Myślę, ze takie traktowanie przebiega zwykle przy duzych problemach emocjonalnych rodzica, niedojrzałości do wychowania, a także przy aktywnych traumach z okresu prenatalnego. Odrzucenie dziecka, to odrzucenie pewnej części siebie, przerzucenie nienawiści i innych emocji, na kogoś kto jest bezbronny i może się temu wszystkiemu poddać. Mnie ta sprawa również trochę zastanowiła. Takie zjawiska zachodzą zwykle przy dużym stłumieniu i nierozumieniu siebie w roli rodzica.
Gorsza dla mnie sprawa. Mama - nauczycielka opowiedziała mi o uczniu, który jest codziennie bity. Prawdopodobnie tylko dlatego, że żyje. Pasem z klamrą. Jak to opowiadała, to ujawniały mi się emocje - prawdopodobnie dlatego, że wiem co to złe traktowanie. Opowiedziała, jak ten uczeń boi się korzystać ze sprzętu szkolnego, rozmawiać z innymi - takie podejrzenia, że rodzice tołkują mu do głowy zakazy i tym samym boi się cokolwiek ruszyć. Powtarza tylko...- rodzice za to płacą, więc nie mogę tego zniszczyć. Ach, zgroza po prostu. Denerwuję się mocno, gdy słyszę o bezbronności dziecka, takiej rodzinie władzy, gdy nie da się nic zrobić. Pedagodzy oczywiście w szkole, nic z tym nie robili, wychowawczyni - wyuczona bezradność. Kilku uczniów, koledzy tego chłopca poszło do dyrektora, pedagogów - zgłosić sprawę. Było na tyle poważnie. Zastanawia mnie nie tyle znieczulica, co brak zaradności pedagogów, nauczycieli na takie sprawy. Moja mama się tym interesuje i próbuje coś zrobić, jednak ogólnie zgroza. To mi pokazuje mój nieuzdrowiony temat z rodziną, lęk przed dominacją i przemocą.