Najbardziej zgadzam się z tym, co powiedziała Sylvia

U mnie zaczęło się to od próby zrozumienia symboliki znaków zodiaku. Wtedy dotarło do mnie, że to nie jest tak że byk jest lepszy od barana, albo że skorpion od lwa. Każdy ma swoją sferę działania i swoje podejście do działania. Każdy człowiek jest trochę inny, będzie podchodził do duchowości trochę inaczej, a właściwa droga...
...jest trochę inna dla każdego.
I myślę że zamieszanie będzie dotąd, kiedy będzie potrzeba oceniania każdej drogi (czyli też np. krytykowania cudzych dróg). To podejście lękowe, z którym nie można być otwartym na inspiracje od innych -- tylko od swojej wybranej grupki w swoim wybranym zakresie.
Ale to nie jest rozwój, a raczej jakieś klepanie się po plecach, uspokajanie siebie. "Tak tak, super, moja droga jest cacy, nie zginę."
Natomiast po odrzuceniu tego, i pewnym rozszerzeniu swojej siatki pojęciowej, nagle okazuje się że wszyscy mówią o tym samym. I rozwój staje się coraz prostszy, wręcz banalnie prosty i nie do uniknięcia

Gdzie się nie spojrzy, tam można znaleźć mądrość.
A skąd wiadomo że to mądrość a nie głupota? O tym zaraz.
Jakiś czas temu zadałem na forum pytanie "czym się różni duchowość od religii". Generalny konsensus brzmiał: religia to społeczny system narzucony z zewnątrz, duchowość to indywidualna prawda płynąca z wnętrza.
Hasło brzmi ładnie, ale czy aby jest prawdziwe?
"Duchowość" to tak naprawdę "religia indywidualna", zlepek różnych wierzeń, które każdy wybiera sobie jak mu pasuje. (Tu można by zacząć się zastanawiać, czy aby to nie jest wynik naszego uzależnienia od konsumpcjonizmu i reklam, ale na te rozważania nie ma czasu

Problem pojawia przy doborze. To bardzo często fragmentaryczna wiedza, pozbawiona kontekstu i silnych połączeń z całością naszej wiedzy. Tu jakiś fragment z Biblii, tu bóg aztecki, tu aforyzm zen, a tam jeszcze pojęcie wedyjskie (dodatkowo błędnie użyte;). I oczywiście kurs metody błyskawicznego uzdrawiania ETLA.*
To nie tyle siatka pojęciowa co pojęciowe kikuty.
I wtem jakaś Paulina Moskalik zarzuca fragment z, dajmy na to, Eposu o Gilgameszu, aby udowodnić że chrzest pomaga/szkodzi rozwojowi ducha.
I w takim momencie trudno rozstrzygnąć co jest prawdą, bo nie mamy jasnych kryteriów. Nie umiemy zinterpretować, bo ani nie znamy kultury Mezopotamii, ani nie mamy widzy religio/mitoznawczej. Ani nie wiemy co to jest ten duch, tym bardziej w wersji p. Moskalik.
Pozostaje wierzenie odczuciom, ale... skąd one płyną? Czy samo to, że płyną z nas, czyni je w jakiś sposób bardziej wiarygodnymi?
No nie do końca, bo to mentalność w stylu "mass media kłamią, więc od tej pory wierzę tylko filmikom na youtube".
Gdybym miał coś doradzić, to albo wybrać sobie w miarę rozbudowany system (czyli nie ETLA;) i nauczyć się w nim poruszać, a potem budować wokół niego, albo poznać pobieżnie kilka (albo dużych jak filozofia, religioznawstwo, teologia danej religii, historia sztuki, albo małych jak antropozofia, thelema, tarot, astrologia).
Wtedy pojawi się w miarę stabilna struktura, którą będzie można roz- i przebudowywać, ale co najważniejsze -- wspinać się na nią

Oczywiście nie znaczy to, że trzeba ten system traktować jako jedyny słuszny i w 100% się do niego stosować. To tylko hipoteza robocza. Natomiast nie powinno się odrzucać żadnej jego części, czy omijać "bo na pewno jest bzdurna".
--
* ETLA: Extended Three-Letter Acronym
