wczoraj usłyszałam piekny komplement ze strony pewnego mężczyzny-nic że był pijany w sztok, raczej był szczery, na trzeźwoo by się nie odważył.
powiedział, ze jestem dla niego mega mózgiem i nigdy nie będzie nawet w 30% tak mądry jak ja. może trochę to podkoloryzował, ale chyba rzeczywiście tak uważa.
No chyba ze chciał mnie w ten sposób poderwać, bo czaruje wszystko co się rusza.
tym niemniej jestem dośc zaskoczona ze ktoś tak mnie postrzega, choc w sumie takie miałam przeczucie. ja zawsze uważałam, ze to inni są mądrzejsi ode mnie.
Kiedys jedna kolezanka powiedziała mi, że piękne kobiety chcą słyszeć, że są madre, a mądre, że piękne. Mi zawsze mówiono, że jestem mądra i rzeczywiście skrycie marzyłam o tym, by mówiono, że jestem ładna.
Dlatego tez wczoraj na kolację słuzbową odstrzeliłam się naprawdę elegancko, nakręcana jeszcze przez koleżanki, że kiedy będę się stroic jak nie teraz i żeby miec w nosie co inni pomyślą.
I choć czułam się w miarę swobodnie, choć też nie do końca, ze świadomością że wyglądam bardzo ładnie (bez fałszywej skromnosci, bo to był fakt), co swiadczy tez o tym, ze moze coś tam poprzerabiałam nieświadomie to stwierdziłam, że wlasciwie mnie to nie kręci żeby mi mówiono, ze ładnie wyglądam. To takie względne i w ogóle bezsensowne. Jest tyle dziewczyn nieatrakcyjnych i zastanawiam się, jak one muszą się czuć wiedząc, że inne wyglądają super. Tzn wiem jak się czują bo gdy ja miałam całą twarz zniszczoną trądzikiem i bliznami wiele lat temu i obracałam się w towarzystwie prawdziwych piekności czułam się okropnie i stąd pojawiło się marzenie by kiedys tez móc jak one wzbudzać takie zainteresowanie. I dlatego sobie mysle, ze epatowanie atralcyjnym wyglądem jest objawem niedowartościowania i takie dowartosciowanie mnie nie interesuje.
W sumie oczywistą oczywistość napisałam, ale teraz już wiem czego nie potrzebuję do szczęścia.