Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640501 razy)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-07, 17:02:50 »
Feli
 Mnie się w ogóle podoba całe spotkanie Małego Księcia z Lisem :) lubie to czasem poczytać

A dla mnie "Mały Książę" był zdecydowanie za smutny, dlatego przeczytałam go tylko raz (po to, żeby zobaczyć, co takiego ludzie w nim widzą ;) :P
Ja wolę bardziej radosne książki, jak np. Pippi Pończoszanka :)))


Fel,
Czy twoje marzenie nie wygląda tak, że chciałbyś aby świat komunikował się z tobą za pomocą uczuć, tak jakbyś jakbyś była zanurzona w ocenia uczuć, miłości, radości itp. Świat byłby tym oceanem i te uczucia zmieniały się własnie tak lekko, jak przypływy i odpływy, w całej gammie swoich barw. A także sama była byś tym oceanem barwnych uczuć dla innych. Czy wtedy mogła by się wyrazić w pełni.

Lukasz, to, co opisałeś to dla mnie ideał :)))) Coś pięknego! :D
Ale ja jestem realistką i póki co wystarczyłoby mi, żeby osoby, z którymi rozmawiam nie przywiązywały zbyt wielkiej wagi do słów, ale starały się zrozumieć sens tego, o czym mówię. To już było coś :)) 
Choć jak tak się głębiej zastanowić, to chyba już tak jest (a przynajmniej nie mogę sobie przypomnieć, żebym ostatnio narzekała na to, że ktoś mnie nie rozumie, wręcz przeciwnie), więc jest całkiem dobrze :)

Już wiem, jak opisać te modlitwy uczuciami (choć na pewno nie zrobię tego idealnie, bo to niemożliwe).
To co robię, można określić słowem "poddanie". Poddaję Bogu to, o co się modlę. Oczywiście nie mówię, że poddaję (bo gdy tak robiłam to moje ego/pś reagowało lękiem i buntem), ale odczuwam to. Gdy się to odczuwa, to wtedy ego/pś nie może się do tego w żaden sposób przyczepić i faktycznie się poddaje Bogu :) W tym uczuciu jest zawarta cała wdzięczność, za to, co jest i będzie, pewność, że będzie tak, jak ma być (czyli po bożemu/WJ) i totalna ufność, że cokolwiek się zdarzy, to będzie zgodne z ND. Jest tam też radość, no bo jak się tu nie radować z tego wszystkiego? :)))
Kiedy modlę się przed wyjazdem, to poddanie dotyczy mojej osoby i innych kierowców na drodze, kiedy jest to modlitwa wstawiennicza, to poddanie dotyczy tej osoby, itd.

Fajnie, że wyszła ta sprawa z modlitwą na forum, bo w trakcie rozmyślania o tym, uświadomiłam sobie, że robię to za rzadko. Tylko w przypadku "grubszych" spraw. A przecież fajnie byłoby poddawać Bogu dosłownie WSZYSTKO :) Ale chyba na to nie jestem jeszcze gotowa (czuję lekki opór), bo wtedy byłoby jak w raju, hehe. Jednak zwiększenie częstotliwości modlitw na pewno mi się przyda, zwiększę więc o tyle, na ile jestem gotowa :D

Nie kumam tego schematu, w większości przypadków kiedy się czymś pochwalę (a co jest świeże lub jeszcze nie skończone) efekt szlag trafia, choćby tylko na jakiś czas. Za chwilę już nic nikomu mówić nie będę żeby wszystko mi się układało jak należy.. ;)

Karola, ja też tak miałam, ale – podobnie jak Kinga – przejściowo. Bo tak jak piszesz dzieje się wtedy, gdy uwolnisz sporą część negatywnej energii blokującej sukces, na tyle dużo, żeby ten sukces odnieść, ale coś jednak pozostanie. I potem to coś (w postaci lęku, czy poczucia winy) ujawnia się w sytuacji, gdy znów to "poruszysz" (czyli np. pochwalisz się efektami).
I dobrze :) Bo przecież lepiej, by się ujawniło, niż miałoby bruździć z ukrycia, albo siedzieć nadal w ukryciu i pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. A tak przynajmniej widać to jak na dłoni, a więc można to uwolnić :)
Zauważyłam, że za pierwszym razem trudno uwolnić wszystkie negatywne energie związane z danym problemem. Schodzą tak jakby warstwami. Być może jest to kwestia uważności: W przeszłości byliśmy przecież przyzwyczajeni do wypierania negatywnych uczuć (czyli do ucieczki od nich), więc może teraz z rozpędu reagujemy tak samo. Czyli na zasadzie "jest już tak miło i pięknie, że nie chcę szukać na siłę czegoś, co nie jest przyjemne". Ale od tego nie ma ucieczki ;P Dlatego lepiej zmierzyć się z tym wcześniej, niż później. I mieć to z głowy :)
Ale być może nie jest to kwestia tylko i wyłącznie uważności i mechanizmu uciekania od niemiłych spraw. Może po prostu te negatywne uczucia schodzą partiami i jest to naturalne. No nie wiem, póki co trudno jest mi powiedzieć, ale jakoś specjalnie nad tym nie myślę, bo uważam na to, żeby zbytnio tego nie rozkminiać rozumowo, tylko robić swoje ;)
Tak więc ja specjalnie szukam takich okazji, by wyszło ze mnie coś, czego nie widzę (oczywiście po to, by to uwolnić). I przynosi to świetny skutek, bo widzę, że z biegiem czasu tych lęków i poczucia winy, smutku, złości, itd. jest coraz mniej :) I już nie obawiam się, że jak się pochwalę, to coś się spieprzy :)

Ale z mojego doświadczenia widzę, że taka energia ma wyłącznie deststruktywny na nas wpływ, gdy sami czujemy się winni i co za tym idzie niezbyt bezpiecznie z własnymi sukcesami (oczekiwanie na atak). Jak się ugruntuje bezpieczeństwo i niewinność +  boską moc i ochronę, to człowiek jest nie do ruszenia przez klątwy i złe życzenia :).

Ja też zauważyłam, że złe życzenia działają dopóty, dopóki mogą "zaczepić się" o negatywne emocje typu lęk (przed nimi), czy poczucie winy.
Natomiast kiedy nie oddajemy im mocy, to one działają podobnie jak Burek na łańcuchu, który na nas szczeka: niby szczeka, niby wygląda groźnie, ale co z tego? ;)) Choć wiadomo, że lepiej jest unikać Burka (jak się da), bo po co mam słuchać szczekania, skoro nie lubię? ;)

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-07, 10:19:25 »
To pewnie jeden z powodów dla ,których ludzie odnoszący sukcesy  narzekają że im źle jak wszystkim innym.

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-07-07, 09:28:53 »
pewnie :))

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-07-07, 09:16:27 »
Kinga,

na pewno masz racje. Ale zanim mi sie ugruntuje, to lepiej chyba jak bede buzie na klodke trzymac :-)

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-07-07, 09:11:27 »
Amelka,
Pewnie że zawiść i zazdrość mają destruktywną energię, dlatego nie warto mówić o swoich sukcesach osobom, które zazdroszczą innym, bo mogą być z tym związane złe życzenia (żeby się nie udało, żeby nie było komuś lepiej). Ale z mojego doświadczenia widzę, że taka energia ma wyłącznie deststruktywny na nas wpływ, gdy sami czujemy się winni i co za tym idzie niezbyt bezpiecznie z własnymi sukcesami (oczekiwanie na atak). Jak się ugruntuje bezpieczeństwo i niewinność +  boską moc i ochronę, to człowiek jest nie do ruszenia przez klątwy i złe życzenia :).

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-07-07, 08:54:04 »
Tez sie nad tym zastanawialam ostatnio. Zdarzylo sie w moim zyciu ostatnio naprawde kilka fajnych rzeczy i kiedy tylko opowiedzialam o tym kolezance, czy tez kolezankom, po niedlugim czasie  sypalo sie jak domek z kart. Zastanawiam sie czy aby te osoby byly wobec mnie zyczliwe, moze puscily jakas "klatwe" malego kalibru? Zawisc moze miec energie? jak jest to ukryta zawisc to moze ta energia destruktywna jest wieksza? Czy jest to kwestia wylacznie mojego osobistego gleboko ukrytego niedowiarstwa, ze cos MI sie udalo....

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-07-07, 07:04:04 »
Nie kumam tego schematu, w większości przypadków kiedy się czymś pochwalę (a co jest świeże lub jeszcze nie skończone) efekt szlag trafia, choćby tylko na jakiś czas. Za chwilę już nic nikomu mówić nie będę żeby wszystko mi się układało jak należy.. ;)

Karola, ja miałam kiedyś podobnie. U mnie było to związane z poczuciem winy wobec innych i brakiem bezpieczeństwa. Jak tylko ktoś się dowiedział o czymś fajnym u mnie, włączał mi się mechanizm autosabotażu. Ten mechanizm mi się ugruntował w wyniku relacji z ludźmi, którzy mi dawali do zrozumienia, że nie mogę mieć lepiej niż oni. I właśnie wtedy gdy w realu przestałam przyciągać już takie osoby, za każdym razem, gdy tylko o czymś fajnym mówiłam innym, włączał mi się autosabotażysta. Teraz mi to przeszło całkowicie. Są rzeczy, którymi chwalę się tylko moim przyjaciołom (nie publicznie), ale i tak się nie boję, że jeśli poszłoby to dalej to cokolwiek lub ktokolwiek mógłby to zasabotować:)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-07, 01:07:31 »
Ja już się więcej nie chwalę na forum ...
Podobnie jak ostatnio kiedy pochwaliłam się, że wysypka mi zniknęła, a następnego dnia znowu się pojawiła (ze strachu, że tak się może stać), tak teraz po pochwaleniu się, że bóle miesiączkowe zniknęły, kiedy byłam w lekkim, przyjemnym stanie, że żadnych dolegliwości nie mam, nic kompletnie, zdumiewająco dobre samopoczucie, pojawiły się myśli, że jest za dobrze, że zbyt prosto mi to poszło, że tak być nie może.. i oczywiście bóle wróciły, nie tak silne jak kiedyś, ale 2 tabletki musiałam łyknąć.

Nie kumam tego schematu, w większości przypadków kiedy się czymś pochwalę (a co jest świeże lub jeszcze nie skończone) efekt szlag trafia, choćby tylko na jakiś czas. Za chwilę już nic nikomu mówić nie będę żeby wszystko mi się układało jak należy.. ;)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-07, 00:30:56 »
Amelka
To prawda, jest w tym coś, że czerpię z tego bólu i płaczu wręcz jakąś masochistyczną przyjemność, może to wynika z tego, że jako dziecko musiałam dużo tłumić, nie moglam płakać otwarcie, bardzo rzadko bywałam sama i nawet nie mogłam się porządnie wypłakać. Teraz mogę i schodzi ze mnie ten stłumiony płacz i ból. Tym bardziej, że to, co obecnie przezywam jest bezpośrednim odzwierciedleniem emocji z dzieciństwa- to ból niekochanego, odrzuconego, porzuconego dziecka. Dlatego też pozwalam się sobie wyplakać, co mi przynosi sporą ulgę, potem znowu się cieszę i smieję, aż do następnego epizodu histerycznego ; )
Będę kochać siebie razem z tym bólem i będę dla siebie dobra, na początek to powinno wystarczyc.

Tak w ogole to cieszę się bardzo i dziękuję, że jesteście tu wszyscy, że możemy tu sobie szczerze pogadać, tak otwarcie, jak nigdzie :)

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-07-07, 00:14:47 »
Indra,

jesli tak bardzo cierpisz i Cie to tak boli... ja mialam podobnie wiele razy i robilam cos takiego ( to byl chyba instynkt samozachowawczy ): plawilam sie we lzach i cierpieniu. Chodzilam rozczochrana, zasmarkana i wydzwanialam po kolezankach zeby sie zalic, zalic i jeszcze raz zalic.Wrecz rozkoszowalam sie tym bolem - teraz tak bym to nazwala. I zazwyczaj kiedy tak bardzo w niego wchodzilam, to wydarzalo sie cos co mi te lzy ocieralo. Wlasnie teraz dopiero widze, ze czasem bylam dla siebie taka czula mamusia, ktora pozwoli sie wyplakac, i nie kaze natychmiast "wziac sie w garsc". Po prostu kochaj siebie razem z tym bolem.

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-07, 00:03:18 »
StArfire,

niby świetne a sam się na to jeszcze ciągle łapie.

generalnie w momencie gdy akceptujemy coś, to tak jakbyśmy powiedzieli to wszystko jest ok, a jeśli jest okej, to nie musimy nic z tym robić ani nie musimy z tym walczyć, ani nie musimy tego trzymać. Wtedy takie emocje pojawiają się i odchodzą tak po prostu. Emocje i uczucia się przeżywa się po prostu, np. dzieci skaleczą się wypłaczą a za chwilę banan na twarzy bo coś tam. One pozwalają sobie aby wszystko emocje i uczucia przychodziły i odchodziły, nic nie trzymają ani z niczym nie walczą.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-06, 23:58:06 »
no właśnie o to chodzi z akceptację żebyś nic z nimi nie robiła, chcesz coś robić, bo chcesz się ich pozbyć, bo właśnie nie akceptujesz. Nie pozwalasz im po prostu być, pozwalasz ale na zasadzie okej już czuje a teraz wynocha. To jest te błędne koło.

No owszem, jest to błędne koło i dlatego nie mogę się z tego póki co wyzwolić. Mimo to wiem, że to wiecznie trwało nie będzie, bo prędzej czy pózniej się uwolnię, taką mam przynajmniej nadzieję.


 Clint
jak na razie ja właśnie mam negatywny stosunek do swoich emocji w temacie- bolą mnie, uwierają, wybucham płaczem ni z tego, ni z owego, choć w miejsach publicznych jakoś się tam pilnuję. Za to kiedy jestem sama włącza się opcja "wycie". Niby sobie pozwalam, bo czuję i nie tłumię za bardzo, ale widzisz- wkurzają mnie te emocje, mam ich dosc, wkurzam sie na siebie, że jeszcze je mam, a przecież minął już miesiąc ponad i powinnam ich juz nie miec. Zapewne to mnie wlasnie stopuje i trzyma w miejscu.

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-06, 23:56:21 »
Łukasz:

Świetne spostrzeżenia :)

Indra:

Ja próbuję tak: przyzwolenie, akceptacja, czas. nie akceptuję bólu? akceptuję to, że nie akceptuję bólu ;] uświadomienie, wybór, modlitwa, znów akceptacja, tym razem nie bólu, a rozwiązania. z tym ostatnim chyba mam największy problem, wtedy afkuję zasługiwanie, i znów: akceptację siebie.
Nie chcę też czegoś sugerować, jeśli coś dla Ciebie działa to tego się trzymaj :)

Ta akceptacja to niezła bestia, trzyma klucze do bramy otwartości :)

Clint:

:) Najpierw to trzeba je powygrzebywać, potem będę męczyć poduszki ;]
« Ostatnia zmiana: 2012-07-07, 00:03:05 wysłana przez StArfire »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-06, 23:52:47 »
Indra
Bym zapomniał o przewrotach! Choć je akurat w końcu opanowałem w okolicach 5 klasy :D

A co do rozmowy do akceptacji - akceptacja to pełne i pozbawione negatywnych odczuć pozwolenie na coś. Nie oznacza ono jednak, że musi iść za tym aprobowanie czegoś i bierność wobec tego. Jak mi nasra ptak na głowę to mogę zaakceptować to, że mam kupę na głowie i uwolnić się tym samym od negatywnego stosunku do zdarzenia. To jednak nie będzie znaczyło, że skoro akceptuję tą kupę to nie będę chciał jej usunąć z mojej głowy :)

Chęć pozbycia się czegoś negatywnego w nas nie jest niczym złym pod warunkiem, że wynika z miłości do siebie, a nie negatywnego stosunku do tego czegoś lub nas samych z tym czymś.

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-06, 23:44:26 »
no właśnie o to chodzi z akceptację żebyś nic z nimi nie robiła, chcesz coś robić, bo chcesz się ich pozbyć, bo właśnie nie akceptujesz. Nie pozwalasz im po prostu być, pozwalasz ale na zasadzie okej już czuje a teraz wynocha. To jest te błędne koło.