to nie śmierdzi starością i ładnie jest w środku kolorowo ;-) jak widzę u mnie w mieście takie bardziej nowoczesne to są przedszkola prywatne i na pewno koszta idą do góry(choć nie zawsze jest duża różnica) . Ja nawet szukałam w prywatnym przedszkolu pracy jako pomoc nauczyciela lub nawet woźna ale niestety nie dostałam tej pracy a chciałam syna przenieść.
U mnie niestety nie ma nikogo kto mógłby się zająć dzieckiem, dziadkowie pracujący -tata najwcześniej może iść na przedemerytalne głodowe za 5lat;)
Ja juz raczej z tego przedszkola zrezygnuje, on ma straszną niechęć, już się niechęć bardzo utrwaliła, kurde nie chciałam żeby tak było.Myślałam ,ze dobrze robię nie ulegając i ciągnąć na siłę. A chyba nie było to wskazane, niby było coraz lepiej ale wyczuwałam sztuczne wchodzenie z uśmiechem na siłę zeby zadowolic Panie przedszkolanki. Zresztą mój syn nie był jeszcze bardzo samodzielny a tak wymagały juz duzej samodzienosci, moze nieodpowiednio go przygotowałam i tu dałam plamę. ON tez bardzo się stresował jak miał się sam ubrac a one nie chciały pomagac mu.. teraz juz lepiej z samodzielnoscia ale pewnosc siebie mu napewno oklapła;( szkoda,że tak się stało, ze tak mu się utrwaliło a ja robiłam co mogłam i być moze nie podjęłam wcześniej decyzji o zabraniu go..tylko się męczył i wychodził uradowany jak przychodziłam bo juz po wszystkim.
Dziś przyszła do mnie taka informacja ,ze to rodzic najlepiej wie czego potrzebuje jego dziecko, ze najlepiej je zna. Tylko powinien zaufać sobie, a u mnie z tym zaufaniem do siebie to kiepsko zawsze powoływałam się na autorytety...
Chcę zeby był szczęsliwym o zdrowej osobowości dzieckiem a nie straumatyzowanym dzieciakiem i czuję,ze on czuje się dobrze w domu, widzę spokój itd tylko wiem,ze decyzja o pozostaniu w domu tez ma swoje konsekwencje;)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-22, 08:02:41 »
muszka
to pewnie nie ma związku w tym przypadku ale napiszę bo mi się skojarzyło jak siostra zaprowadzała córkę do przedszkola , był to ogromny budynek, taki stary i piętrowy dzieci żeby wyjść na dwór musiały iść po schodach przez 2 piętra czasem, śmierdziało tam starością i sama źle się czułam wewnątrz towarzysząc w niektorych odprowadzaniach i przyprowadzaniach siostrzenicy tam.

Ja też jako dziecko byłam kilka dni  w takim przedszkolu. Do dzisiaj pamiętam tę atmosferę. Wyłam tam jak bóbr. Wydawało mi się, że już takich przedszkoli nie ma... Że wszystkie sa jasne i kolorowe.

Ja moją córkę też przenosiłam z przedszkola. W pierwszym co ja zapisałam była ze 2 tygodnie. Też płakała praktycznie cały dzień, a jak nie płakała to  chodziła za paniami i męczyła je pytaniami kiedy wróci mama. A moja córka jest bardzo uparta i nie daje za wygraną. Najgorsze było to, że wszyscy jej mówili, żeby nie płakała, i że jak płacze to brzydko wygląda. A wtedy ona płakała jeszcze bardziej i jeszcze bardziej męczyła panie. W końcu dziadek (mój ojciec) sie ulitował i powiedział, że zaopiekuje się nią jeszcze rok. Do kolejnego przedszkola zapisałam ją po roku. Też płakała na początku, ale to dlatego, że panie mówiły, żeby nie płakała - wtedy jej się przypominała sytuacja z poprzedniego przedszkola. Więc każdego dnia jak ją zaprowadzałam do przedszkola podchodziłam do pani, która akurat sie opiekowała i mówiłam, że jak nie chce żeby moja córka płakała to niech jej powie, że może płakać tyle ile chce. I jak tak pani mówiła -to moja córka się uspokajała. Ale przez pierwsze pół roku każdego dnia przypominałam paniom, żeby mówiły że może płakać jeśli chce.
Fajnie, że córka ma takiego dziadka co mógł i chciał sie nią zaopiekować.

Wilson

  • Wiadomości: 774
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-05-21, 23:15:51 »
muszka
to pewnie nie ma związku w tym przypadku ale napiszę bo mi się skojarzyło jak siostra zaprowadzała córkę do przedszkola , był to ogromny budynek, taki stary i piętrowy dzieci żeby wyjść na dwór musiały iść po schodach przez 2 piętra czasem, śmierdziało tam starością i sama źle się czułam wewnątrz towarzysząc w niektorych odprowadzaniach i przyprowadzaniach siostrzenicy tam. Dla małej to był ogólnie szok i duży krok bo początek czegoś innego itp. Po 2 miesiącach siorka przeniosła córkę do innego przedszkola bliżej domu (tylko taki był powód)a to przedszkole cudne, małe , parterowe i kolorowe, z miłym paniami i od razu jak wchodzisz to atmosfera jakaś inna nie taka ciezka. Niby nic ale zwróć uwagę jak Ty sama czujesz tamtejszy klimat zaprowadzając synka :)
 

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-21, 08:23:18 »
Edyta dzięki,że napisałaś , dałaś mi do zastanowienia nad wyborem ważniejszych spraw od mniej ważnych ;-)

Lilliole skorzystam z dekretu :) bardzo dziękuję,że zechciałaś mi go przedstawić i za Twoje wsparcie;)


Inga, on miał badanie i ten ktoś co robił nie wykrył karmicznych( no moze 1 osoba) ale faktycznie przyszedł do grupy nowy chłopiec , bez rączki , który tym kikutem napiernicza inne dzieci- w tym Karola. Mówił ,że go bił a Panie go odsuwały do stolika. Miał też węzły , gdzie wyszło,że był prześladowany w innych wcieleniach i tu się niby karma odezwała ,ale ,że ten niby nie te dzieci, nie Ci nauczyciele. Sama nie wiem... ostatnio ta jedna głośna Pani powiedziała coś niemiłego do Karola więc z nią porozmawiałam.
BAwiliśmy sie w przedszkole i nic nie wychodziło.. on mówił ,że boi się Pani Gosi(bylam z nią rozmawiać),że ten chłopiec go bije i ponoć Panie reagowały. Czasami pytam o to samo i zaczyna się wypierać ,że sie tego boi a jak stoi przy murze(juz w przedszkolu to zaczyna wtedy mówić) a czasami nie chce rozmawiać, zbywa mnie. Może faktycznie dobre z tym rysowaniem lęków mniej bezpośrednio:)
Może faktycznie bym zmienila ale on nie chce w ogóle isć- mówi,że chce być w domu, ze mną a do przedszkola nie chce , do nowego też nie. Może tak te lęki działają??

Mariusz teraz nie mam możliwosci skorzystac z regresingu, robię za to inne zabiegi jakieś węzły, reiki to co mogę i na ile mnie obecnie stać. Może pomyślę też nad jakaś formą uzdrowienia u mnie. ALe na dzien dzisiejszy regresimg raczej odpada:( co ubolewam. Ja raczej w szkole nie byłam prześladowana, ale w domu jak najbardziej. W szkole miałam dobre wyniki, znajomi mnie lubili( choć zdarzały się osoby ,które nie wiadomo), nauczyciele też dobrze na mnie patrzyli. Sama nie wiem:)

Karol jest otwartym dzieckiem, do każdego zagaduje, bawi się z dziećmi, raczej jest otwarty niż lękliwy więc to przedszkole mnie strasznie zbiło , bo w domu jest całkowicie inny. Tam ugrzeczniony a tu lata, szaleje, biega.. mówi ,ze tam jest za dużo dzieci i takie podobne tłumaczenia..dlaczego nie chce chodzić.