Indra, ja też Ci dziękuję, że jesteś :*

u mnie jednak nie poczucie winy jest tym "nozownikiem" w moim zyciu. Ta najgorsza toksyna ktora wszystko infekuje to jest poczucie bycia GORSZA - poczucie, ktore przynajmniej w tym zyciu zawdzieczam tatusiowi. Prosze podpowiedz mi jak mam to ugryzc...
Tak samo, jak poczucie winy. Napisałam: "Co zrobić, żeby pozbyć się poczucia winy?" tylko dlatego, że wcześniej pisałam właśnie o tym. Ale zaraz to sobie uświadomiłam i dopisałam: "(i nie tylko poczucia winy, oczywiście

)", bo nie chodzi tylko o to, a nawet nie przede wszystkim o to. Chodzi o większość upierdliwych mechanizmów, emocji, odczuć, itd. Dotyczy to także tego, co napisałaś: "Jestem zla w srodku". Przecież o tym pisałam wcześniej

Tak właśnie czuje się dziecko. A czuje się tak dlatego, że wypiera to, że to rodzice są "winni" temu, że go nie kochali, a nie ono . A wypiera ze strachu przed śmiercią.
Z dzieckiem nie jest NIC nie tak. To rodzice mają spaczony (przez swoich rodziców, a ci przez swoich, itd.) obraz rzeczywistości i nie widzą całego piękna, dobra, itd. dziecka. Nie widzą, bo nie mogą. Tak zostali wychowani (znasz ten eksperyment? Kot wychowany w pokoju pomalowanym w pionowe pasy nie potrafił potem zejść po schodach (elementy poziome), bo ich nie widział!
Dziecko przegląda się w oczach rodzica (tylko tak może się zobaczyć), jeśli czegoś w nich nie dostrzega, to się tego nie nauczy. Jeśli nie dostrzega w nich prawdziwego siebie, tylko chore wyobrażenia, to się potem nie będzie widziało takim, jaki jest naprawdę. Będzie o sobie myślało, że jest złe, nie takie jak trzeba, itd.
Cały ten mechanizm jest podtrzymywany przez lęk przed zobaczeniem prawdy (że rodzice nas nie kochali), czyli przez pragnienie miłości aprobaty). Dopóki nie przyznamy, że rodzice nie mogli i nie mogą nam dać tego, czego od nich oczekujemy, dopóty będziemy więźniami tego mechanizmu i nie pozwolimy sobie zobaczyć siebie takimi, jacy jesteśmy naprawdę.
Dlatego trzeba zrobić to co, napisałam. Wszystko po kolei. Na początek: stanąć całkowicie po swojej stronie, nie tłumaczyć rodziców ("moja matka mnie kochała, to nie jej wina", itd.), przekonać siebie, że za WSZYSTKO odpowiedzialni są rodzice, a nie dziecko. Dziecko musi czuć, że jest rzy nas bezpieczne, że tym razem nie potraktujemy go tak, jak traktowali nas rodzice. Dopiero wtedy może pokazać, co było nie tak, dopiero wtedy pozwolimy sobie odczuć emocje stłumione w dzieciństwie.
To nie jest krótki proces. Przez całe życie byliśmy przyzwyczajeni do postawy odwrotnej ("czcij ojca swego i matkę swoją"), więc teraz nie można tego odwrócić w kilka, czy kilkanaście dni.
Dlatego trzeba pracować konsekwentnie, robić ćwiczenia. Np. takie, o jakich pisze S. Forward w książce "Toksyczni rodzice".
Obarczenie pełną odp. rodziców nie przychodzi łatwo. Ale się opłaca

Polecam też książki A. Miller. Ona dokładnie opisuje przyczyny takich kłopotów (szczególnie "Dramat udanego dziecka" i "Twoje ocalone życie"). Można też znaleźć wywiady z nią w necie.
To poczucie bycia gorsza ma jakies glebsze dno, bo odnosi sie wylacznie do mezczyzn. Przy kobietach nie czuje sie gorsza :-)
Prawdopodobnie dlatego, że to przez ojca byłaś bardziej skrzywdzona.
To jego chcesz zadowolić, przez niego poczuć się kochaną. Nie chcesz dostrzec, że on Cie nigdy nie kochał. Ciągle - jak małe dziecko - domagasz się miłości od niego, przez innych mężczyzn. I - gdy nie dają Ci tego, co oczekujesz - buntujesz się, wychodzą z Ciebie zepchnięte emocje.
Afirmacji żadnych Ci nie polecę, bo jedną afką, czy nawet dekretem nie da się tego załatwić. To narzędzie tylko pomocnicze, takie jest moje zdanie