wielu nie czuję sympatii) ale ogólnie w tym RD i innych podziela się tą kwestię, że Bóg jest częścią nas, ale jednocześnie częścią innych ludzi i ma własną świadomośc. Tu regresing nie różni się zbytnio od innych podejść tego typu. Jak mogło ci umknąć to logiczne założenie po tylu latach siedzenia w tej tematyce, nie wiem.
No tak, bóg jest częścią i Ciebie i mnie i ma swoją świadomość. I dzięki temu że jesteś bliżej tej świadomości, to widzisz że Ty przejawiasz swoją część boga lepiej, a ja, Monkas czy Facilite gorzej. Czyli jest jeden bóg, a Ty jesteś jego namiestnikiem i sędzią

Czyli, jeśli istnieje we mnie, to tylko po Twojemu, a cała reszta to syf

I dlatego teraz będziesz miał problem z F, bo będziesz próbował ją przekonać do swojego tak obiektywnego punktu widzenia (i serjo, kumam że naprawdę go postrzegasz jako obiektywny). A jeśli ona będzie odhaczać kolejne kryteria według których
powinna tak samo widzieć Boga, a Go nie widzi, to Ty będziesz przesuwał stawiał kolejnych
prawdziwych Szkotów, że ona co prawda to robiła, ale nie robiła
naprawdę.
Alternatywą byłoby uznać że Bóg może przejawiać się w różny sposób i że niekoniecznie Ty jesteś najbliżej. Oczywiście wiązałoby się to z utratą sztucznego poczucia własnej wyższości i bliskości oświecenia. W zamian miałbyś wielki luz i brak kompulsu odpisywania jakimś Lyndom

No ale, korzyści za duże. Nawet jeśli te korzyści są swoim własnym piekłem.
Jak jesteś dupkiem to już doświadczasz tego konsekwencji i to z własnej woli
Oczywiście że Bóg (ta częśc ciebie, ale też częśc innych) to same kwiatuszki i słodkości. Jak by Twoja świadomość w tym wcieleniu poczuła te energie nie miałbyś co do tego wątpliwości 
To po co w takim razie cała ta reszta mnie,
i świata? i skąd się ona wzięła? I po co?
BTW w ostatnim zdaniu prawdziwy Szkot. Oczywiście że nie mogłem poczuć
tych energii Boga, bo gdyby tak było, to już dawno przyjąłbym Jezusa.
Tfu, znaczy ten, myślał tak jak Ty. Sorry, z boku takie do siebie podobne, łatwo pomylić

A Ty faktycznie masz obraz Boga-Ojca tudzież Boga-Zeusa który jak zobaczy że ktoś nabroił i się wkurwi, to rzuca piorunami, taki Bóg mściciel.
A gdzieś Ty to wyczytał? o_O
Regresingowy Bóg to wszystko co "dobre". Wszystko inne, to "karma" czy nasza zasługa. (Więc znowu, skoro nie jesteśmy dobrem, to...?)
Dla mnie nie ma jakościowej różnicy między zdarzeniami przyjemnymi a nieprzyjemnymi. Żadna z nich nie jest bardziej boska od innej, obie są w równym stopniu konsekwencjami interakcji między mną a rzeczywistością (i leżącym u jej podstaw Bogiem).
Jasne, jestem taki a nie inny, więc pewne rzeczy mi służą, inne nie. Mam takie a nie inne poglądy, więc pewne głoszę, a inne zwalczam.
Nie mam pewności odnośnie tych przeciwnych poglądów: widzę jakie może być za nimi uzasadnienie, ale, w moim rozumieniu, widzę też jego bezzasadność. Nie jest obiektywna, możliwe że ktoś ją obali.
Ale mimo to robię swoje. Nie z obiektywności, a dlatego, że to moje

I np. gdyby zdarzyła mi się ciężka choroba, to postrzegałbym to też na jakimś poziomie jako akt Boga i próbował go zrozumieć, 50/50 duchowo i medycznie. Gdybym nie zrozumiał, to uznałbym że jeszcze nie pora i zrozumiem z czasem. Pokora.
Natomiast regresingowym podejściem byłoby "egzorcyzmowanie" z siebie kolejnych warstw "zła", które to spowodowały (no bo wiadomo że chorobę tylko sami na siebie sprowadziliśmy, Bóg w tym palców nie maczał). A gdyby to "przepędzanie zła" nie wyszło to, zwłaszcza jeśli ta choroba dotyczy innej osoby, to zawsze można byłoby stwierdzić że ktoś niewystarczająco się starał. Jak F ze swoimi technikami

Oczywiście, można się dowiedzieć po fakcie.
BTW, wiesz jaki jest najlepszy, 100% sposób na ochronę domu przed burzą? I nie, piorunochrony nie, bo zawsze jest jakieś małe prawdopodobieństwo że jakiś piorun się prześliźnie.
Doskonałe rozwiązanie to: gromnica. Jeśli zapalisz w oknie gromnicę, to Bóg zapewni że NIGDY piorun nie trafi.
A jak jednak trafi, to znaczy że nagrzeszyłeś

Facilite,
Jakoś ostatnio sobie uświadomiłem że zawsze byłem teistą i nie wyobrażam sobie żeby miało się to zmienić. Zwłaszcza że aktualną definicję Leibnizowskiego Boga trochę trudno mi podważyć

Chyba że ostatecznie zostanę materialistą.
Nie widzę potrzeby w buntowaniu się przeciw Bogu, bo jednak to pojęcie, też wsród duchowiaków, jest cholernie mocno uwarunkowane kulturowo. Więc katolicyzm, i to polski katolicyzm. A jeśli spojrzy się na historię jego rozumienia (więc i naszej cywilizacji) to okazuje się bardzo wąskie i bardzo dopasowane do naszych potrzeb. Im bardziej uczę się o jego korzeniach, tym więcej znajduję tam "miejsca dla siebie", nawet jeśli absolutnie nie zgadzam się z końcowymi wnioskami. (Spotkanie greckiego aczasowego "Boga filozofów" z Bogiem historycznie inkarnującym się jako człowiek? Wow, 10/10, bym spotkał znowu:D)
To chyba Jung powiedział, że zawsze pozostaniem w religii, w której się narodziliśmy, dlatego musimy ją w jakiś sposób zintegrować.
PS Medytowałem przed snem w temacie, i śnił mi się Twój nick jako nazwisko XVIII-wiecznego filozofa, to pewnie przez tego Leibniza:D