chciałam wyznać, że jutro lece na szkolenie na 2 tygodnie do Francji wraz z...moim niespełnionym amantem o którym tak się swego czasu tu rozpisywałam w wywałkach.
tak właśnie, już miesiąc temu wiedziałam że będzie leciał akurat 14 lutego, a mi szkolenie wypadło tydzien później i chcąc nie chcąc musiałam zarezerwować bilet na 14 lutego...
Potem ważyły się jego losy, bo jego poziom jezyka jest za słaby by udźwignąć 8 miesięczne szkolenie techniczne po francusku, więc uspokoiłam się pewna, że nie poleci.
A tu w poniedziałek zonk!. Najpierw mielismy lecieć tylko do PAryża razem a potem już on późniejszym lotem do tego samego miasta (ponoć planował zwiedzanie więc odetchnęłam), a tu w srodę kolejny ZONK-przebukowali go na MÓJ LOT. Czeka nas więc 3 godzinna jazda taksówką do Warszawy, lot do Paryża i 4 godziny wspólnie na lotnisku. To z pewnością będą walentynki mojego życia.
Po ataku paniki uspokoiłam się już. W styczniu poszły ostatnie nasze powiązania, ale spanikowałam i tak i teraz jestem nawet ciekawa jak tam jutro nasza relacja będzie wygladać. NAwet się cieszę ze względu na chore kolano, bo liczę na jego pomoc przy wkładaniu walizki na pas transportowy i jej ściągnięcie. Jemu też pewnie będzie raźniej, bo leci pierwszy raz ta trasą i trochę tam cyrku jest przy zmianie terminala.
Ale sama jestem w szoku, jaki to "zbieg okoliczności" mi się przytrafił...