Moja rodzina bywa nieprzewidywalna. Reaguje na moje uzdrawianie jak chorągiewki na wietrze. W ostatnich dniach nie dawałam sobie rady od wywalanek, konkretniej w temacie- nie wiem co mam robić w tym życiu, nic mi z pracą nie idzie, na etacie mnie nie chcą, bezrobocie rośnie, nie mogę się z niczym ogarnąć itd. Zrobiłam sobie węzełki oraz dużo oddychania i....dzisiaj totalna bezradność, płakałam kilka godzin - przestałam afirmować, po prostu skupiłam się na ciele i zaczęłam przeżywać to co czuję. Tak się najlepiej odreagowuje - po prostu przeżyć na maxa całą tę bezsilność, tęsknotę i brak wsparcia. Kierowałam to do Boga i rodziców. Przyznałam się głęboko przed sobą, że najbardziej na świecie potrzebowałam w moim życiu Boga oraz wsparcia rodziców. Czułam ogólną miłość do nich i potrzebę wsparcia, jacy by oni beznadziejni nie byli. Już w trakcie mojego płaczu wydzwaniał telefon, na zmianę mama i brat, ale nie odbierałam tylko siedziałam pod kołdrą. Jeszcze nigdy nie docierał do mnie taki lęk, brak wsparcia oraz samotność. Pod wieczór zdecydowałam się odebrać ten telefon od mamy i inaczej nam się rozmawiało. Po pierwsze spytała czy już byłam w pokoju po ciemku i czy spytałam Boga co ma dla mnie najlepszego? oraz, że muszę mu powierzyć wszystkie moje problemy, bo inaczej zadzwoni jutro i sprawdzi czy to zrobiłam. Zadawała pytania w stylu, czy jestem szczęśliwa i czy chcę wrócić do domu. Ja odpowiedziałam, że nie. W zasadzie to niewiele jej odpowiadałam, a zdawkowo pomrukiwałam coś na temat. Nagle ona wypaliła, że wszystkie moje pomysły na życie były dobre i ona nie widzi mnie w niczym innym tylko w tych moich dziwnych "rzeczach".
- Ja ciebie widzę tylko w tym czary mary, ty się do niczego innego nie nadajesz. Musisz isc w tym kierunku, dlaczego jeszcze nie idziesz?
Odpowiedziałam, że próbuję od wielu lat kończyć jedno albo drugie, ale nie dawaliście mi szans i forsy. Rozmowa zakończyła się tym, że przestali na mnie wymuszać znalezienie pracy, tylko namawiają mnie na własną działalność uzdrowicielską. Co prawda oni to rozumieją jako tarot i ściemnianie na allegro, ale jak dla mnie to i tak ogrom wsparcia. Przestałam czuć tę cholerną presję i parcie na pracę psychologa, której i tak nie ma. Może bez tego poczucia winy i strachu łatwiej coś sobie znajdę? Dodatkowo nie spodziewam się już kary, a mama chce mnie wspierać w opłatach kursów. Zobaczymy na ile jest to wsparcie, a na ile fałszywe manipulowanie mną, ale jednak i tak jest to dla mnie impuls do działania.
O wiele mniej się boję. Nie chcę się napalić i ślepo im zaufać bo wiele razy mnie zawodzili. Chcę zaufać sobie. Bez względu na to, jak rozumieją wspieranie mnie, mi coś odpuściło. Mega węzeł poszedł i przestałam umierać w poczuciu winy za moje życie, wybory i zainteresowania.
Czuję, że bez presji mogę szukać tej pracy - będzie to będzie, nie będzie to nie będzie. I tak zmierzam ku samodzielnej działalności, w której będę mogła pracować nad sobą i cieszyć się tym co lubię

W tym temacie nie ma jeszcze super spokoju, ale i tak wielki wielki przełom. Czuję się inaczej.