A czy naprawdę musi się kochać ojca? Czy zawsze dochodzi sie do tego że sie go zaczyna kochać? Czy taki etap rozwoju musi być nawet bez zmuszania siebie?
Bo jeżeli nie jest to konieczne to po co jest taka medytacja?
Wiem,ze moze dla Ciebie na dzien dzisiejszy jest to nie do pojecia jak mozna wybaczyc komus i pozbyc sie tego syndromu bycia ofiara i moze dlatego doszukujesz sie jakis kruczkow,ale ja to rozumiem .
Ja zaszłam w ciąże wtedy gdy wszystko zaczęlo mi się dobrze układać i poczułam że jestem atrakcyjna i mam powodzenie. Robiłam dużo planów i nagle straciłam wszystko.
A druga przyczyna, tak ja pisałam wcześniej, lęk że będzie mi dobrze, że bedę mieć powodzenie, fajne życie, przyjemnośći, chłopaków.
Czy tęsknota za ojcem, który zrobił wiele przykrości jest czymś normalnym?
Grazynka
moja corka w sierpniu skonczyla 13 lat, ale problemy pojawily sie wczesniej...bo ona lubi dominowac i jest jedynaczka i mielismy niestabilne zycie...brak oparcia i inne czynniki- po prostu nie czula sie tez bezpiecznie, bo i ja nie dawalam jej poczucia bezpieczenstwa.Z drugiej strony sama potrzebowalam oparcia, wiec na dziecku to tez sie odbijalo. Teraz jest duzo lepiej, ale nie idealnie :)
Jednak te 5 nowych zasad...i w ogole o wychowaniu w tych czasach przeczytalam w tej ksiazce.Polecam dla dzieci w kazdym wieku...im szybciej tym lepiej (powinni rozdawac na porodowce ha ha)
Grazynka
widzisz mamy uparte nastolatki ;)
nie wiem czy ta ksiazka jest dostepna moze tutaj popatrz:
http://ksiegarnia.skamander.pl/product/id/34729,dzieci-sa-z-nieba
Przyszłość i teraźniejszosć moich dzieci jest bezpieczna i pełna cudownych niespodzianek
Właśnie się zastanawiam nad tym. Czy mamy wpływ na to żeby nasze dzieci były bezpieczne, przecież to od nich zależy.
Właśnie się zastanawiam nad tym. Czy mamy wpływ na to żeby nasze dzieci były bezpieczne, przecież to od nich zależy.Wiesz, że kahunowie mieli tzw. praktykę kochajacej społeczności-coś na zasadzie wspieram CIę w tym co dla Ciebie dobre. Idąc tym torem dalej-akceptuję Twoje bezpieczeństwo, nawet jeśli okaże się, że świetnie sobie radzisz a ja Ci jestem zbyteczna, jeśli to dla Ciebie dobre. Oczywiście z zastrzeżeniem, że nie przesądzam co jest dla Ciebie dobre i tego mojego {przesądu"nie wymagam od Ciebie.
Ja mam własną modlitwę :P
Boże, dziękuje Ci za wyrwanie mnie z chorej i toksycznej relacji z rodzicami. Dziękuje za wsparcie w uwolnieniu się od zaślepień, złudzeń, przywiązania i uzależnienia. Dziękuje :)
Edytanie rozumiem o co ci chodziło w tym wpisie ?
to nie to , ze trzeba
ja tez tak kiedys myslalem, a pozniej to tak samo sie porobilo, bez mojego swiadomego , z umyslu dzialania , ze jest tak super , ze nawet nie myslalem ze tak moze byc
i to bez uczeszczania na jakies kursy ustawien itp
rodzinnie
JAK POZYTYWNIE DYSCYPLINOWAĆ DZIECKO
http://blogodzinka.pl/pozytywnie-dyscyplinowac-dziecko/
Co takiego sprawia, że dorośli ludzie zrywają kontakt ze swoimi rodzicami?
Najczęściej decydują się na to osoby z rodzin dysfunkcyjnych, wobec których dochodziło do emocjonalnych, fizycznych albo seksualnych nadużyć. Ale też ludzie, którzy czują się nieprzyjmowani przez rodziców takimi, jacy są - bo np. nie chodzą do kościoła albo mają inną orientację seksualną. To są również ci, których rodzice w ogóle nie widzieli.
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102561,16919007,Dlaczego_dorosle_dzieci_zrywaja_wiezy_z_rodzicami_.html
• „bezgraniczna” miłość -syn nie ma prawa do prywatności ani do bycia osobny organizmem, fungującym niezależnie od matki. Np.:, jeśli matce jest zimno, to zakłada synowi sweter, nie rozumie, że dziecko może reagować inaczej na zmianę temperatury
Także córce ojciec daje wzorzec męskości. Poza tym powinien dać dzieciom fundament duchowy i etyczny, rozpoznać ich talenty i stworzyć warunki do rozwoju tych talentów.
W starosłowiańskim wychowaniu matka uczyła dzieci miłości, a ojciec sprawiedliwości.
Ja odkrywam w sobie że nadal dla mojego dziecka wewn najważniejsze jest uszczęśliwianie mamy. To jest cel najważniejszy. I tak było zawsze. Wzrok dziecka, zamiast na mnie, jest skierowany na mamę a za uwagą idzie energia. Moja energia zamiast na moje życie, jest kierowana do mamy.
Ja bym tu zaczął od wybaczenia sobie (dziecku), że się swoją uwagę kieruje na mamę zamiast na siebie.
Potem na wytłumaczeniu sobie, dziecku że jest się niewinnym kiedy się poświęca uwagę sobie. Mama jest osobą dorosłą i nie potrzebuje tyle uwagi.
Możliwe że dziecko chce w ten sposób zwrócić na siebie uwagę twojej mamy. Możliwe, że ma żal że mama poświęcała za mało mu czasu. To też warto wybaczyć, ten brak uwagi mamy.
U mnie to bazuje na lękach przed utratą mamy, zostaniem samą i nieporadzeniem sobie. A cały czas mi grozi że zostanę bez środków do życia.
I koło się zamyka. Bo, żeby sobie poradzić potrzebna jest swoja energia do swojej dyspozycji i na realizację swoich celów...O to włąśnie chodzi. I jak się przebic do takiego koła? Można tylko osłabiac jego poszczególne elementy. I tak się staram robic. tu uszczknąć, tam uszczknąć.
W ogóle uważam oczekiwanie od 2-3 letniego dziecka wybaczenia mamie że ona się nim nie opiekuje tylko krzywdzi, za absurdalne i nierealne do wykonania.
Bo nie ma logiki w tym co piszesz.
Dobrze że w tym ci pisze nie ma logiki?
No więc ja nie potrafię prowadzić dyskusji nie opierających się o logikę.
Panowie, dyskutujcie sobie sami ze sobą, bo mnie jałowe dyskusje nie interesują
Co ciekawe kojarzy mi się to z manifestacja energii źródeł / męskiej i żeńskiej która tworzyć nową istotę ja/ducha/duszę/x. Że ten stan w którym moja dusza była, przenosi się na rodziców, zawsze on tam będzie, że nie jest to zachcianka jednego wcielenia. Tylko potrzeba manifestowania się i bycia w tym stanie, a od kogo można to dostać jak nie od rodziców.
Aby wybaczać, trzeba mieć dorosłą dojrzałą psychike i tylko z tej pozycji mozna prawdziwie wybaczyc. Dzieci mają niedojrzałe psychiki i są do tego niezdolne. Dlatego mozna wybaczać tylko krzywdy które sie doznało jako osoba dorosła. Krzywdy z dzieciństwa trzeba przepracowywać.
Dlatego tak mnie denerwują rady żebym wybaczała z pozycji dziecka, krzywdy których doświadczyłam jako dziecko.
'Dlatego mozna wybaczać tylko krzywdy które sie doznało jako osoba dorosła. Krzywdy z dzieciństwa trzeba przepracowywać.' Brzmi jak dogmat. Nie wybaczać, a przepracowywać - dla mnie to żonglerka słowami. Przecież w dorosłym życiu można wybaczyć coś, czego doświadczyło się w dzieciństwie - w czym problem? W pewnym sensie to wybaczenie dokonuje się też z pozycji tamtego dziecka, tzn. nas, kiedy byliśmy dziećmi. O co się tu denerwować?
Lilliole teraz ty traktujesz z Piotra z góry.
Tym zdaniem pokarz co uzdrowiłeś stawiasz się w roli arbitra który decyduje kto ma prawo się tu wypowiadać a kto nie.
Piotr,
mówisz jakby wybaczanie było procesem intelektualnym. A nie jest.
Poza tym dlaczego traktujesz Inge z góry. Ona pisze o swoich doświadczeniach. Często bolesnych. Bardzo szczerze. Twój komentarz niewiele wniósł tutaj poza okazaniem wyższości.
Może napiszesz coś o tym co ty uzdrawiałeś, przepracowaleś, doświadczyłeś. Łatwo jest punktowac innych trudniej samemu sie odsłonic.
Lilliole - ależ to Inga traktuje wybaczanie jako proces intelektualny, domagając się w nim logiki. I wprowadzając jakieś dogmaty - że to wybaczamy, ale tamto to już tylko przepracowujemy.
Podobnież - z góry traktuje mnie Inga ('nie będę brać udziału w jałowych dyskusjach', 'nie jesteś kompetentny', 'nie masz wiedzy' itd.), nie odwrotnie. Ja tylko pozwoliłem sobie zauważyć, że wypowiedzi Michała są bardzo trafne i sensowne.
Wiem, że Inga ma za sobą wiele bolesnych doświadczeń. Co nam jednak przyniesie zasada: nie dyskutujmy z Ingą, bo ona miała ciężko i ma jeszcze wiele ran? Ja widzę w Indze takie nastawienie: 'przeszłam i przecierpiałam już tyle, że nikt nie będzie mnie pouczał'. Dowartościowywanie się tymi bolesnymi doświadczeniami. A to przeszkadza w uzdrowieniu.
Po wypowiedzach Piotra czy Michała odechciewa mi się cokolwiek pisać. Bo ja pisze o sobie , na podstawie swoich doświadczeń, uzdrowień, a dostaję odpowieidzi że nie mam racji, czyli że te moje przeżycia są do kitu, bo ktoś inny wię że jest inaczej na podstawie że gdzieć cos przczytał i teraz przedstawia to jako własną wiedzę.
Taka rozmowa nie tylko mi nie pomaga, ale czuję się po niej wypompowana z energi, bo ja daję a ktos to uważa za śmiecie, lekceważy, ignoruje.
Jest tu dużo wątków gdzie mozna sie popisywac swoją wiedzą, a ten lepiej gdyby był przyznany do tego aby sobie pomagać i pisac o sobie a nie pisac aby wykazać się mądrzejszym.
Napisałam o sobie a skończyło się na krytyce mojego sposbu pracy nad sobą, przez osoby które o sobie niczego nie napisały.
To wygląda trochę jak trollowanie i zniechęca do dzielenia się.
Po wypowiedzach Piotra czy Michała odechciewa mi się cokolwiek pisać. Bo ja pisze o sobie , na podstawie swoich doświadczeń, uzdrowień, a dostaję odpowieidzi że nie mam racji, czyli że te moje przeżycia są do kitu, bo ktoś inny wię że jest inaczej na podstawie że gdzieć cos przczytał i teraz przedstawia to jako własną wiedzę.
Taka rozmowa nie tylko mi nie pomaga, ale czuję się po niej wypompowana z energi, bo ja daję a ktos to uważa za śmiecie, lekceważy, ignoruje.
Jest tu dużo wątków gdzie mozna sie popisywac swoją wiedzą, a ten lepiej gdyby był przyznany do tego aby sobie pomagać i pisac o sobie a nie pisac aby wykazać się mądrzejszym.
Napisałam o sobie a skończyło się na krytyce mojego sposbu pracy nad sobą, przez osoby które o sobie niczego nie napisały.
To wygląda trochę jak trollowanie i zniechęca do dzielenia się.
Piotr
Nie pisz już do mnie więcej ani o mnie. Nie chcę z tobą więcej dyskutować.
No to zamiast pisać o Indze i odnosić się do Ingi napisz coś o sobie. Uzdrawiałeś relacje z rodzicami? Wybaczałeś komuś? Było Ci trudno czy łatwo?
Uzdrawiałem i nadal uzdrawiam - nie zawsze było łatwo. Akurat nie czułem potrzeby pisania o tym na forum, ale niewykluczone, że jeszcze o tym napiszę.
Jak napiszesz to zobaczysz, że człowiek, który napisze o sobie jest odsłonięty i podatny na zranienia. Zwłaszcza jeżeli jest jeszcze w trakcie procesu. To wymaga sporej odwagi.
Nie jestem workiem treningowym tylko z tego powodu że piszę na forum, więc to nieprawda ze w odpowiedzi każdy może sobie pisac o mnie co mu się podoba.
Jak pisałam, nie pisz do mnie ani o mnie, bo jesteś do mnie źle nastawiony a j a nie chcę brać na siebie twoich negatywnych energii.
Jeżeli sie nie dosotosujesz to poprosze o pomoc adminów.
wybaczenie traktuje jako proces wewnętrzny.Tu piszesz że robisz coś osobiście.
co kol wiek się zdarzyło wybaczam sobie wewnętrzne skutki jakie to zdarzenie dla mnie przyniosło. Bez znaczenia jest dla mnie to czy przyczyna tego znajduje się wewnątrz mnie czy na zewnątrz. wybaczam zawsze emocjonalny skutek tego jakie to zdarzenie we mnie wywołało.
każdemu co innego będzie pasowało dla mnie to jest oczywiste. daje mi to wolność, bo trwanie w złych emocjach jest dla mnie formą zniewolenia.
Danny,
Z tego co piszesz na plan główny wysuwają się dwie sprawy: wolność i pieniądze i byc może uważasz,że osiągniesz wolnośc wtedy gdy osiągniesz pieniądze.
A moim zdaniem nie osiągniesz pieniędzy bez wolności. A żeby osiągnąć wolność trzeba mieć poczucie własnej wartości na wysokim poziomie. A poczucie wartości daje przede wszystkim miłość do siebie i akceptacja siebie.
Więc może zamiast pisać akceptuję i kocham swojego ojca pisz afirmację "Kocham i akceptuję siebie."
kilka innych afirmacji, które mi przychodzą do głowy
"Kocham i akceptuję siebie nawet jeżeli nie jestem w 100 % samodzielny tak jak bym chciał.
Kocham i akceptuję siebie nawet jeżeli zarabiam mniej niż ojciec i jestem od niego zależny.
Mogę zarabiać więcej niż mój ojciec. Mogę odejść od mojej rodziny.
Jestem bezpieczny i w porządku, gdy opuszczam rodzinę i odnoszę sukcesy."
Wogóle polecam Ci wszelkie afirmacje zaczynające sie od słowa "mogę". W przypadku ograniczenia wolności (psychicznego) często jest dużo nakazów i zakazów. A słowo "mogę" znosi zakaz.
A na nakazy ja stosowałam "Nie muszę już...." Wiem, że jest zasada, żeby unikać słowa "nie" w afirmacjach, ale moja podświadomość doskonale rozumiała o co chodzi.
Ja miałem tak że uważałem że mój ojciec jest z czapy / przypadku. W ogóle nie podobny do mnie charakterem, ani celami, ani niczym. W pewnym sensie wywoływało to we mnie mnóstwo konfliktu, taka sytuacja gdzie jest zdecydowanie nie tak jak powinno być. Odczuwałem to jako jakiś błąd, ale jak to z rodziną bywa, cieżko się odciąć, więc wzrastał konflikt, a jak konflikt to nieakceptująca i nienawiść. Pomogło mi trochę, chociaż na tamten czas nawet dużo afirmowanie i EFT. Chociaż to patrząc z perspektywy bardziej doraźne metody, które rozwiązały tymczasowy ból, co w danej chwili może być właściwe.
Jadąc na te święta do domu, byłem w stanie dziwnym bo integrowałem się z fragmentem duszy, i po integracji byłem właśnie taki sam jak on, i gdy próbowałem odsunąć tą relację odsuwałem część w mnie. Było to dziwne odczucie, jakbyśmy się znali, myśleli podobnie, itd. Jaki ojciec taki syn itd. W pewnym sensie czułem spokój, który był naturalny nie wymuszony, nie kreowany, bez próby utrzymania go. W pewnym sensie taki byłem wyżej, a fizycznie nauczył mnie tego ojciec. Wewnętrzne pogodzenie się ze sobą samym, pogodziło mnie w relacji z ojcem.
Co ciekawe kojarzy mi się to z manifestacja energii źródeł / męskiej i żeńskiej która tworzyć nową istotę ja/ducha/duszę/x. Że ten stan w którym moja dusza była, przenosi się na rodziców, zawsze on tam będzie, że nie jest to zachcianka jednego wcielenia. Tylko potrzeba manifestowania się i bycia w tym stanie, a od kogo można to dostać jak nie od rodziców.
Mam pytanie, wiadomo, że rozne etapy w zyciu dziecka mają odzwierciedlenie w doroslym życiu, a jak się ma kwestia karmienia piersią? ;)
Tak się zastanawiam bo na fali zadowolenia mi ps podsunela taki obraz piersi obfitych w pokarm i duze spelnienie z tym zwiazane ;)
Wtyczki mi telefon nie obsluguje :pfacet płaczący na widok piersi toż to nawet nie erotyka :-)
Ale w porno moze jednak nie idźmy ;)
wg Aleksandra Lowena ssanie piersi, miłośc i dostępnośc matki w tym okresie otwiera na przyjemność, na sięganie po przyjemność, odczuwanie przyjemności, pozwolenie sobie na przyjemność,Mi się coś kojarzy z whh, jak kiedyś miałem i tam było coś z pempowiną, niby pokaram tylko. A potem na koniec sesji, czyłem całym ciałem jaki świat jest obfity przyjemny i zaspokaja moje potrzeby, i to jest dostępne dla mnie fizycznie własnie. Bo takie rzeczy są dla organizmu czy dziecka całym światem wtedy.
Jeżeli tego nie ma, matka nie jest dostępna- niemowlę zamraża swoje ciało, żeby uśmierzyć ból, tłumi bolesne emocje, traci zdolność po sięgania po przyjemność i odczuwania przyjemności
A bez odczuwania przyjemności nie ma mowy o spełnieniu w czymkolwiek.
Mi się coś kojarzy z whh, jak kiedyś miałem i tam było coś z pempowiną, niby pokaram tylko. A potem na koniec sesji, czyłem całym ciałem jaki świat jest obfity przyjemny i zaspokaja moje potrzeby, i to jest dostępne dla mnie fizycznie własnie. Bo takie rzeczy są dla organizmu czy dziecka całym światem wtedy.
BlueEyes,Ciężko to określić bo sesji miałem wiele, a i różnych metod próbowałem w różnym czasie zresztą jak większość osób rozwijających się. Jednak spróbuje opisać jak to wtedy było.
i teraz rzeczywiście świat zaspokaja Twoje potrzeby? na ile to doświadczenie przełożyło sie życie?
Ale się zrobiło zamieszanie ;) Dzięki wszystkim za wpisy!
Afirmacje 'Kocham i akceptuje siebie' mam już za sobą, i w taki właśnie sposób pracowałem, nad własnym poczuciem wartości i głównie sobą i tylko sobą, nastawieniem. Efekty pozytywne. Jednak ostatnio przyszło do mnie to, że spokoju nie zaznam, dopóki tych relacji z ojcem/rodziną nie uzdrowię. I niestety wątpliwości jest sporo.
.......
Jeśli chodzi o wybaczanie, to jakoś łatwo mi to przychodzi. Oczywiście w momencie gdy ktoś nie wywiera na mnie presji w danym momencie.
Przykład: Nie mieszkam z rodzicami na codzień, nie myślę o tym przesadnie, mam luz. Pojawiam się w domu i wszystko zaczyna mnie irytować, męczyć, wkur***ć, ojciec zaczyna mi gadać swoje mądrości, chce żebym był jego kopią, bo przecież jaki ojciec taki syn itp. Żebym sie wzial "do roboty" (czytaj: zaczął robić to co on, zmienił zainteresowania, zmienił przekonania, żebym się generalnie słuchał tatusia i mamusi). Bo to się przecież opłaca, popatrz, mi się udało! Zarabiam dobre pieniadze swoja ciezka pracą!
Strasznie to ze mnie energie wysysa. Czasami po weekendzie "dochodze do siebie" 2-3 dni. Oczywiscie wszystko dzieje sie w atmosferze bardzo napietej, agresywnej, bardzo negatywnej. Zapominam powoli o tym, olewam, wrzucam na luz i jest ok. Temat jednak powraca, bo po prostu nie jestem niezależną jednostką na tyle, żeby to tak olać perfidnie że tak powiem.
Największa zmora dziecka: toksyczna matka
Kim jest toksyczna matka?
http://dzielnicarodzica.pl/42097/40/artykuly
Toksyczny ojciec
Trudne ojcostwo
http://dzielnicarodzica.pl/42448/41/artykuly/mama_i_tata/aktywny_tata/Toksyczny_ojciec
Przy okazji bardzo polecam porzucenie społecznych konwenansów i urywanie toksycznych, nienaprawialnych relacji nawet z najbliższą rodziną.
Inga
Wg Ciebie szczęśliwe życie w miłości to zawsze zamiatanie pod dywan swojego cienia? Czy chodziło o coś innego?
Inga czasem kontakt z tymi osobami nie pozwala na żadne uzdrowienie z twojej strony, taki kontakt może (oni mogą) paraliżować twoją zdolność do uzdrowienia, trzymając cie (twoją podswiadomosc, dusze) w szachu.Możesz mi to jakoś dokładniej wytłumaczyć? Bo w ogóle tego nie widzę. Na czym polega to trzymanie w szachu?
Dlaczegoby nie zobaczyć chociaż okresowo, na pol roku lub rok, jak jest bez tych osob?
Zmierzam tutaj oczywiscie do tej totalnej odcinki o ktorej pisal Clint, bo przeciez moglby od czasu do czasu, z 1 miesiacu sie pojawic w domu i wypic kawe? Pisze tu przez pryzmat swojej wlasnej osoby i jak to widze, wiec nie odbieraj tego jako atak Panie Clint ;]XD
W uzdrowione obszary rodzina już nie zagląda i mi tam nie śmieci. Na wierzch jest wynoszone to co jest do uzdrowienia. Widzę jak relacja cały czas ewoluuje. Mam materiał do pracy.i
a przy takiej odciętej a nie uzdrowionej relacji, spotkanie w przyszłym wcieleniu - murowane
Mam materiał do pracy.
Inga, jest taka możliwość i potrafisz sobie wyobrazić sytuacje, w której byś nie miała tego materiału ? ;)Oczywiśćie. Mam już uzdrowione 2 toksyczne relacje i wiem jak to jest.
Tess
Z tego co pamiętam to pisałaś gdzieś jeszcze, że wszyscy hejcą matki, a nie ojców, ale powiem Ci że to akurat jakieś lustro dla Ciebie, bo z tego co widzę to jest naprawdę bardzo różnie, a osobiście miałem nawet częściej do czynienia z "kultem nienawiści" do ojca niż matki :D
Kwintesencja rozwoju
"Opowieść o pewnym kosmonaucie.
Wracał z pewnej eskapady, jego pojazd był duży, ale kabina b. mała, siedział w niej i wyglądał przez iluminator. Widział krzywiznę ziemi. Zatracił się w tym widoku, nagle słyszy dziwne stukanie. Puk, puk, puk. Zaczęło dobiegać z konsoli, rzucił się w jej stronę, wziął narzędzia i próbował ustalić skąd ten dźwięk. Nie udało mu się. Puk, puk, puk. Po paru godzinach stukanie stało się torturą. Wiedział, że po paru dniach ten dźwięk go zniszczy, że postrada zmysły. Co miał zrobić ? Był w kosmosie. Sam w kapsule musiał wytrzymać 25 dni z tym dźwiękiem. Zrozumiał, że nie chcąc zwariować musi go pokochać. Zamknął oczy i włączył wyobraźnię, kiedy je otworzył już nie słyszał stukania, słyszał muzykę. Przez resztę podróży przemierzał kosmos w absolutnej błogości i spokoju."
I tak, życie jest jak muzyka, nie ma dobra i zła, każdy jego aspekt jest innym dźwiękiem, z czasem to rozumiemy, przestajemy uciekać, bo i tak prędzej czy później nie będzie ucieczki i trzeba będzie pokochać każdy przeszkadzający dźwięk. Do momentu, aż będziemy słyszeć tylko piękną muzykę.:)
To tylko opór przed doświadczaniem czegoś stwarza cierpienie.
Problemem jest raczej żal do mojej mamy. Podczas pisania wyszła ze mnie frustracja na matkę, że ona tak naprawdę nie zwracała uwagi na moje prawdziwe potrzeby, nigdy szczerze nie przyznała się do swoich błędów i zawsze bagatelizowała moje problemy. Dlatego opisałam tą straszną sytuację z przeszłości, pisałam to tak jakby do niej, żeby jej pokazać, że ja naprawdę cierpiałam, gdzie ona miała oczy, żeby tego wszystkiego nie widzieć. Czy ona naprawdę myślała, że to co działo się w naszym domu nie odbije się na mojej psychice, zdrowiu i przyszłym życiu? Kurcze raz napisałam afirmację w odpowiednim momencie i pofrunęłam z wiatrem wywalanek:D Ale jestem z siebie dumna, że w końcu to ruszyłam, bo było z tym trochę jak z lękiem przed pójściem do dentysty - wiesz, że powinieneś, ale nie pójdziesz bo się boisz, że będzie nieprzyjemnie i odwlekasz:D:D
generalnie to jest taka zasada w konfrontacji w rodzicami:
Mówimy o tym co ktoś zrobił, co w związku z tym czuliśmy i jaki to miało i ma wpływ na nasze zycie i czego oczekujemy.
Tyle teorii, bo w praktyce to u mnie różne wychodziło :-)
Mówienie o oczekiwaniach jest bardzo ważne.
Ja jakis czas temu asertywnie określiłam granice mojej bratowej i opowiedziałam o tym matce. A ona mi o tym jak bratowa mogła sie poczuć, i jak ona sama sie denerwuje. A ja powiedziałam cos takiego, że nie chodzi tu o uczucia bratowej tylko o mnie. Że mówie jej o tym bo oczekuję od niej wsparcia. Bo ja jej zawsze tego wsparcia udzielałam. Bo to co zrobiłam było dla mnie trudne i bardzo sie denerwowałam. I że nie chodzi tu o bratową tylko o mnie i o moje uczucia.
I w sumie wtedy zrozumiałam jak bardzo ja ja presjuję, żeby sie rozwijała, cos zrozumiała. Presjuję ja na coś co jest poza zasięgiem jej możliwości. Żeby nie wiem jak sie starała, żeby nawet stanęła na glowie to i tak teraz nie da rady.
Chyba wtedy po raz pierwszy czułam, że jest szczera w tym co mówi i że sie rzeczywiście stara.
I od tej pory nie mam już większych żalów do matki. Czasem cos tam jeszcze wychodzi, ale to już nie ma wielkiej siły. I od tej pory czuję, ze pozwalam jej być na takim poziomie jakim jest. Nie musze juz jej na siłę nigdzie ciągnąć.
No to mi dałaś teraz zagwozdkę. A to nie jest przypadkiem tak, że nie powinno się mieć wobec innych żadnych oczekiwań, tylko dać im wolną rękę na własne wybory, jednocześnie stawiając SWOJE własne granice i się ich trzymać, a druga osoba niech sobie robi co chce, byleby tych granic nie przekraczała?
Ale stawianie granic to tez jakieś oczekiwania. Jeżeli ktoś przekracza nasze granice to możemy powiedzieć, że oczekujemy, że nie będzie tego robił.
Poza tym mówiąc o oczekiwaniach nie chodziło mi o to, żebyśmy mnożyli wobec kogoś te oczekiwania tylko wyrazili te które już czujemy. Bo jeżeli mamy wobec kogoś oczekiwania to i tak nieświadomie wywieramy na ta osobę presję oczekiwań. Więc moim zdaniem jeżeli chcemy uzdrowić jakąs relację, taką która wogóle jest do uzdrowienia warto te oczekiwania wyrazić. Choćby po to, żeby ta druga strona mogła się do nich ustosunkować.
Ja czułam potrzebę wsparcia mnie przez moja matkę, ale w dzieciństwie czułam, że nie mam prawa o to prosić. To nigdy nie zostało wypowiedziane. Ale presja i żal były. Wypowiedzienie głośno tego pozwoliło na to by moja mama mogła się do tego odnieść, a ja mogłam sobie zdac sprawę, żę już tego nie potrzebuję.
Tak mi też teraz przyszło do głowy, że wyrażając pewne oczekiwania wobec rodziców stawiamy sie w roli dziecka. Bo dziecko ma prawo mieć oczekiwania i wcale nie musi rozumieć rodziców. To rodzic ma rozumieć dziecko.
W rodzinach DDA relacje sa odwrócone, dzieci częśto graja role małych dorosłych. To dzieci musza przeważnie dbać o komfort rodziców, o ich dobre samopoczucie. To rodzice maja oczekiwania wobec dzieci.
W tej sytuacji, którą opisałam ja stanęłam przed matką właśnie w roli córki przywracając naturalny porządek, a ją postawiłam w roli matki. Powiedziałam, że chcę, a ona, że chciałaby mi dać to czego chcę, ale nie ma. Ja czułam sie ok prosząc, a ona była ok mówiąc że nie ma.
Może sie myle, ale praca z wewnętrznym dzieckiem pokazuje mi, że żeby dojrzeć trzeba najpierw poczuć się w porządku będąc dzieckiem. Chociaż ni ewykluczam, że sa tez inne drogi do dojrzałości.
Długo nie potrafiłam sobie wyobrazić, ze mogłabym mieć bliską relację z mamą. Poprawną - owszem. Ale jakoś tak się poukładało, że czuję, że jest naprawdę fajnie. Czuję, że moja mama jest naprawdę po mojej stronie. Że mnie wspiera, ale mi się nie wciska ze swoimi poglądami. Nie zasłania mi już świata. Jest za mną jako oparcie, a nie przede mną. To daje mi jakiś taki spokój i jakąś taką ... no nie wiem. Może siłę, może moc, może wsparcie.... To coś nowego w moim życiu :-)
*** z praktyczności są dwie przyjazne sobie istnienia, tylko jedno ma 7 lat, drugie 30, trochę praktyczniejsze się wydaje gdy samochodem kieruje, to starsze i bardziej doświadczone.
Już miałem zajawkę że moje jest czyste, to dałem się wkręcić w guru - starego przedwiecznego pasożyta, za co zapłaciłem dosyć słono, oj słono.
Już miałem zajawkę że moje jest czyste, to dałem się wkręcić w guru - starego przedwiecznego pasożyta, za co zapłaciłem dosyć słono, oj słono. Tak w temacie opiekunów i przewodników (duchowych) dalej.
Co nie zmienia faktu że w guru nie dam się wkręcić never ; choć leczę się jeszcze ;)
Ja miałem ostatnio takie uświadomienie, że rodzina, relacje, i rolę, wyglądają całkowicie inaczej gdy się wcielać do osób życzliwych, to dusz przyjacielskich nam, które nas rozumieją, i dają przestrzeń do swojego wyrażania oraz wzrostu. Całkowicie inna bajka. Wtedy jak się jest wśród swoich to role, są czysto umowne, wynikające, z praktyczności są dwie przyjazne sobie istnienia, tylko jedno ma 7 lat, drugie 30, trochę praktyczniejsze się wydaje gdy samochodem kieruje, to starsze i bardziej doświadczone.
Powiedz to mojej trzy letniej księżniczce na której ta "praktyczność" nie robi żadnego wrażenia :):):)
dla wszystkich z 'ambicjami' i zadatkami na "guru", dont fuck with me.
Na mojej 12 letniej księżniczce też :-))).
***
Tyle, że ja nie do końca wiem jak to powinno wyglądać.
Już sama zmiana sposobu patrzenia na nią - wywołuje zmianę.
z metody odpinania zainspirowała mnie afirmacja: Niech jedyną relacją między mna a moją Córeczką będzie miłość, szacunek i wzajemne zrozumienie. ( fajna metoda na wchodzenie w pole rodzinne i uzdrawianie wzorców/programów, również dzieci)Ja też coś podobnego afirmowałam: żeby relacja była oparta na miłości i szacunku.
Posłuszna nie jest :)
Wzorzec można podpatrzeć u innych, oczywiście w zdrowych relacjach, lub samemu wypracować. Polega na tym, że wsłuchuje się w to co czuje, idąc za czuciem. Można to określić jako pójcie za głosem serca, a w praktyce zaczyna sie od działania pod wpływem czucia, nie emocji. Oczywiście wcześniej trzeba być świadomym, co sie czuje.
Z posłusznych dzieci wyrastaja posłuszni dorośli. Ale to ci nieposłuszni zmieniaja świat :-)
Pal licho zmianę świata, jakie to ma znaczenie? :P
Liczy się to, że tylko ci nieposłuszni mają szansę być sobą :)
Ci co są sobą zmieniają świat xD
Tak, to prawda. A jednak dla dziecka to ogromna różnica, czy rodzic powie "chcę, żebyś był/a sobą", czy też "chcę, żebyś zmieniał/a świat". N'est-ce-pas? :)
A jednak dla dziecka to ogromna różnica, czy rodzic powie "chcę, żebyś był/a sobą", czy też "chcę, żebyś zmieniał/a świat". N'est-ce-pas? :)
Może też chodzić o naturalność, spontaniczność z Twojej strony.
Córka nie chciała sama tylko, żebym ja to zrobiła.
(...)
Ale przypomniało mi się, że każdy jest inny i ja nie jestem nią i nie wiem co czuje i nie wiem co jest dla niej trudne a co nie.
Kiedyś bardzo lubiłam serial CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas. Moją ulubioną postacią był Gil Grissom, ekscentryk, który do wielu kwestii podchodził niestandardowo, z wielkim wyczuciem i zrozumieniem. W ogóle bardzo ciekawa postać :)
W jednym z odcinków kryminolodzy dyskutowali, jak zachowaliby się na miejscu sprawców (chodziło o zabicie jednego z niebezpiecznych pasażerów samolotu) i w ogóle jakie zachowanie byłoby na miejscu. Jedni twierdzili, że obowiązkiem człowieka jest obrona siebie, a zwłaszcza swojego dziecka, nawet jeśli wiąże się to z atakiem na innych, inni że takie zachowanie jest niedopuszczalne. Zapytano też Grissoma, a on stwierdził, że takie pytania nie są tutaj istotne. Liczy się to, że gdyby ci pasażerowie zadaliby sobie choć trochę trudu i zrozumieli sytuację ofiary (był chory i wystarczyło go uspokoić i coś tam mu podać, żeby przestał stanowić zagrożenie), to w ogóle nie doszłoby do tragedii.
Dla mnie wielkie WOW :D
Lillione
Super, że znalazłaś 3 opcję i przekroczyłaś wzorzec. Wzajemność w dawaniu i dwie strony usatysfakcjonowane, to jest to co daje najwięcej przyjemności w miłości. Serce rośnie:))
Lilliole, a zapytałaś ją, dlaczego nie chce sama tego zrobić?
Bo z czegoś to wynika, być może ona w ten sposób manifestuje jakąś nieujawnioną potrzebę, która nie jest zaspokajana i dlatego wyłazi pod płaszczykiem różnych irracjonalnych na pierwszy rzut oka zachowań.
Fajnie jest rozwiązać problem jednorazowo w sposób konstruktywny, ale zrozumienie z czego on wynika (i odpowiednie zadziałanie) pozwala pozbyć się go na zawsze :)
Kurcze, no mi właśnie nie rośnie .To fajnie , ze nie dala sie wykorzystac i znalazla wyjscie, jednakze jesli potrzebny jest handel wymienny a chec odzajemnienia i odwdzieczenia nie wyplywa samoistnie to ja nie widze tu milosci ze strony corki tylko czysty pragmatyzm niestety.O ile z dziecmi taki handel rozumiem o tyle z partnerm jest on dla mnie nie do zaakceptowania.Mamy sie wspierac oboje a nie byc parrnerami handlowymi.To nie miłosc.
Pytałam. Mówi, ze sie boi i wstydzi. I rzeczywiście ja te emocje w niej widzę.
Nie bardzo mogę drążyć głębiej, bo jest duży opór. Mówi, że nie chce się zagłębiać i tyle. Może nie jest gotowa, a może ma taki charakter. Nie lubi drążyć emocji. Nie chce wywierać presji na nią ani tym bardziej na siebie, że ja to muszę teraz rozwiązać.
ontoja :-)
spoko, nie odebrałam twojej wypowiedzi jako jakiś zarzut personalny,
ja tez uważam, ze w związkach partnerskich powinien być przepływ miłości a nie wymiana handlowa
Widzę, jak rozpaczliwie matki usiłują uzdrawiać relacje z dziećmi, a dzieci z matkami. I przez całe lata nic z tego nie wychodzi.
I podobnie bywa między rodzicami a dziećmi.
CHCAC UZDRAWIAĆ RELACJE PAMIĘTAJMY, ŻE INNI MAJĄ SWOJĄ WOLNĄ WOLĘ.
Należy ją szanować! To najważniejszy warunek uzdrowienia.
Uważam, że każda ważną relację warto uzdrawiać. Uzdrawianie relacji to nie dążenie do tego, bo była ta relacja była taka jaką my byśmy chcieli tylko na uzdrowieniu swoich emocji i chciejstw w stosunku to tej osoby.
Można zamówić analizę porównawczą związku i ma to duży sens w przypadku związków partnerskich, w których można wyjść jak nie pasuje.
To akurat jest wątek o relacjach rodziców i dzieci.
Znam osoby, które mają takie analizy wielkiej zgodności związku i męczą się miesiącami lub latami ze sobą w toksycznej relacji, bo coś wyszło w analizie bardzo dobrze. I takie gdzie wyszło słabo w analizie w jakiś obszarach, a okazało się, że jest świetnie i harmonijnie.
Pytanie dlaczego ktoś chce czyjegoś potwierdzenia co ma zrobić w związku, a nie sam podejmuje decyzje. To jest obszar do reflekcji. Czy to temat odpowiedzialności za siebie i jej przerzucania, żeby coś wyprzeć z emocji przy decyzjach o byciu dalej razem lub rozstaniu, czy uzależnienia od innych, czy jeszcze inny do uświadomienia?
Bo samo brnie pod uwagę czyjegoś zdania nie jest złe, wręcz przeciwnie. Złe jest natomiast zakłamywanie siebie.
Robienie kupy? Nieduchowe? ;-)
To przekonanie może być potencjalnie niebezpieczne :-))
"Nie wytrzymasz, to zapraszam za stodołę" ;)))
Przepływ miłości może być w różnych relacjach, nawet w transakcjach handlowych. Może nie zawsze się da. Można płacić za coś i wymieniać sie w miłości, choćby w odrobinie. Jedno nie wyklucza drugiego.
pod warunkiem, że duchowa