Uzdrawiam stosunek do matki i wczoraj przyszła do kuchni i powiedziała " Moja kochana, stęskniłam się" i mnie przytuliła. Poczułam zmieszanie i zdziwienie, taki jeszcze trochę niesmak. Ostatnio zauwaźyłam,że jakoś żywiej na mnie reaguje( w sensie pozytywnym) ale jeszcze nie puściłam wszystkiego. ;-)
A z ojcem odwrotnie, źle źle źle. Też jestem zdziwiona, zawsze to matka sprawiała w mojej głowie najwięcej zamieszania. A teraz jest odwrotnie

Ojciec źle mi życzy- mówi ,ze kiedyś z podkulonym ogonem wróce do Pana Boga( w sensie też z kościoła Katolickiego) . Wygarnęłam mu to ośmieszanie mnie z dzieciństwa , nawet lekko się popłakałam ( co mnie zdziwiło bo już myślałam,ze dużo łez wylałam) na co on mówi ,ze sobie ubzdurałam. Ogólnie wkurza go ,ze się rozwijam, że czytam te książki- on uważa ,ze nie musi bo wszystko wie. Mówi,że jestem gówniarą, że pyszczę ,że nie mam szacunku do ludzi( nie wiem skąd to wziął) ,że sobie nie dam rady,że on mi pomaga i jest takim bohaterem , wkurza go ,że jestem takim dobrym człowiekiem i że mam super kontakt z "byłą" teściową- uważa ,że sie przymilam. A ja po prostu lubię tą osobę i tyle:) Tłumaczyłam mu,że ten kto daje mi szacunek to go ode mnie dostaje a ten kto nie to nie i kropka. Ten człowiek jest totalnie zaślepiony na mnie- to chyba z innych wcieleń. A i jeszcze chciał mi przylac w ryj jak nie przestanę''pyskować" - z tego to już nie mogłam. On uważa ,że ma doświadczenia a ja nie , jestem gówniarą nic nie wartą i nie znającą życia. Nie szanuje mnie i projektuje to na mnie. NIeźle

na szczęście po tej kłótni (mam nadzieję ze ostatniej) nie czułam się źle tylko wręcz przeciwnie, dobrze

Stanęłam po swojej stronie i mam zamiar tak robić. Nie moja sprawa,że ten człowiek ma jakieś chore wyobrażenia na mój temat i nie chce mnie poznać "prawdziwej" . Jego sprawa:)