Uuuu, ja tez mam ten problem, łakome ze mnie zwierzę:P Są okresy kiedy jem rozsądnie i zdrowo, ale jak mi się nagle załączy Pacman to koniec, pochłaniam wszystko (no dobrze - prawie wszystko:D) co się nawinie.
Byłam zawsze baardzo szczupłą osobą, do tego wysoką, w czasach szkolnych chodzący tap madl kościotrupek:D I kiedy zaczęłam przybierać na wadze to się ucieszyłam, że w końcu nabrałam trochę ciałka. Zaczęło się szczególnie po mojej wyprowadzce z rodzinnego domu, kiedy już tak naprawdę sama zaczęłam się utrzymywać i kupować do jedzenia to na co mam ochotę:D Ja miałam takie przyzwyczajenie z dzieciństwa, że np. nakładałam dużą porcję żarcia na talerz, bo oczy chciały bo dobre, aż ślinka cieknie. I miałam co do tego taki wzorzec - jedz póki jest! Jak najwięcej, na zapas! Bo jutro jedzonka nie będzie. Ogólnie to moja rodzina była biedna, pamiętam różne przykre sytuacje z dzieciństwa, kiedy chodziłam głodna. No i kiedy zjadałam ten pełen talerz i coś jeszcze zostawało, to wciskałam na siłę, choć już nie miałam miejsca, byleby zjeść wszystko, bo szkoda. Teraz na szczęście już pozbyłam się tego przyzwyczajenia, ale nadal potrafię się objadać, już z innych powodów i zaczyna mnie to naprawdę mocno męczyć. Nie lubię tego uczucia przesytu i ciężkości w żołądku. Ja sobie jedzeniem sprawiam dużą przyjemność, to dla mnie taka forma rozpieszczania się i ok, jedzenie jest fajne, ale ja czasami tracę nad tym kontrolę. I fakt, to może być coś w rodzaju uzależnienia, odreagowywania. Jeszcze się nie zagłębiałam w temat, ale dam znać jak się czegoś dowiem:p
Plusem tego wszystkiego jest to, że bardzo poprawiły mi się kształty, jak to mówią (a raczej nie mówią) - poszło w cycki :'D... Teraz czuję się bardziej kobieca, niż wtedy kiedy byłam takim totalnym szkieletem. Cóż, to też może być jakieś źródło problemu.