Autor Wątek: Różne cechy i atrybuty boskich energii  (Przeczytany 64308 razy)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-08-22, 23:46:15 »
Lyndzik,
Twoje też niezłe, nie powiem :)
Podejście do tematu Boga jestem w stanie zrozumieć (podejrzewam nawet, że możesz myśleć jak ja do niedawna), choć bardzo enigmatycznie to opisałeś. Jednak pozostanę przy swoim - dla mnie pojęcie Boga jest zbędne, a nawet szkodliwe, dlatego wypada :)

Dżonny,
Osho darzę wielką sympatią. Kiedyś namiętnie czytałam jego teksty i nie mogłam się nadziwić, że facet myśli dokładnie tak jak ja :)

Miałem takie podejrzenie , że właśnie nie pracujesz z podświadomością na tyle, by ruszyć najgłębsze warstwy emocji - ale wcale nie ma takiego obowiązku ;-) , jednak Twoja odpowiedź potwierdza mi moje przypuszczenia. Kontakt ze snami jest natomiast bardzo dobry właśnie na wzmocnienie kontaktu z uczuciami :)

Ty chyba myslisz Dżonny, że jak coś jest nieskomplikowane i powszechnie dostępne to nie działa dobrze. I tu się mylisz, bo w prostocie siła :) No ale rozumiem, że podświadomość tego nie lubi.
Moja przygoda z rozwojem duchowym trwa już prawie 20 lat i w tym czasie zdążyłam zaliczyć bardzo wiele metod i technik włączając w to regresing, rebirthing, metodę Silvy, Technikę Uwalniania, WHH, Theta healing, akting, Leszkowi wypalanie węzełków i tradycyjne psychologiczne metody. Byłam jak kolekcjoner metod i technik ;) Niektórych trzymałam się po kilka ładnych lat, inne odrzucałam od razu jak nie wypaliły. Straciłam na to dużo czasu i pieniędzy, aż wreszcie wypracowałam coś, co na mnie działa jak należy. I tylko to dla mnie się liczy :)

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-08-22, 20:25:15 »
Mam teraz takie odczucie, że czuliście się zmuszeni do takiego podejścia i w tym cały problem. Sposób przedstawienia na zasadzie dualności , z ukrytym przekazem: stosujesz to - jesteś dobry , inaczej jesteś zły , gdy faktycznie potrzebowaliscie jakiegoś rozwiązania dla siebie. To mógł być pewien problem. Głupi ludzie potrafią wszystko wypaczyć i pseudo-rozwiniętych popaprańcow, wszyscy wiemy gdzie, nie brakowało. 

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-08-22, 19:56:29 »
Oczywiście to prowadzi do takich problemów teologicznych, z którymi boryka się i teologia katolicka (boć z niej to skopiowane). Np
Jeśli Bóg jest tym co we mnie dobre, to czym jestem ja?
Jeśli Boski Plan to to, co najlepsze, to po co jest mi wolna wola?
Jeśli jestem pierwotnie doskonały, to po co się rozwijam? Czyżbym wracał do stanu sprzed upadku?

No i pozostaje jeszcze najbardziej podstawowy problem, czyli czemu istnieje zło. Tu rozwiązanie jest takie, że ten świat jest taki sobie, ale Bóg jest TAKI ZAJEBISTY, że by mnie mógł zrobić milionerem, normalnie, natychmiast! Oczywiście skoro jest taki zajebisty, to znaczy że musi się znajdować daleko od aktualnego "niskowibracyjnego" stanu świata. No bo inaczej jeszcze by się okazało, że jak np. jestem dupkiem w związkach, to WOLĄ BOGA jest abym doświadczył tego konsekwencji :O O, co to to nie, Bóg to same kwiatuszki i słodkości (nie licząc odreagowywania).
Czyli może jest daleko ode mnie, ale jak ja tam dotrę, JAK JA TAM DOTRĘ, to wyrwę w życiu tak wysoko że wam wszystkim oczy zbieleją! Już lada moment, już lada chwila, jeszcze tylko ostatnią rzecz sobie odreaguję. Albo i dwie...

Opisałeś tu swoje problemy i swoje wyobrażenia o Bogu i podejście coniektórych osób na drodze oczyszczania, zastanawiam się czy wogóle ktoś kto nie pracuje ze swoimi emocjami i przekonaniami jest w stanie wypowiedzieć się na takie tematy robiąc takiego czy innego syfu. W sumie monkasowi jakoś się to udało.
Umknął ci ten szczególik , którego nie wyłapałeś przez kilkanście lat w grupie okołoregresingowej ;) co do tego, iż środowisko ludzi związanych z regresingiem (którego nie bronię, spotkałem pare osob i troche na forum , ogólnie są w nim różne osoby , z różnymi poglądami, też nie pełnym na moj gust rozumieniem, do wielu nie czuję sympatii) ale ogólnie w tym RD i innych podziela się tą kwestię, że Bóg jest częścią nas, ale jednocześnie częścią innych ludzi i ma własną świadomośc. Tu regresing nie różni się zbytnio od innych podejść tego typu. Jak mogło ci umknąć to logiczne założenie po tylu latach siedzenia w tej tematyce, nie wiem. 

Cytuj
jestem dupkiem w związkach, to WOLĄ BOGA jest abym doświadczył tego konsekwencji :O O, co to to nie, Bóg to same kwiatuszki i słodkości

Jak jesteś dupkiem to już doświadczasz tego konsekwencji i to z własnej woli :D Oczywiście że Bóg (ta częśc ciebie, ale też częśc innych) to same kwiatuszki i słodkości. Jak by Twoja świadomość w tym wcieleniu poczuła te energie nie miałbyś co do tego wątpliwości :) A Ty faktycznie masz obraz Boga-Ojca tudzież Boga-Zeusa który jak zobaczy że ktoś nabroił i się wkurwi, to rzuca piorunami, taki Bóg mściciel. Parafrazując Twoje przekonanie nt Boga , które z ciebie wylazło: "Jesteś dupkiem więc moja wola jest taka byś dostał za swoje i się nauczył..." LOL 


dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-08-22, 19:29:50 »
Większość nauk , które uznaję za rozwojowe, to mówi o tym, że Bóg jest częścią ciebie, jesteś z nim jednością i celem rozwoju jest sobie to uświadamiać, nie słyszałem takiej, że nic nie znaczysz bez Boga, że twoje pragnienia są nic nie warte itp ani że Bóg to kto inny. Bardziej na poziomie "operacyjnym" czyli technik mówi się o Bogu "oddzielnie" by podświadomość będąca w swoich wyobrażeniach, to załapała.
Problem jednak w tym, że dla pewnej grupy osób, które pochodzą z wyższych światów energetycznych, w której prawdopodobnie jesteś, podświadomość i tak wierzy w Boga i oddzielenie od niego, dlatego propozycja by mówic do niej jej językiem. Kwestia Boga wynika ze struktury podświadomości, stosując afirmacje z kolumną w końcu dojdzie się do tego tematu. Nie ma obowiązku podążać tą drogą, dla wielu ludzi tematy byłyby zbyt przytłaczające.

A tymczasem wystarczy na tę kwestię spojrzeć inaczej, z szerszej perspektywy. To że odrzucam pojęcie Boga nie znaczy, że odrzucam dobro, piękno, miłość itd. Nie odrzucam, bo to ja jestem tego źródłem, moja prawdziwa natura. Moja wola, pragnienia, potrzeby, jeśli pozwolić im się spełnić, prowadzą do dobrych skutków, do wzrostu mojego i innych. Już wielokrotnie się o tym przekonywałam. Moja samodzielność, samostanowienie o sobie muszą więc być rozwijane żeby żyło mi się lepiej. Mnie i innym.
Ale żeby tak było, nie mogę bać się siebie, swoich rzekomo złych skłonności, zasłaniać się autorytetami, umiejscawiać ośrodka decyzyjnego poza sobą.

Osho proponuje taką drogę. Nie wiem , czy miałaś sesje regresingu w której sobie przypomniałaś coś ze światów energetycznych, bo ja tak i to bez sugestii, samo przyszło
i pojawiło się coś, czego nie mogłem nazwać inaczej niż BÓG. A ja wtedy świadomie nawet nie wierzyłem w Boga, ani w WJ, tylko powiedzmy miałem taoistyczny światopogląd i wiedze o podświadomości, nie od Leszka, czy z Huny tylko z innych źródeł, które o WJ nie wspominały, tylko była koncentracja na spełnianiu pragnień. No i mimo że kwestia Boga z moimi świadomymi poglądami nie miała nic wspólnego, podświadomość mimo mojej nie-wiary i tak wierzyła w Boga i obciążało ją przekonanie o oddzieleniu od niego..
"Boga nie ma" można uznać za prawdę, tak w taoiźmie to w sumie nic nie ma, poza Tao a Tao jest nieogarnięte itd ;-) A wszystko to iluzja. No i tak z poziomu III oka, to ja wierzę, że tak wygląda rzeczywistość.

Też nie jestem zwolennikiem afek że jestem dzieckiem Boga itp może komuś to do czegoś potrzebne i daje mu jakieś efekty.

Cytuj
Kwestia stosowania technik nie jest zależna od tego, czy ktoś wierzy w Boga czy nie, jak sądzę ;)
Ja nie lubię trzymania się sztywnych reguł, dlatego też z różnych technik wzięłam to, co mi się podobało i co na mnie działa i praktykuję na czuja.

Główny trzon moich praktyk duchowych to praca z uczuciami - w stanie medytacyjnym i, powiedzmy, na żywca (wtedy często stosuję elementy EFT, spisuję i interpretuję sny, w ogóle dużo swoich myśli i uczuć zapisuję, wtedy łatwiej docieram do sedna problemu). Do odczuwania używam ciała, to mi bardzo pomaga.

Miałem takie podejrzenie , że właśnie nie pracujesz z podświadomością na tyle, by ruszyć najgłębsze warstwy emocji - ale wcale nie ma takiego obowiązku ;-) , jednak Twoja odpowiedź potwierdza mi moje przypuszczenia. Kontakt ze snami jest natomiast bardzo dobry właśnie na wzmocnienie kontaktu z uczuciami :)
« Ostatnia zmiana: 2017-08-22, 19:33:55 wysłana przez dżonny »

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2017-08-22, 19:29:05 »
Facilite,

Fajne rozkminki :)

Generalnie to o czym piszesz bierze się ze specyficznego podejścia grupy okołoregresingowej i "regresingowej teologii", która z jednej strony ma być wyzwalająca, ale z drugiej strony musi silnie kategorycznie rozdzielać na dobro i zło ;) Ponieważ posługują się nią słabi ludzie (nie permanentnie słabi, tylko w danym momencie), to dobro i zło musi się zdawać zasadzone na czymś obiektywnym. Czyli pojawia się Bóg, który jest rodzicem sprawiedliwym, bo za dobre wynagradza, a za złe zostawia na pastwę karmy ;)
Źródła dobra nie można umieścić w samym człowieku, bo czuje się on zbyt słaby i podatny na pokusy. No i, gdyby moje źródło dobra było we mnie a twoje w tobie, to jeszcze by się mogło okazać że dobro każdego jest inne. A to już, że tak powiem, ABSOLUTNIE HARAM :D Zasady są absolutne: Jeden Naród, Jeden Rozwój, Jeden Bóg! :D

Oczywiście to prowadzi do takich problemów teologicznych, z którymi boryka się i teologia katolicka (boć z niej to skopiowane). Np
Jeśli Bóg jest tym co we mnie dobre, to czym jestem ja?
Jeśli Boski Plan to to, co najlepsze, to po co jest mi wolna wola?
Jeśli jestem pierwotnie doskonały, to po co się rozwijam? Czyżbym wracał do stanu sprzed upadku? (Go go Gnostic Rangers! Mani-morphing Gnostic Rangers!:D)

No i pozostaje jeszcze najbardziej podstawowy problem, czyli czemu istnieje zło. Tu rozwiązanie jest takie, że ten świat jest taki sobie, ale Bóg jest TAKI ZAJEBISTY, że by mnie mógł zrobić milionerem, normalnie, natychmiast! Oczywiście skoro jest taki zajebisty, to znaczy że musi się znajdować daleko od aktualnego "niskowibracyjnego" stanu świata. No bo inaczej jeszcze by się okazało, że jak np. jestem dupkiem w związkach, to WOLĄ BOGA jest abym doświadczył tego konsekwencji :O O, co to to nie, Bóg to same kwiatuszki i słodkości (nie licząc odreagowywania).
Czyli może jest daleko ode mnie, ale jak ja tam dotrę, JAK JA TAM DOTRĘ, to wyrwę w życiu tak wysoko że wam wszystkim oczy zbieleją! Już lada moment, już lada chwila, jeszcze tylko ostatnią rzecz sobie odreaguję. Albo i dwie...

A tak nawiasem mówiąc, to mimo że odszedłem od takiego wiejsko-katechetkowego;) pojęcia Boga, to jednak nie straciło ono u mnie znaczenia. Wręcz odwrotnie, uważam i doświadczam, że Bóg jest wszędzie i bardzo łatwo prowadzi jeśli tylko jest w nas kapka mądrości ;)
Ale to nie oznacza że wyniosłem materię i okolice do rangi Boga, a raczej odwrotnie: wszystko zostało przebóstwione :)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-08-22, 18:23:42 »
Jakie wyobrażenia to są np nt Boga i rozwoju ?

Wyobrażenia nt. Boga: Że jest ktoś taki jak Bóg, który mnie stworzył. Że to właśnie on reprezentuje całe dobro, miłość, piękno, mądrość itp., że ja sama bez niego nic nie znaczę. I że żeby skorzystać z całej tej gamy wspaniałości muszę go przyjąć, poddać się jego prowadzeniu, wypełniać jego wolę itd. Bo to on konstytuuje moją dobroć i wskutek tego moje prawo do wszystkiego co najlepsze (por. np. słynną afkę "Zasługuję na wszystko co najlepsze, ponieważ jestem ukochanym dzieckiem Boga"). On może wszystko, ja nie mogę nic, moja wola, moje pragnienia są złe, dlatego nic mi nie wychodzi. Dopiero gdy poddam się jego woli, będzie ok. On co prawda mógłby wszystko przyspieszyć, ale jest tak wspaniałomyślny, że pozwala mi samej przekonać się o tym, że moja wola jest niedojrzała i prowadzi do złego. I że dopiero poddanie się mu, będzie dla mnie prawdziwym szczęściem.

Przekonania nt. rozwoju to w zasadzie jedna główna myśl, z której wynika szereg innych: Rozwój bez Boga to manowce rozwoju duchowego (był nawet taki rozdział w książce Leszka, o ile sobie dobrze przypominam). Ta myśl jest skutkiem przyjęcia alternatywy: dobry Bóg - zły człowiek. Więc jeśli rezygnuję z Boga, rezygnuję też z całego dobra i pogrążam się w "grzechu", ciemności, cierpieniu itp.
A tymczasem wystarczy na tę kwestię spojrzeć inaczej, z szerszej perspektywy. To że odrzucam pojęcie Boga nie znaczy, że odrzucam dobro, piękno, miłość itd. Nie odrzucam, bo to ja jestem tego źródłem, moja prawdziwa natura. Moja wola, pragnienia, potrzeby, jeśli pozwolić im się spełnić, prowadzą do dobrych skutków, do wzrostu mojego i innych. Już wielokrotnie się o tym przekonywałam. Moja samodzielność, samostanowienie o sobie muszą więc być rozwijane żeby żyło mi się lepiej. Mnie i innym.
Ale żeby tak było, nie mogę bać się siebie, swoich rzekomo złych skłonności, zasłaniać się autorytetami, umiejscawiać ośrodka decyzyjnego poza sobą.

I jeszcze jedno o Bogu.
Moim zdaniem to nie Bóg stworzył człowieka, ale odwrotnie - to człowiek stworzył pojęcie Boga, na swój kształt i podobieństwo, a raczej na podobieństwo swojego rodzica.
W religii chrześcijańskiej - Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze (tak ludzie wyobrażali sobie dobrego ojca). U współczesnych rozwojowców Bóg jest miłością, mądrością, dobrocią itd. Nadal jest ojczulkiem, tyle że kochającym, akceptującym, źródłem wszelkiego bezpieczeństwa ("jestem bezpieczna, bo Bóg mnie chroni") i prawa do życia w dobrobycie i poczuciu bycia w porządku ("Ponieważ jestem ukochanym dzieckiem Boga, mam prawo do wszystkiego co najlepsze"). Ale to niczego nie zmienia, bo źródło wszystko co najlepsze jest nadal na zewnątrz.

czy stosujecie wogóle jakieś metody w RD ? (monkas, Facilite) pytam o konkretne metody / techniki , ktore mają nazwę

Kwestia stosowania technik nie jest zależna od tego, czy ktoś wierzy w Boga czy nie, jak sądzę ;)
Ja nie lubię trzymania się sztywnych reguł, dlatego też z różnych technik wzięłam to, co mi się podobało i co na mnie działa i praktykuję na czuja.
Główny trzon moich praktyk duchowych to praca z uczuciami - w stanie medytacyjnym i, powiedzmy, na żywca (wtedy często stosuję elementy EFT, spisuję i interpretuję sny, w ogóle dużo swoich myśli i uczuć zapisuję, wtedy łatwiej docieram do sedna problemu). Do odczuwania używam ciała, to mi bardzo pomaga.

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-08-22, 12:06:42 »
czy stosujecie wogóle jakieś metody w RD ? (monkas, Facilite) pytam o konkretne metody / techniki , ktore mają nazwę

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-08-22, 08:57:56 »
Jakie wyobrażenia to są np nt Boga i rozwoju ?

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-08-22, 00:33:02 »
dla mnie jest lepsze, bardziej prawdziwe, bardziej naturalne i to nie reklama :) to był akt uzdrowienia jak napisałem, a teraz skałania mnie do tego dobro które odczuwam wewnątrz a właściwie Źródło tego dobra, które nie postrzega siebie jako Boga i nie chce abym je tak nazywał/gdyz nie wywyższa sie w żaden sposób w stosunku do mnie, to zupełnie inna relacja, relacja wolności, pełnej równości, ja jestem wieczny i Ono jest wieczne, nie jest moim Bogiem, nie stworzyło mnie, jest moją Pierwotną Naturą...

Monkas, miód na moje uszy :)
Ja też odrzuciłam pojęcie "Boga" i u mnie też było to rezultatem procesu uzdrawiania. Jednak ja nie do końca pozbyłam się jeszcze lęków i wątpliwości związanych z tym tematem (a będących efektem wkładanych mi do głowy wyobrażeń nt. siebie, Boga i rozwoju), poza tym czuję się osamotniona w swoim podejściu, dlatego dobrze przeczytać, że ktoś myśli i czuje podobnie :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-08-16, 23:55:15 »
Możemy sie modlić, pytać, afirmować Boski plan a nie chcieć go realizowac w życiu, bo nie chcemy się poddac Bogu.

O oświeceniu wspomniałem jako o pewnym odległym etapie, nie chodzi o to, żeby każdemu zaraz podsuwać oświecenie na siłe.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-08-16, 23:33:04 »
To podejmowanie błędnych decyzji, lepszych, gorszych jest wpisane w nasze życie. Jak ktoś się chce nauczyć grać na instrumencie to ćwiczy, myli się tak że nie da sie tego słuchać a później osiąga sie jakieś efekty. Oczywiście życie jest bogatsze niż nauka gry, bo dochodzi chociażby karma. Bo w życiu chociaż każdy próbuje na swój sposób i tyle razy ile mu potrzeba to zbiera tego owoce.
Można też nie oddzielać duchowości od codziennego życia. Przy zaufaniu Bogu tak sie dzieje. I pojawia się to, co jest dla nas odpowiednie, a dokładniej mówiąc codzienność, nasze działania nabierają sensu przez to, że dostrzegamy jej celowość. 

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-08-16, 23:00:42 »
Troche nie na temat , ale odpowiem.
Nie każdy realizuje boski plan. Wydarza się w życiu to co mniej lub bardziej odpowiednie- podejmujemy lepsze lub gorsze decyzje, jak są gorsze to mamy dodatkowe "lekcje' i mniejsze osiągnięcia w życiu (nie realizujemy potencjału w pełni), tak więc nie jest z gory ustalone co mamy do oświecenia przejść...

a co do mnie , nie o oświecenie mi chodzi , tylko to o to czym dysponuję teraz i jak to najlepiej wykorzystać :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-08-16, 22:23:03 »
W afirmacji "Bóg już teraz daje mi to, co ma dla mnie najlepszego, watpliwość mam tylko taką, czy będe w stanie to właśnie przyjąć, bo życie wg mnie jest tak poukladane , nieprzypadkowo, że przygotowuje do celow coraz wyzszych  tzn bez doswiadczenia A (dobrego) bedzie trudno miec doświadczenie B (najlepsze). Tych liter moze byc więcej. W sensie ,ze mogę nie byc gotowy na to co najlepsze i zamiast to forsowac, łatwiej i skuteczniej byłoby wejsc w cos innego i pozniej w to co najlepsze.

Zdaje się, że jest realizujemy najlepszy dla nas Boski Plan. W naszym życiu wydarza sie to, co jest dla nas odpowiednie. Bóg wie, co mamy w drodze do oświecenia przejść, co ma sie transformować. Z naszej strony potrzebne jest zaufanie w Boże prowadzenie i realizację Jego planu. A ile tych "punktów" będzie, skąd mamy wiedzieć.

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-08-16, 21:56:56 »
Myślę, że kiedy świadomie afirmujesz "co robi Bóg", chociaż On to i tak robi bez Twoich afirmacji ;),

No nie , bo żeby ktoś komuś coś dał tzn że ktoś musiał to wziąść, przyjąć, a jeśli daje (czas teraźniejszy), to ktoś przyjmuje. A jak przyjmuje to co najlepsze, to już afirmacja porusza odpowiednie struny. Gdyby było 'Bóg mi oferuje' albo 'chce dać' , to by było tak jak piszesz.

 Właśnie ją sobie piszę i jest wskazanie gdzie coś dla mnie cennego jest (inspiracja do zmiany). Ale pisałem też teraz afirmacje "Juz teraz dzieje się w moim życiu wola Boga pare razy i uczucie, ktore wywolalo nie sklania mnie do żadnych ruchów, raczej trwania w tym co jestem (poczucie harmonii). A piszę to właściwie by wiedzieć , mieć jasność i klarowność co jest dla mnie najlepsze. Więc może wogole powinienem troche inna afirmacje pisac.

W afirmacji "Bóg już teraz daje mi to, co ma dla mnie najlepszego, watpliwość mam tylko taką, czy będe w stanie to właśnie przyjąć, bo życie wg mnie jest tak poukladane , nieprzypadkowo, że przygotowuje do celow coraz wyzszych  tzn bez doswiadczenia A (dobrego) bedzie trudno miec doświadczenie B (najlepsze). Tych liter moze byc więcej. W sensie ,ze mogę nie byc gotowy na to co najlepsze i zamiast to forsowac, łatwiej i skuteczniej byłoby wejsc w cos innego i pozniej w to co najlepsze.

« Ostatnia zmiana: 2017-08-16, 22:01:23 wysłana przez dżonny »

monkas

  • Wiadomości: 408
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-08-16, 09:50:34 »
dżonny

ja nie mam intencji inspirowania Ciebie, ani kogokolwiek, ja kocham wolność i mądrość a wiec  zostawiam inspirowanie Ciebie Twojemu własnemu Wnętrzu.. Na swoim przykładzie przekonałem się że jak ktoś jest w rezonansie to przejdzie przez zostawione przez kogoś otwarte drzwi ( lub  przynajmniej dokładnie je obejrzy)  lub takie drzwi otworzy przed nim jego własna Natura.

Podzielę się jednak tym co według mnie jest prawdą i ważnym rozróżnienem, mianowicie według mnie nikt sam siebie nie sabotuje, sabotujące to są negatywne myśli/życzenia/ przekonania-programy innych a wiec zewnętrzne w stosunku do istoty, jednak obecne w rodzinnym/osobistym polu mentalno-emocjonalnym przez niektórych zwanym podświadomością, przejęte od innych bez refleksji lub obecne w nim jako karma rodowa/osobista lub jako emocjonalny ładunek od kogoś z kim mamy karmę. Np gdy na pewnym  etapie uwalniania zaczałem odczuwac przepływy nienawiści od innych to bezpośrednio po takim przepływie jako jego oskutek pojawiały się we mnie myśli o samobójstwie/chęć zabicia siebie.

https://www.youtube.com/watch?v=jWOCoQX_x7Y