Autor Wątek: Węzły i krzyże karmiczne  (Przeczytany 117024 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-01-02, 17:15:12 »
Mam zmiany po węzłach.
1.   Zniknął mi ból rąk i nóg który miałam w nocy, gdy leżałam w pozycji nieruchomej i w związku z tym zamiast spać musiałam poruszać nogami i rękami. Ból był ten sam który miałam w niemowlęctwie gdy leżałam związana becikiem i nie mogłam poruszać ani nogami ani rękami. Tak się torturowało kiedyś niemowlęta. Ja dodatkowo jeszcze nie mogłam płakać bo się na mnie złościli.
2.   Mam poprawę samopoczucia związaną ze zmniejszeniem mojej martwoty. Czuję się bardziej żywa, bardziej czuję, chociaż nadal  nie mam uczuć.


Jeżęli chodzi o tego Jezusa Teresy, to ja go zidentyfikowałam i uwolniłam się od niego parę lat temu, ponieważ on do tego wcielenia  był do mnie przyssany i karmił się moją energią. To astral, którego przy sobie miałam już w Egipcie i który wtedy robił u mnie za Boga, bedąc rozpostarty nad moją głową jak czapa i przesłaniając mi prawdziwego Boga. Tylko mnie dziwi skąd taka istota miała tak dużą wiedzę religijną że tak potrafiła mnie wtedy oszukiwać

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-01-02, 12:29:38 »
Grazyna Anna
Dokładnie tak :)

Inga
Święta Teresa z Avila bardzo cierpiała z powodu różnych upokorzeń i ataków osób duchownych, często we własnym zakonie. Ona reformowała życie zakonne i dlatego sprzeciwiali się jej konserwatyści. Ta reforma to powrót do ideałów ewangelicznych czyli w rozumieniu zakonnym bardziej surowe życie, asceza, umartwienia, modlitwy i posty a także dokładnie przestrzeganie ślubów czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
Wydawało jej się, że do tego prowadzi ją wewnętrzny głos boży, któremu była bezwzględnie posłuszna. Z tego powodu spotykała się ciągle ze sprzeciwem ludzi i przeciwnościami życiowymi, do tego jak wielu świętych sama zadawała sobie cierpienie, by bardziej się zblizyć do cierpiącego Jezusa. Na tym polegało nasladowanie go.
To prowadziło całkowitego pomieszania pojęć: 
wola boża to cierpienia,
miłość to cierpienie,
życie to cierpienie
miłość Jezusa do człowieka wyraża się w zadawaniu cierpienia.

A ten głos, który słyszała na pewno nie był głosem Jezusa.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-01-01, 22:26:53 »
Inga. Prawdziwy Jezus nigdy by nie dał takiej odpowiedzi.
Dla niego najważniejszym przykazaniem było Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego.
A ta odpowiedź jest sprzeczna z tym przykazaniem.
Każdy święty był podpięty pod silny astral katolicki, w którym bóg doświadcza tych, których miłuje, wystawia na próbę ich wiarę, sprawdza ile są dla niego wstanie znieść.
A tak naprawdę są to jedynie próby usprawiedliwienia przez ludzi nieczystych intencji wobec siebie i próby nadania sensu cierpieniu, na jakie sami się skazywali i ukrycia prawdziwych powodów, dla których cierpieli.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-01-01, 21:58:44 »
I co ty myślisz o tej odpowiedzi? Bo ja tego nie rozumiem.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-01-01, 19:46:03 »
Inga
Mamy podobne klimaty, ja też dążyłem do świętości poprzez naśladowanie Jezusa. Próbowałem wcielić w życie ten ideał. Ile mnie to kosztowało, a ile jeszcze kosztuje, z tą różnicą, że teraz muszę to odkręcać.
Ciekawe z tymi świętymi. Znam ich życiorysy. Wydają się różne, ale cóż w różny sposób zdobywano świętość.

Czy znasz te słowa św. Teresy z Avila: Tak traktuję swoich przyjaciół.
Kiedy świeta nie mogła już znieść przeciwności losu zapytała Jezusa: Panie, dlaczego mi tak czynisz?
Jezus miał jej odpowiedzieć: Tak traktuję swoich przyjaciół.
 

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-01-01, 18:39:04 »
Można by zadać sobie pytanie - po co jest sukces? Czemu ma służyć? I czemu ma służyć osiągnięcie "największego sukcesu" czyli bycie najbardziej wielbionym i czczonym ?

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-01-01, 18:31:05 »
Piszę tę afirmację i w odpowiedzi mam że moim wzorem do naśladowania jest Jezus,który umarł na krzyzu, bo on odniósł sukces największy jaki jest możliwy ponieważ on jest najbardziej znany na świecie i najbardziej wielbiony, i czczony.
W mojej wyobraźni nie ma wiekszych sukcesów.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-01-01, 17:21:15 »
Wg mnie to znacznie ważniejsze wzorce się ujawniły, bo KARMICZNE, a nie tylko z tego życia.
To życie było TYLKO odpowiedzią na Twoje wcześniejsze zapotrzebowanie. A tytm karmicznym zapotrzebowaniem było cierpienie, byla męka i doprowadzanie Cię do MĘCZEŃSKIREJ smierci, byś wreszcie osiągnęła największy możliwy sukces, czyli została świętą. Gdyby nie on, na pewno znalazłby się na jego miejsce ktoś inny, tak wielka była Twoja potrzeba przeżywania tego katowania. Potrzeba, która powstała wcześniej, niż podjęłaś decyzję o wybocze tej rodziny na to wcielenie.
Miałaś więc klasztorny spokój -nikt nie mącił ciszy, bo sięTobą nie zajmowali.
I miałaś katowanie, bo to był warunek cierpienia i zostania po raz kolejny świętą. A przede wszystkim to był warunek, żebyś została znów DOCENIONA i wielbiona. Niestety, tym razem plan nie wypalił. Zostało tyle, żebyś sobie uświadomiła, że cierpienie to droga na manowce, a nie na ołtarz.
Mogłaś być obiema świętymi,. One pisały wiele o miłości,ale n ie z serca, tylko z głowy. Co więcej, z głowy odurzonej endorfinami. Bo cierpienie prowadzi do nadprodukcji endorfin, czyli morfiny endogennej. A to jest narkotyk i daje typowe narkotyczne wizje. Wizje głęboko mistyczne!
Afirmacje:
Zasługuję, by być docenianą, ponieważ JESTEM.
Bóg ma dla mnie sukcesy znacznie większe niż śmierć i zostanie świętą.
Jak to przepracujesz, bedzie można bezpiecznie kreować sukcesy na luzie, które wynikają z prostego faktu, że Bog obdarzył Cię talentami.
Największym sukcesem tak naprawdę jest korzystanie z talentów, którymi nas obdarzył Bog. I to korzystanie w ten sposób, żeby Mu być wdzięcznym za te talenty i skutki ich wykorzystywania dla Najwyższego Dobra swojego i innych.
Tłumy cierpiętników nie są potrzebne ani Bogu, ani ludziom. Podobnie na nic się zdają tłumy nierobów, którzy unikają działania, by nie tworzy c sobie karmy. Njabardziej pożytwczni są ci, którzy dla dobra LUDZKOŚCI (w tym i swojego) i na bożą chwałe wykorzystują dane im przez Boga talenty, zdolności i możliwości.


Teraz jeszcze przyszło mi do głowy,  ze dla Twojej podświadomosci niedościgłym wzorcem cierpiętnictwa była Droga Krzyżowa. I chyba czułaś się niespełniona, że coś tak dramatycznego Cię ominęło. Podejrzewam, że wchciałaś sobie to zrekompensować i doświadczyć tak wielkiego cierpienia, jakie nie bylo znane nawet Jezusowi. Jak widać, "apetyt rośnie w miarę jedzenia".
« Ostatnia zmiana: 2012-01-01, 17:59:31 wysłana przez Leszek.Zadlo »

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-01-01, 14:30:26 »
Leszek
Dziwi mnie dlaczego na węzłach nie wychodzą najważniejsze wzorce, czyli to że ojciec mnie mordował przez całe niemowlęctwo.
A piszę to odnośnie ostatnich węzłów, gdzie wyszedł mi taki duzy lęk że mogłoby mi się coś udać.
Bo mnie osiągnięcie sukcesu kojarzy się ze śmiercią.
Moja rodzina w celu osiągnięcia sukcesu zapracowywała się na śmierć. Dla mnie niemowlęcia zupełnie nie mieli czasu, więc leżałam odłogiem i nikt do mnie nie przychodził.
Moim sukcesem w niemowlęctwie było to jak ktoś żywy do mnie podszedł, zauważył mnie i zajął się mną.  I stąd u mnie wzięlo się wierzenie że aby mi się coś udało, czyli aby ktoś do mnie podszedł, to muszę się zabić. Bo ojciec przychodził do mnie i mnie zabijał.
Tak samo, aby osiągnąć sukces i zostać świętą, musiałam umrzeć. Żywa musiałam być nikim i w cierpieniach harować na sukces.  I wcale nie wiedziałam czy po śmierci mnie ogłoszą świętą. Czyli stąd znów mam przekonanie że tylko martwa mogę liczyć na sukces i tylko jako martwa zostanę doceniona. I że nia ma sukcesu bez śmierci.
w związku z tym chciałabym jakąś afirmację, coś w tym stylu żę nie muszę płacić śmiercią za osiągnięcie sukcesu. Dla mnie najważniejszym sukcesem jest otrzymanie uwagi, ciepła i docenienie przez ludzi. I dla takiego sukcesu muszę umierać, aby Bóg mnie docenił, bo nie widzę możliwości aby to dostać od ludzi.
Ja byłam św Teresą z Avila oraz św Teresą z Lisieux. One tyle piszą o miłości. Czy mogłam nimi zostać mając zamkniete serce?

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-12-19, 12:01:07 »
Niedawno wypalałem wzorzec "kreacji", który, jak mniemam, nie jest obcy wielu osobom:
Jak się uprę i odpowiednio wkurzę, to wszystko mi się uda osiągnąć.
Niestety, to nie działało, mimo że klientka miała dowody na skuteczność.
A jakie to były dowody?
Otóz jej matka jak się uparła, to się wkur.... a potem glądziła swej córce, aż ta się poddawała. I tak oto przekonywała ją, że upór + wkurzenie to moc kreacji.
Tylko był mały problem, gdyż  klientka w wyniku stosowania na niej takich metod "kreacji", czuła się przegrana i upokorzona. To z kolei rodziło u niej chęć odegrania się. I jak jej nie wychodziły "kreacje", to nienawidziła tych, którzy się nie poddali jej manipulacjom i uzurpowała sobie prawo do karania ich za to, że nie działają po jej myśli. 
Niestety, karanie też nie przyspieszało kreacji. Powodowało za to wręcz odwrotne skutki.
Wniosek z tego taki, że jeśli mamie udawało się nas manipulowac, to nie znaczy, że za manipulacją kryje się realna moc kreacji. I to warto sobie wziąć do serca.
Bo najlepsza kreacja wychodzi po dobroci.
Jeśli ktoś ma podobne wzorce "kreacji", to warto będzie afirmować:
Odpuszczam sobie upór i wkurzenie. To dla mnie bezpieczne i korzystne pod każdym względem.
Potrafię sie  koncentrować na CELU kreacji z miłością i pewnością siebie.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-12-18, 20:24:58 »
Felicite
 Fajnie, że puszcza i że patrzysz na to wszystko coraz bardziej świadomie :))

Tulia

  • Wiadomości: 538
  • Płeć: Kobieta
  • Katarzyna Jezierna, www.zyciezaniolami.pl
  • Status: Regreser
[#]   « 2011-12-18, 20:15:15 »
Fia, Felicite - dziekuję ;-)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-18, 20:11:47 »
Tulia, dziękuję :* Teraz też to czuję (że jestem JWSR) :)))
I też gratuluję :)

Leszek,
no właśnie okazało się, że jednak liczyłam na te korzyści (chciałam, żeby się zmieniła i żeby wreszcie zaczęła zachowywać się jak matka), więc dobrze się stało, że mi to wybiła z głowy :)
Przy okazji zdałam sobie sprawę, że byłam tak przez nią traktowana przez całe życie. Tylko zapomniałam o tym (wyparłam to). Nigdy nie wiedziałam, jaki będzie mieć humor i co niestworzonego wymyśli, żeby mnie pogrążyć i się na mnie wyżyć.
Wczoraj zachorowałam na zapalenie zatok. Nie mogłam jednak poczuć złości na nią.
Okazało się, że dlatego nie mogłam, że bałam się kary bożej, za to, że łamię czwarte przykazanie. Dopiero jak puściłam ten lęk, mogłam poczuć i puścić gniew. Dziś rano wstałam już zdrowa :)
Dobrze, że to tak łatwo odchodzi.
No ale nadal wychodzi coś nowego (aktualnie to poczucie winy w stosunku do ojca, i do matki w sumie też). Niezły kołowrotek.

Nie wiedziałeś, że teściowa jędza? Przecież to mama Marka. Przypomnij sobie, jak ją zdiagnozowałeś ;) Po kimś takim nie można się spodziewać zbyt wiele dobrego.
« Ostatnia zmiana: 2011-12-18, 20:23:37 wysłana przez Felicite »

Fia

  • Gość
[#]   « 2011-12-18, 19:38:40 »
Tulia,
gratuluję uwolnienia. Mam nadzieję, że kiedyś mi sie uda ta sztuka.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-12-18, 19:05:57 »
Felicite
Szczerze mówiąc, jestem zdziwiony reakcją Twojaj mamy. I miałaby ona uzasadnienie, jesli liczyłaś na jakieś specjalne korzyści z jej strony, żeby Ci to sama z głowy wybiła. Czasem nie ma innego wyjścia, jak tylko bolesna konfrontacja z obiektem swoich ostatnich nadziei. Tylko tak to jestem w stanie pojąć.
Noi na pewno dasz radę!
A przy okazji wyszedł jeszcze motyw teściowej, ktorego w ogóle nie ruszaliśmy - nie wiedziałem, że taka z niej jędza.