Muszka
Ja czasem doceniam codzienne sprawy, ale tylko wtedy gdy nie mam stresów i wszystko się układa. Powoli dociera do mnie, że bujanie w obłokach niczego mi nie przyniesie, ale i tak jest silniejsze ode mnie gdy jestem w sytuacji stresowej.
Zdałam dziś wewnętrzny egzamin teoretyczny na prawo jazdy. Została mi praktyka, niebawem którą, podejrzewam z granicą pewności, że poleję,bo mam jeszcze tylko 2 godziny kursu i choć cuda się zdarzają, to raczej nie tym razem. w sumie podejrzewałam, ze zdam dziś teorię, bo uczyłam się od 3 tygodnie i przerobilam całą płytkę 1200 pytań i podejrzewałam, że facet ją akurat da i nie myliłam się. placyk też raczej zdam, a na mieście albo na rondzie, albo na skrzyżowaniu kolizyjnym albo na zmianie pasów...będzie duży stres.
ale do czego zmierzam. Do poczucia własnej wartości. Ta sytuacja przypomina mi moje całe praktycznie dziecinstwo, gdy wynikami w szkole budowałam swoją wartość. NIe miałam jej w ogóle, nawet nie sądziłam ze takie coś istnieje. Zazdrościłam innym ludziom, że potrafią nic nie umieć a nie przejmować się tym. Ja musiałam być we wszystkim najlepsza. gdy coś mi się nie udawało miałam zepsuty humor na długi czas. i tak sobie myślę, że teraz moze byc podobnie, mimo ze przecież coś w życiu osiągnęłam i potrafię (kto nie ma w nogach ten ma w głowie, czasami aż za dużo w tej głowie.). pamiętam jako dziecko miałam paniczny lęk, ze jedno niepowodzenie pociagnie za sobą kolejne i stracę rację bytu (bo nie miałam wartości) i nie będę mogła funkcjonować choć przecież musiałam. no ale wtedy czułam i jakoś potrafiłam się zregenerować. I tym razem też tak będzie:). Tak se teraz sama pomogłam.
Wrażliwość utrudnia mi życie, bo nie umiem ją skierować na właściwe tory.
trochę to nieskładne ale jestem ledwo żywa po takim tempie nauki i już chyba majacze, a jeszcze muszę rozkminić zmianę pasów ruchu na skrzyżowaniu i olsztynskie ronda oraz skrzyzowania kolizyjne...