Ah, jestem zaskoczony dziwnie dużym spokojem i naturalnością tego mojego usamodzielniania się. Normalnie bym teraz panikował i myślał o tym, co będzie ale zamiast tego czuję głęboki spokój i zajmuje się po kolei niezbędnymi przygotowaniami do nowego życia. Przeryłem dzisiaj cały pokój, wyrzucając niepotrzebne rzeczy, a pozostałe segregując na te niezbędne do zabrania i na te do zabrania później. Obczaiłem możliwości mobilnego Internetu na ten miesiąc mieszkania u babci, a do niej pojadę sobie we wtorek po rozmowie o pracę, żeby jej w ogóle powiedzieć, że się wprowadzam

Zrobiłem porządek z laptopem, przenoszę tam ważne pliki i poinstalowałem programy do oszczędzania transferu, żeby mi ten net na kartę starczył jak najdłużej. Jutro jadę na uczelnię i przy okazji pozałatwiam resztę spraw, żeby potem mieć spokój. Porozmawiałem ze znajomym, który mieszkał w pobliżu miejsca gdzie mam pracować i mam namiary na ewentualny pokoik na później, w fajnym miejscu. Poprzymierzałem nawet wszystkie gacie jakie mam, żeby wyrzucić te stare i za ciasne

Nawet matka wczoraj wywaliła mi rośliny doniczkowe z parapetu, które miałem w pokoju bo za bardzo zgniły (trochę je przelewałem

), postawiła jakieś dwa nowe i powiedziała, że mam ich nie tykać, bo ona się sama nimi zajmie. Tym bardziej czuję, że mój pokój przestaje być moim pokojem.
W ogóle nie mam wątpliwości co do tego wszystkiego. Po prostu robię kolejne kroki od a do z, żeby osiągnąć pewien cel i tak bardzo czuję wsparcie i prowadzenie, że czuję jakbym był prowadzony za rączkę - wystarczy tylko, że idę do przodu, nie muszę się niczym więcej przejmować. A czuję tyle pewności co do tego, że pracę traktuje jako pewnik od samego początku praktycznie, nawet też nie kupiłem miesięcznego biletu na mój wiejski busik, bo by mi się nie opłacało, skoro mam się w połowie miesiąca wynieść.
A jeszcze ze 3-4 tygodnie temu nie brałem pod uwagę możliwości nawet wyprowadzenia się przed skończeniem studiów. Nie wiem co się dzieje, ale mi się to podoba
