Też mam/miałem do czynienia, z bielactwem nabytym. Jakieś 5 lat temu po powrocie z nad morza zobaczyłem, że twarz nie jest cała opalona, miałem charakterystyczne "oczka pandy" oraz dużą plamę pod okiem, która się powiększała. Pani dermatolog powiedziała mi żebym się nie łudził, że medycyna tego nie leczy, zauważyłem że ona sama choruje na bielactwo w nasilonym stopniu. Co ważne około tego czasu miałem badania okresowe w pracy i inna lekarka zwróciła uwagę na moje plamy, powiedziała że bielactwo to problem z układem odpornosciowym i żebym pilnował tarczycy. Miała rację po jakimś czasie dopadło mnie Hashimoto o czym pisałem gdzieś we wcześniejszym poście (wpisz w wyszukiwarkę "hashimoto"). Wraz z hashimoto siadał układ odpornosciowy, plamy pojawiały się na podbrzuszu, pachwinach, kolanach, okolice stóp. Stosowałem protopic ze mizernym powodzeniem. Wziąłem się ostro za siebie, dieta, umysł, samoakceptacja, uzdrawianie. Na twarzy i nogach nie mam śladu, mam jeszcze drobne plamki w okolicach brzucha i pachwin ale nie ma tragedii. U mnie to trwało długo, stosowałem wiele terapii i ten czas nie był łatwy i miły. To co wyciągałem z podświadomosci to były głeboko ukryte, bardzo ciężkie wzorce nieakceptacji siebie. Na dzień dziesiejszy niestety nie mam gotowej recepty i nie mogę niczego zagwarantować, każdy z nas jest niepowtarzalny i na swój sposób skomplikowany. Z doświadczenia mogę polecić forsowanie pokochania siebie m.in. poprzez powtarzanie afirmacji aż do znudzenia, w każdej wolnej chwili.
Tak jak kiedyś radził mi Mateusz, tak również polecam Tobie pracę z lusterkiem. Naprawdę można się zdziwić ile dziwnych wzorców jest w nas wrośniętych, które traktujemy jako prawdę absolutną a one są zwykłymi urojeniami. Na początek poczytaj L. Hay może to coś ruszy.