Wg mnie to znacznie ważniejsze wzorce się ujawniły, bo KARMICZNE, a nie tylko z tego życia.
To życie było TYLKO odpowiedzią na Twoje wcześniejsze zapotrzebowanie. A tytm karmicznym zapotrzebowaniem było cierpienie, byla męka i doprowadzanie Cię do MĘCZEŃSKIREJ smierci, byś wreszcie osiągnęła największy możliwy sukces, czyli została świętą. Gdyby nie on, na pewno znalazłby się na jego miejsce ktoś inny, tak wielka była Twoja potrzeba przeżywania tego katowania. Potrzeba, która powstała wcześniej, niż podjęłaś decyzję o wybocze tej rodziny na to wcielenie.
Miałaś więc klasztorny spokój -nikt nie mącił ciszy, bo sięTobą nie zajmowali.
I miałaś katowanie, bo to był warunek cierpienia i zostania po raz kolejny świętą. A przede wszystkim to był warunek, żebyś została znów DOCENIONA i wielbiona. Niestety, tym razem plan nie wypalił. Zostało tyle, żebyś sobie uświadomiła, że cierpienie to droga na manowce, a nie na ołtarz.
Mogłaś być obiema świętymi,. One pisały wiele o miłości,ale n ie z serca, tylko z głowy. Co więcej, z głowy odurzonej endorfinami. Bo cierpienie prowadzi do nadprodukcji endorfin, czyli morfiny endogennej. A to jest narkotyk i daje typowe narkotyczne wizje. Wizje głęboko mistyczne!
Afirmacje:
Zasługuję, by być docenianą, ponieważ JESTEM.
Bóg ma dla mnie sukcesy znacznie większe niż śmierć i zostanie świętą.
Jak to przepracujesz, bedzie można bezpiecznie kreować sukcesy na luzie, które wynikają z prostego faktu, że Bog obdarzył Cię talentami.
Największym sukcesem tak naprawdę jest korzystanie z talentów, którymi nas obdarzył Bog. I to korzystanie w ten sposób, żeby Mu być wdzięcznym za te talenty i skutki ich wykorzystywania dla Najwyższego Dobra swojego i innych.
Tłumy cierpiętników nie są potrzebne ani Bogu, ani ludziom. Podobnie na nic się zdają tłumy nierobów, którzy unikają działania, by nie tworzy c sobie karmy. Njabardziej pożytwczni są ci, którzy dla dobra LUDZKOŚCI (w tym i swojego) i na bożą chwałe wykorzystują dane im przez Boga talenty, zdolności i możliwości.
Teraz jeszcze przyszło mi do głowy, ze dla Twojej podświadomosci niedościgłym wzorcem cierpiętnictwa była Droga Krzyżowa. I chyba czułaś się niespełniona, że coś tak dramatycznego Cię ominęło. Podejrzewam, że wchciałaś sobie to zrekompensować i doświadczyć tak wielkiego cierpienia, jakie nie bylo znane nawet Jezusowi. Jak widać, "apetyt rośnie w miarę jedzenia".