Cześć. Proszę o wsparcie dla siebie i syna. Trochę się u mnie zmieniło..zaczęłam pracę juz ponad miesiąc temu, syn poszedł do przedszkola-codziennie ciezko mu się rozstać ze mną też to na mnie wpływa.. pracuję nad swoją nerwicą i faktycznie czułam się lepiej .Jakoś sobie radziłam ze stresem w nowej pracy plus zmianą syna. Dziś znów gorzej się poczułam , znów sparaliżował mnie lęk może wywaliło bo zaczęłam pracować z dekretem uwalniającym od mechanizmów ofiary..sama nie wiem. Trochę pooddychałam i popłakałam pod prysznicem i jest ciutkę lepiej. Czuję się zmęczona tą nerwicą, smutna ,ze dalej trzyma a chcę normalnie funkcjonować, pracować. Czuję tez bezsilność,no ale nie pogonię zmiany na siłę. Na codzień pracuję z pozytywami i faktycznie daje to poprawę.Ale mi dzis wywala czuję taką beznadzieję,że nic nie mogę zrobić tylko czekać na cud..i przepraszam za to,ze taki chaos panuje w moich wypowiedziach ale moje funkcje poznawcze znacznie spowolniły.Czasem ktoś do mnie mówi a ja patrzę i nie załapuje o co chodzi, jakbym była nieprzytomna. Proszę o modlitwę za mnie jeśli ktoś chce i moze . I za syna aby się otworzył na bezpieczeństwo. Dziękuję bardzo:)