Właśnie rozwalają się w try miga moje wzorce misjonarstwa...
Kolega poprosił mnie o pomoc-miał przyjechać o określonej godzinie...Nie przyjechał,nie zawiadomił...Zadzwoniłam,zapytałam,o co kaman i czy w ogóle tej pomocy chce...Chciał-ale tego,czego absolutnie bym dla niego nie zrobiła-nie mam zamiaru być dla nikogo buforem,negocjatorem i zlewem na niskie emocje...Dość -ABSOLUTNIE DOŚĆ !!!Nie będę marnować cennego czasu,energii i cennej siebie ...
Rypnęło mnie,że już teraz jestem fajna taka jaka jestem,nawet kiedy odmawiam;zajebista taka jaka jestem -nawet wtedy,kiedy nie robię tego,czego oczekują inni...Mam czas na zajęcie się sobą-to jest największa nagroda dla mnie ...Nie pozorna wdzięczność,nie pozorne lubienie... Ważne,co ja sądzę o sobie ...
Dobra nauczka-zostawić Bogu pole do działania,przestać być dla niego konkurencją w czynieniu dobra innym,zostawić w sobie miejsce dla swojego dobra...
I tym optymistycznym akcentem kończę moją wypowiedź :-)))...