Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189666 razy)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 23:45:49 »
Inga,
mnie do strzyg przyciągnęło ogromne poczucie winy. Czułam się winna za to, że powstały (i muszą cierpieć), że Bóg (czyli pośrednio też ja) na to pozwolił.
Odpuściło mi, kiedy rozprawiłam się z konkretnym poczuciem winy w stosunku do matki (wynikającym z dzieciństwa). W sumie równolegle uzdrawiałam też relację z Bogiem (a właściwie z sobą samą, tzn. uświadamiałam sobie kim jestem ja, a kim Bóg), ale też bardzo konkretnie, w większości przez uzdrowienie stosunku do rodziców, którzy na poziomie podświadomym są traktowani jak reprezentanci Boga. Napisałam „w większości”, bo jednak na „abstrakcjach” też pracowałam. Samodzielnie i nie tylko (to robił Leszek na węzłach).
No ale przede wszystkim pomogło uzdrawianie relacji z rodzicami.
Zauważyłam, że umysł lubi konkrety. Być może dlatego dobrze uzdrawiało mi się te sprawy jakby od tyłu, tzn. od dzieciństwa w tym życiu, a nie od przyczyn pierwotnych (tj. od początków mojego istnienia). Kiedyś robiłam odwrotnie i kręciłam się w kółko. Dlatego cieszę się, że trafiłam na coś, co mi pomogło i poszło to tak szybko :)))

Życzę Ci, żebyś i Ty trafiła na coś, co pomoże Ci szybko i w miarę bezboleśnie rozprawić się z pociągiem do strzyg. Bo to syf nieziemski. Cieszę się, że one mnie już nie obchodzą.

Felicite

Ja bym nie była za potępianiem kogokolwiek, nawet psychopatów. Wszystko ma swoją przyczynę.

Laka,
o tym, że wszystko - nawet zachowanie psychopatów- ma swoją przyczynę napisałam dwa poniższe posty. Nikogo też nie potępiłam (jako osoby). Napisałam, że ich ZACHOWANIE jest godne potępienia, że ich zachowanie można i trzeba potępić. To zupełnie co innego.
Potępić, tzn. uznać (uznawać) coś za złe. Być może nie zgadzasz się z tym, że krzywdzenie innych można ocenić jednoznacznie negatywnie (mimo, że można rozumieć powody tego postępowania). Ja jednak mam inne zdanie na ten temat.
« Ostatnia zmiana: 2012-06-14, 23:49:16 wysłana przez Felicite »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-14, 21:47:44 »
Inga
Po co chcesz poznać strzygi?


Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-14, 17:20:48 »
Inga

Przytulam Twoje wewnętrzne dziecko i śle mu dużo miłości, żeby uwolniło się od tego paraliżującego lęku. Jak zaczynałam swoją terapię wiele lat temu to też pamiętam, ze powiedziałam mojej koleżance, ze moje wewnetrzne dziecko nie żyje, tak wtedy czułam, ale ono było tak naprawdę sparaliżowane lękiem. :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-14, 15:50:14 »
Inga

To całkiem powszechny problem u aniołków- strzygi.

Felicite

Ja bym nie była za potępianiem kogokolwiek, nawet psychopatów. Wszystko ma swoją przyczynę.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 14:25:41 »
Wczuwanie się w strzygi po to aby sie dowiedzieć jakie one są to mój duży problem.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 14:02:57 »
Mój ojciec jest strzygą psychopatą.
Zastanawiam się jak to jest z nim.

Wiem.
Moja sytuacja była b. podobna do Twojej (choć nie taka sama), więc temat strzyg jest mi znany od strony praktycznej.
Dopóki nie dałam sobie odczuć całej złości, dopóty moje zastanawianie na niewiele się zdało. Lepiej tego nie rozkminiać tylko i wyłącznie intelektualnie, bo można ocipieć ;)

Ja się nie wczuwam w dziecko bo bedąc od niego całkowicie odcięta w ogóle go nie widzę ani nie czuję. Dla mnie ono nie istnieje.
Nie mogę na tym polu niczego zdziałać bo dziecka nie ma.
Nie mogę byc świadkiem dla kogos kogo nie ma.

Ok, rozumiem.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 13:38:05 »
Mój ojciec jest strzygą psychopatą.
Zastanawiam się jak to jest z nim.

Ja się nie wczuwam w dziecko bo bedąc od niego całkowicie odcięta w ogóle go nie widzę ani nie czuję. Dla mnie ono nie istnieje.
Nie mogę na tym polu niczego zdziałać bo dziecka nie ma.
Nie mogę byc świadkiem dla kogos kogo nie ma.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 13:21:16 »
A co z rodzicem psychopatą który czerpie przyjemnośc z dręczenia dziecka?

To samo. W skrócie (i trochę upraszczając) - psychopata jest tak napięty wewnętrznie (ma tyle stłumionych emocji), że aby rozładować to napięcie, musi wyżyć się na kimś. A najłatwiej mu na dziecku. Wtedy czuje nieprzytomną przyjemność, która zagłusza jego cierpienie. To nie jest działanie świadome, to wewnętrzny przymus, którego ci ludzie nie są świadomi, bo tego nie chcą (albo nie mogą, podejrzewam, że np. tzw. strzygi nie mogą) widzieć. A my widzimy tylko objaw zewnętrzny - czyli że psychopata ma przyjemność z dręczenia dziecka.
Oczywiście, jeszcze raz podkreślam, z tego powodu taki człowiek nie staje się mniej odpowiedzialny z to, co robi. To co robi jest godne potępienia i należy to potępiać. To są dwie różne kwestie.
A. Miller duzo pisze o tym np. w książce "Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii" (zresztą nie tylko tam). Fajnie pokazuje ten mechanizm wyparcia i potem symbolicznego zaspokojenia naturalnych potrzeb drogą przemocy na przykładzie Hitlera.
Skrzywdzone dziecko, które wyparło swoje emocje (którego potrzeby nie zostały zaspokojone), jako dorosły ma tylko dwie drogi do wyboru: może przyznać się do tego, że było nie kochane, przeżyć te emocje i żyć w zgodzie z sobą nikogo nie krzywdząc, albo pozostać nieświadome. Ale wtedy te wyparte emocje muszą mieć gdzieś ujście. Dziecko będzie więc nieświadomie krzywdzić innych (agresja), albo samo siebie (autoagresja), albo jedno i drugie będzie robić równocześnie.
To tak skrótowo, bo niedługo muszę zmykać z forum :)

Nie mam żadnego kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Jestem od niego całkowicie odcięta.
Na ostatniej terapii zorientowałam się że powinnam go szukać w lęku, pustce i śmierci. Bo tylko lęk jest moją prawdziwą emocją, czymś co jest moje. Mogę go odnaleźć poprzez wgłębianie się w swój lęk,  świadome przeżywanie go oraz zaprzestanie szukania ucieczek od niego poprzez zajmowanie się czymś przyjemnym lub myślenie o czymś przyjemnym

Inga, żeby było Ci łatwiej, to może zamiast wczuwania się w dziecko, którym byłaś, przyjmij postawę akceptującego świadka, który jest już dorosły, silny, który DZIŚ może ochronić to dziecko, które jest w Tobie. Bo ten lęk przed śmiercią - jak już pisałam - pochodzi nie z dziś, lecz z przeszłości. A Ty już jesteś dorosła. Teraz sama możesz ochronić siebie. Daj sobie tylko szansę :)

I jeszcze coś takiego mi przyszło: nie potępiaj siebie za to (nie gardź sobą), że tedy nie mogłąś się ochronić. Byłaś dzieckiem,to do Twoich rodziców należało chronić Cię i zapewniać miłość. To ich wina, że tego nie zrobili, a nie Twoja.
Zresztą teraz już jesteś w innej sytuacji. Teraz nikt nie może cię skrzywdzić, jeśli na to nie pozwolisz. To normalne, że się boisz, ale nie pozwól, żeby ten lęk Cię sparaliżował. Zaakceptuj go i pozwól mu odejść. Twoje wewnętrzne dziecko czeka na Ciebie i wierzy w Ciebie :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 12:59:24 »
Indra, ja też Ci dziękuję, że jesteś :* :))

u mnie jednak nie poczucie winy jest tym "nozownikiem" w moim zyciu. Ta najgorsza toksyna ktora wszystko infekuje to jest poczucie bycia GORSZA - poczucie, ktore przynajmniej w tym zyciu zawdzieczam tatusiowi. Prosze podpowiedz mi jak mam to ugryzc...

Tak samo, jak poczucie winy. Napisałam: "Co zrobić, żeby pozbyć się poczucia winy?" tylko dlatego, że wcześniej pisałam właśnie o tym. Ale zaraz to sobie uświadomiłam i dopisałam: "(i nie tylko poczucia winy, oczywiście :)))", bo nie chodzi tylko o to, a nawet nie przede wszystkim o to. Chodzi o większość upierdliwych mechanizmów, emocji, odczuć, itd.  Dotyczy to także tego, co napisałaś: "Jestem zla w srodku". Przecież o tym pisałam wcześniej :)) Tak właśnie czuje się dziecko. A czuje się tak dlatego, że wypiera to, że to rodzice są "winni" temu, że go nie kochali, a nie ono . A wypiera ze strachu przed śmiercią.
Z dzieckiem nie jest NIC nie tak. To rodzice mają spaczony (przez swoich rodziców, a ci przez swoich, itd.) obraz rzeczywistości i nie widzą całego piękna, dobra, itd. dziecka. Nie widzą, bo nie mogą. Tak zostali wychowani (znasz ten eksperyment? Kot wychowany w pokoju pomalowanym w pionowe pasy nie potrafił potem zejść po schodach (elementy poziome), bo ich nie widział!
Dziecko przegląda się w oczach rodzica (tylko tak może się zobaczyć), jeśli czegoś w nich nie dostrzega, to się tego nie nauczy. Jeśli nie dostrzega w nich prawdziwego siebie, tylko chore wyobrażenia, to się potem nie będzie widziało takim, jaki jest naprawdę. Będzie o sobie myślało, że jest złe, nie takie jak trzeba, itd.
Cały ten mechanizm jest podtrzymywany przez lęk przed zobaczeniem prawdy (że rodzice nas nie kochali), czyli przez pragnienie miłości aprobaty). Dopóki nie przyznamy, że rodzice nie mogli i nie mogą nam dać tego, czego od nich oczekujemy, dopóty będziemy więźniami tego mechanizmu i nie pozwolimy sobie zobaczyć siebie takimi, jacy jesteśmy naprawdę.
Dlatego trzeba zrobić to co, napisałam. Wszystko po kolei. Na początek: stanąć całkowicie po swojej stronie, nie tłumaczyć rodziców ("moja matka mnie kochała, to nie jej wina", itd.), przekonać siebie, że za WSZYSTKO odpowiedzialni są rodzice, a nie dziecko. Dziecko musi czuć, że jest rzy nas bezpieczne, że tym razem nie potraktujemy go tak, jak traktowali nas rodzice. Dopiero wtedy może pokazać, co było nie tak, dopiero wtedy pozwolimy sobie odczuć emocje stłumione w dzieciństwie.
To nie jest krótki proces. Przez całe życie byliśmy przyzwyczajeni do postawy odwrotnej ("czcij ojca swego i matkę swoją"), więc teraz nie można tego odwrócić w kilka, czy kilkanaście dni.
Dlatego trzeba pracować konsekwentnie, robić ćwiczenia. Np. takie, o jakich pisze S. Forward w książce "Toksyczni rodzice".
Obarczenie pełną odp. rodziców nie przychodzi łatwo. Ale się opłaca :)
Polecam też książki A. Miller. Ona dokładnie opisuje przyczyny takich kłopotów (szczególnie "Dramat udanego dziecka" i "Twoje ocalone życie"). Można też znaleźć wywiady z nią w necie.

To poczucie bycia gorsza ma jakies glebsze dno, bo odnosi sie wylacznie do mezczyzn. Przy kobietach nie czuje sie gorsza :-)

Prawdopodobnie dlatego, że to przez ojca byłaś bardziej skrzywdzona.
To jego chcesz zadowolić, przez niego poczuć się kochaną. Nie chcesz dostrzec, że on Cie nigdy nie kochał. Ciągle - jak małe dziecko - domagasz się miłości od niego, przez innych mężczyzn. I - gdy nie dają Ci tego, co oczekujesz - buntujesz się, wychodzą z Ciebie zepchnięte emocje.

Afirmacji żadnych Ci nie polecę, bo jedną afką, czy nawet dekretem nie da się tego załatwić. To narzędzie tylko pomocnicze, takie jest moje zdanie :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 08:53:07 »
Nie mam żadnego kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Jestem od niego całkowicie odcięta.
Na ostatniej terapii zorientowałam się że powinnam go szukać w lęku, pustce i śmierci. Bo tylko lęk jest moją prawdziwą emocją, czymś co jest moje. Mogę go odnaleźć poprzez wgłębianie się w swój lęk,  świadome przeżywanie go oraz zaprzestanie szukania ucieczek od niego poprzez zajmowanie się czymś przyjemnym lub myślenie o czymś przyjemnym

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 08:17:04 »
Żaden rodzic nie krzywdzi swoich dzieci świadomie. Nawet taki, który celowo katuje swoje dziecko nie robi tego świadomie, ale dlatego, że coś mu zaciemnia świadomość.


A co z rodzicem psychopatą który czerpie przyjemnośc z dręczenia dziecka?

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 02:04:38 »
Felicite,

 u mnie jednak nie poczucie winy jest tym "nozownikiem" w moim zyciu. Ta najgorsza toksyna ktora wszystko infekuje to jest poczucie bycia GORSZA - poczucie, ktore przynajmniej w tym zyciu zawdzieczam tatusiowi. Prosze podpowiedz mi jak mam to ugryzc...probowalam pisac afki, np.
"ja Ania, jestem w pelni kochana przez mezczyzn????(nie, to mi sie kojarzy co najmniej z agencja), kochana, akceptowana przez mezczyzne??? ( moja podswiadomosc glupieje, nie wie o ktorego mi chodzi). Kochana i akceptowana jako kobieta? ( podswiadomosc pyta: przez kogo?nie czuje potrzeby bycia powszechnie uwielbiana , lubi " we dwoje")Czy w ogole tego nie odnosic do mezczyzn. Ale jak nie odniesc, skoro o to konkretnie mi chodzi? Mam sie nie nastawiac na konkretna osobe, ok. Ale wtedy czuje sie niepewnie, czuje lek, jakbym byla do dyspozycji calego swiata, patrzcie, bierzcie mnie, jestem fajna. I ta oaza bezpieczenstwa, jaka stanowi moj dom ( w sensie ja i moj maz) schodzi na dalszy plan, jakbym pozbawiala swoj zwiazek znaczenia. Moze i moje malzenstwo nie jest doskonale, ale jesli od 10 lat patrze z miloscia na mojego partnera i sie ciesze ze z nim jestem.... choc wiele psuja moje wywalanki....on bardzo wrecz natychmiastowo reaguje na moje zmiany w podswiadomosci. Czuje sie wrecz jak manipulantka jakas. Jestem zla w srodku...on sie zamyka w sobie, ucieka w swoj swiat. Ja sie otwieram na radosc, wybaczam ogolnie ( to sie odbywa tez w srodku - niczego nie pokazuje na zewnatrz)- nagle on staje sie radosny, pelen entuzjazmu (a to czlowiek bardzo niezalezny i na pewno nie jest pod pantoflem :-)). Normalnie jak lustro.
Wracajac do afek. Wiem ze klania sie samoocena. Ale czuje ze to nie wszystko. To poczucie bycia gorsza ma jakies glebsze dno, bo odnosi sie wylacznie do mezczyzn. Przy kobietach nie czuje sie gorsza :-) Jak ulozyc afke w zwiazku z mezczyzna???

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-14, 00:51:30 »
Także mam tę książkę w domu i też przeczytałam ją tylko pobieżnie, z podobnych co Ty powodów. Ale chyba jutro poczytam dogłębniej, może znajdę jakieś fajne inspiracje :) chyba najwyższy czas zabrać sie za wewnętrzne dziecko. Może gdy trochę podziałam w temacie oczyszcze te intencje, które kreowały odrzucenie w moim życiu.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-14, 00:43:40 »
 I ja Ciebie przytulam, małą śliczną Hanię i dużą Felicite :))))) dziękuję, że tu jesteś :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 00:13:18 »
Indra :))))) :*
Przytulam małą Madzię i dużą Indrę :D

O książce Roberta Krakowiaka nie wypowiadam się szczegółowo, bo, co prawda mam ją w domu, ale przeczytałam ją tylko fragmentarycznie (właściwie rzuciłam okiem). Jakoś nie przyciągnęła mojej uwagi, choć wydaje się bardzo fajna.
R.K. całościowo podchodzi do rzeczy [tak jak pisze Amelka - są afki. I nie tylko one :)] i to jest świetne. Jednak ja nie znalazłam tam niczego, czego wcześniej bym nie znała [choć może gdybym się wgryzła, to bym znalazł, nie zarzekam się :)]. I chyba to mnie w niej nie pociąga ;)
Ale jeśli dla kogoś temat jest w miarę nowy, to jak najbardziej można polecić :)

Niby to zadna nowosc dla mnie :-))) ale dopiero teraz widze ze ja nie mialam pojecia, co tak naprawde znacza te slowa. Bardzo plytko to rozumialam wczesniej. NIE CZULAM tego w sercu. Nigdy.

Heh, a myślisz, że dla mnie nie była? ;)) Ja też nie miałam pojęcia, co tak naprawdę te słowa oznaczają. Zresztą nadal poznaję i uczę się :))

Felicite,
dzieki Tobie, rozmawiam ze swoim wewnetrznym dzieckiem i jestem dla siebie bardzo czula :-) pomaga :-)

Bardzo, bardzo się cieszę :)) Pozdro dla Twojego wewnętrznego dzieciątka! :D


Za zachowanie naszych rodziców w stosunku do nas odpowiedzialność ponoszą nasi dziadkowie, czyli ich rodzice, a nie my.
Czyli trzeba położyć odpowiedzialność tam, gdzie jej miejsce.

Oczywiście nie chodziło mi o to, żeby obarczać odpowiedzialnością dziadków (do nich to niech "mają pretensje" rodzice ;), ale oczywiście rodziców. Z tymi dziadkami to wygląda na to, że zaczęłam jakąś inną myśl, ale w ferworze pisania nie rozwinęłam jej :)