Kurde, narzekalem ze nic nie wywalalo..a teraz wywalilo tak, ze nie wiem od czego zaczac.
Od pojawienia sie tutaj staralem sie rozgryzc problem pt. jak znalezc konkretny cel w zyciu, pokonac niechec do pracy, nauki, generalnie do zaakceptowana rzeczywistosci, znalezienia czegos co bedzie mnie interesowac.
Dzisiaj chyba dotarlem do sedna problemu (dzieki pomocy jednej z osob tutaj

)- wyglada na to, ze gdzies we wczesnym dziecinstwie moje naturalne intencje zostaly zastapione innymi, ktore nie do konca sa zgodne z tym, co czuje w srodku a co sie przedklada na to, jak zyje i fukcjonuje teraz. I do tego stopnia zdalem sobie z tego sprawe ze totalnie mnie to rozwalilo, tym bardziej ze moja sytuacja zyciowa pt. stabilizacja, jakas jasna wizja przyszlosci nie jest szczegolne klarowna. I to skutuje, ze dzis stoje w miejscu, nie wiedzac czego chce, w jakim kierunku mialbym podazac.
Mowiac ogolnie, czuje ze znalazlem sie w sytuacji, gdzie trzeba zaczac wszystko od nowa i wpadam w panike:
-brak konkretnego wyksztalcenia udokumentowanego ktore by mi dawalo szanse znalezienia stabilnej pracy i zaznania poczucia bezpieczenstwa (umiejetnosci mam ale nie udokumentowane) oraz swiadomosc ze nie wiem, czy to jest wlasnie ,,to" i na to przedklada sie ze nie podejmuje sotosownych krokow aby to jakos sformalizowac
-samotnosc (nie tylko ta zwiazana z brakiem drugiej osoby ale w ogole spore wyobcowanie), zlalapelm sie na tym ze ja prawie w ogole nigdzie nie wychodze a jesli juz ciagle obracam sie w kregu tych samych osob co mnie szczerze nudzi maksymalnie ale jakos w ogole nie jestem w stanie przebic sie aby wyjsc do nowego srodowiska, poznac ludzi z innych klimatow itp. Z ta introwertycznoscia od dzieckia mialem problemy i to daje znac o sobie teraz.
Nie radze sobie ze stanami lekowymi w takich sytuacjach. Wywala mi maksymalnie strach przed przyszloscia, brakiem stabilizacji, jasna wizja tego co chcialbym robic i w jakim kierunku podazac. Czuje, ze sporo rzeczy jest do uzdrowienia ale nie za bardzo wiem, od czego zaczac bo wlasciwie kazda z wyzej wymienionych spraw warta jest takiej samej uwagi. A podswiadomosc jeszcze podsuwa swoje i wmawia ze juz za pozno, ze jestem na straconej pozycji i generalnie wizje bezdomnosci, zycia w biedzie, samotnosci, wizje pracy w ciezkich warunkach.
Uswiadomilem sobie tez, jak bardzo gleboko chowam swoje prawdziwe uczucia i emocje, nawet tutaj na forum dopiero tego typu stan wyzwolil we mnie potrzebe mowienia o tym, inaczej siedzialbym zamkniety w sobie i trawil to w sobie a i tak nie jestem w stanie mowic wszystkiego bo odczuwam spory lek przed ocenieniem mojej osoby, ze to nie wolno, ze w tym wieku nie wypada. W ogole cierpie na cholerny brak milosci i bliskosci/ciepla od innych osob.
Generalnie zle jest. Nie sadzilem ze mi az tak wywali i ze az takie leki pojda i na tyle obszarow zycia. Normalnie jakbym sie cofnal conajmniej o kilkanascie lat, do poziomu nastolatka ktory jest totalnie zagubiony i nie wie, co ma ze soba zrobic. Doatkowo poteguje ten nastroj cisza oraz brak kogokolwiek z kim moglbym o tym porozmawiac i kto by to nalezycie odebral. Naprawde czuje w takich momentach brak przyjaciol czy bliskiej osoby choc nie chcialbym jej zadreczac czyms takim.