Kochani...przede mna wazne spotkanie. Troche sie boje. Zadzwonilam do mojego tescia (ktorego jeszcze nie poznalam) i powiedzialam mu, ze jestem jego synowa i ze niedlugo bedzie dziadkiem.
Niby nic strasznego, ale moj maz nie utrzymywal z nim kontaktu chyba z 20 lat, kiedy to po rozwodzie ze zwariowana moja tesciowa chyba wszyscy mieli siebie dosyc nawzajem.
Najpierw sie zdziwil, troche ucieszyl i zaproponowalam spotkanie...wiec powiedzial, ze oddzwoni. Zadzwonil juz za pare dni i ma przyjechac w niedziele. Wyznal tylko, ze ma zaawansowanego raka...no i tu konczy sie sielanka, bo moj maz sie podlamal troche i teraz trzeba byc troche dyplomacyjnym, bo nie wiadomo jak to bedzie wygladac.
Jednac sie ciesze, ze zdazylismy, puki nie jest za pozno. To bylo moim marzeniem poznac tate Michaela. Chcialabym sie jakos nastawic, ciagle mysle, czy mozna dla niego cos zrobic, jesli nie to znalesc dla siebie pocieszenie, ze musi odejsc i nie wiadomo, czy odczeka narodzin swojego wnuka/wnuczki. Troche to smutne, ale zycie idzie do przodu...i patrze opymistycznie w przyszlosc.