Ale miałem dzisiaj sesję...
Zeszły ze mnie pewne spiny w kwestii miłości, dając taką ulgę jaką czuję średnio nie częściej niż raz czy dwa razy do roku. Autentycznie skakałem z radości przed lustrem na sam swój widok.
Dowiedziałem się też, że Bóg nie jest pedofilem. Serio. Idąc za pewnymi seksualnymi obciążeniami dotarłem do wcielenia w którym zgwałciłem jakiegoś dzieciaka i wtedy padł z mojej strony do Boga tekst w stylu "co, nawet to cię nie rusza? Pewnie lubisz popatrzeć cholerny zboczeńcu". Śmiałem się chyba z dobrą minutę, gdy sobie uświadomiłem że moja naprawdę traktowała Boga jako bezdusznego pedofila.
Puściło mi coś tam podpinania się pod Leszkową strukturę, powstałą wiele wcieleń temu, której celem była walka z białymi i szerzenie kaganka oświaty w rozwoju, co było naszym obowiązkiem nim całkiem wrócimy do Boga. W tym było ślepe łażenie za Leszkiem i czekanie aż się w końcu oświeci, żeby poleźć dokładnie tą samą drogą za nim. Coś mam wrażenie że do dziś sporo osób siedzi i czeka

Bardzo ważną rzeczą jaką sobie uświadomiłem to jest to, że nie ma żadnej jedynej, słusznej drogi do oświecenia, którą miałbym traktować jako coś ważniejszego od moich potrzeb. Zamiast ciągle sobie szukać jakichś wymyślnych celów i warunków oświecenia, lepiej jest się otwierać na siebie, na swoje potrzeby i uczyć się je swobodnie przejawiać. Nie muszę z niczego rezygnować, w ogóle niczego nie muszę - po prostu wybieram sobie to co chcę i jak mi się nie podobają konsekwencje moich wyborów, to mogę sobie wybrać coś innego i tyle. To ja jestem najważniejszy w moim rozwoju, a nie jakieś filozofie, pustki srustki i inne nieba. To nie chodzi o to, żeby dojść do tego, co ten Bóg chce ode mnie, bo On niczego nie chce - tu chodzi o to, aby dojść ze sobą do porozumienia, czego się samemu chce.
Uświadomiłem sobie też, że tak bardzo przyzwyczaiłem się do cierpienia i wyrzeczeń w rozwoju, że traktowałem realizacje celów dla samej mojej przyjemności (zdrowej przyjemności) jako coś oddzielnego od rozwoju, coś co go nie wspomaga. Jaki to był szok jak się skapnąłem, że jak otwieram się na sprawianie sobie przyjemności, kreowanie zdarzeń służących przyjemności, to też jest to rozwój.
No, ale i tak najbardziej mnie cieszy ta mega ulga z puszczeniem spiny na miłość - dużo szło w klimatach związkowych i poszły jakieś mechanizmy odpychania potencjalnie zainteresowanych dziewoi takim agresywnym, podświadomym "spadaj, niczego od ciebie nie chce". To zdecydowanie powinno pomóc w dopuszczeniu do siebie odpowiedniej kobiety
