Nadszedł czas bym napisała, co mi lezy na wątrobie i umysle, więc sorry, ze się wcinam w konwersacje, ale po to jest ten wątek. najwyzej się przeniesie jesli pojadę za daleko z frustracją, bo taki mam zamysł.
Wkurza mnie to, ze nie czuję się jedna z forumowiczów. ze nie czuje sie osoba rozwijającą. Ani tez nie czuję się jedną z ludzi jakich spotykam na codzien. Głównie z racji mojej choroby, ktorej nazwa ciąży mi w umysle, bo jest dla mnie nieuleczalnym gównem. bo nie czuję zmian, ktore jakos tam się dzieją, one wszystkie dzieją się obok. tak tak, powinnam byc wdzieczna, ze sie poprawia, ale mimo to jestem wkur...
irytuje mnie czytanie postow ludzi tutaj, bo nic z nich nie rozumiem, nie moge sie zidentyfikowac, bo nie czuję. sa dla mnie nudne i zazwyczaj przelatuję parę zdan i rezygnuję. wlasciwie nie czuje juz zazdrosci, to dla mnie zamkniety swiat. czytam, bo to dla mnie jakas iluzja, ze cos dla siebie robię i jestem w temacie. zebym się za bardzo nie oddaliła od celu, ktorego trzymam się kurczowo, moze nawet nieswiadomie. gdybym sobie pofolgowała, kto wie, co strzeliłoby mi do głowy. lepsze to niż czytanie pudelka. przynajmniej wiem, ze teoretycznie nikt mnie stad nie wywali, najwyzej pomysli bądź, ze nic nie robię i się żalę, bo przecież wszystko zalezy ode mnie. i niech tak sobie mysli, jest mi to obojętne i to o dziwo, zauwazam tu pewien przebłysk zadowolenia, więc może rzeczywiscie zaczyna mi zwisać co kto sobie o mnie pomysli. zauwazam to również nieco w pracy, ale podejrzewam o to też wpływ planetarny pod którym obecnie jestem, niekoniecznie zmiany w swiadomosci to powodują.
dalej sie łudzę jeszcze, nie zaprzeczę, że szukam zrozumienia. wszędzie wsrod ludzi czy pocieszenia, czasem podkładając się im idiotycznie, dopytując itd. wkurwia mnie to tez w sobie, ale z drugiej strony boje sie isc w druga strone-arogancji i bezwzględności. Bo u mnie ciężko wysrodkować, aczkolwiek mam wrazenie, ze po odwróceniu uwagi jestem juz w stanie troche popuscic, co byloby nie do pomyslenia 2 lata temu. nie ufam w to, ze ktos ma wyczucie, bo ja sama nic nie czuję. na szczęście mam pamięć zdrowego rozsądku i nią się kieruję, a moze to sam zdrowy rozsądek we własnej osobie.
cieszy mnie jeśli ze ludzie sie mnie boją, daje mi to poczucie siły i dowartościowuje, bo uwazam ze są głupi. i jednoczesnie wkurza i smuci czasami jesli mi na nich zależy. a moze się nie boją? trudno mi to stwierdzic, zapewne zwisam im i powiewam i to chyba jest dla mnie najgorsze. a moze wlasnie mnie cieszy? moze o to mi chodzi? będąc niezauwazoną jestem bezpieczna. wlasciwie jestem samowystarczalna, choc to bardzo nudne i obawiam sie, ze w koncu moge zaczac szukac niezdrowych rozrywek zeby tylko cos odczuc.
mialam poleciec z frustracją, która nie pozwalała mi zasnać, ale moj zbrodniczy plan spalił na panewce. zachcialo mi się spac i jakos uszło w trakcie pisania. moze i dobrze. cos juz chyba podobnego pisałam, ale co tam. jade do domu w czwartek więc mam prawo sie wkur...