BlueEyes,
i teraz rzeczywiście świat zaspokaja Twoje potrzeby? na ile to doświadczenie przełożyło sie życie?
Ciężko to określić bo sesji miałem wiele, a i różnych metod próbowałem w różnym czasie zresztą jak większość osób rozwijających się. Jednak spróbuje opisać jak to wtedy było.
Zaczynając od ogółu, wzorce w ciele to nie jest tylko dna i program. Poczynając od dziecka w brzuchu, to ciało dane jest stworzone z matki, i matka daje pokarm. Potem jest podobnie bo chociaż odżywiamy się sami, to przecież jedzenie otrzymujemy od matki ziemi, która dalej nas karmi. Czuć to zwłaszcza na boso, jak się chodzi po ziemi, czuje się jakby się było częścią natury. I ta natura przecież dba o swoje dzieci, tak jak matka o swoje. A przecież nasza matka otrzymuje pokarm też od matki ziemi. Więc to wszystko jakby połączone ze sobą na poziomie ciała.
Nie do końca pamiętam od czego ta sesja wyszła, bo miałem chyba przeplatane tematycznie, ale coś kojarzę że gdzieś punktem wyjścia były chyba po prostu pieniądze.
Trochę ominę specyfiki techniki, chociaż generalnie tutaj nie liczy się intelekt, logika, emocje czy związki jakieś przyczyno-skutkowe. Tutaj liczy się ciało, i rządzi się innymi zasadami tak to ujmę. Generalnie jakoś pokarm matki z pępowiny mi się nie spodobał i to wytworzyło jakieś dziwne zachowanie w ciele. Dziwne czyli nie takie jak powinno naturalnie być. Jak już tam się przywróciło naturalny bieg i że ten pokarm jest okej i jest czyść dla mnie naturalnym, i wracałem świadomością do tu i teraz, to chyba jeszcze tak 10-20 min była relaksacja po prostu leżenie sobie i tyle. I było to coś niesamowitego, całym sobą czułem że żyje pośród ogrodu przyjemności, zabawy, dostatku, w takim raju. Gdzie wszystko jest dla mnie. Mogłem się bawić wszystkim co materialne, i to wszystko jest dla mnie i jest dobre. Związki zabawy cielesne, mieszkanie, żywność, praca to wszystko jest już tutaj obok, mogę tego namacalnie dotknąć. Nie czułem tego w głowie, tylko w ciele, że to wszystko jest.
I jakie były wrażenie po ... no takie samo że to wszystko jest

I potem miałem trochę na odwrót niż popularnie medytuje na prosperity, ale ciągle coś gdzieś z pracą problem albo gdzieś brak. Jak szukałem pracy i mieszkania to miałem w umyśle wątpliwości, a w ciele relaks, jeszcze mnie mama z siostrę dołowały że nic nie ma łatwo itd. To nie odczuwałem problemu,bo przecież to już mam zapewnione, w gruncie rzeczy to są potrzeby czysto fizyczne czyż nie. I tak było. Znalazło się w 2 tygodnie na raz mieszkanie ładne, duże i tanie i praca. Umysł umysłem, karma karmą, ale tutaj jest cielesność fizyczność i gaja. Pewnie i dobra karma i intencje pomogły, bo musiały mnie pchnąć też do tego mieszkania a i zabiegów w ciele też itd.(wszystko jest gdzieś holistyczne).
Jeszcze jak już się rozpisałem, to jedną opiszę sesje co było przed a co po. Miałem problem z jakimś strachem chyba czy czymś takim. I pamiętam przed że miałem doły takie 2 tygodniowe, czasem czasem jak coś wywaliło, to po prostu zjazd był. Jak uzdrowiłem ten strach, to od tak po prostu zjazdy miałem maks 1-2 dni. Jakby był zjazd to umysł nie wytrzymywał przebywać w tym stanie, bo ciało było energetyczne i wybijało do góry od razu.
Ahh to jeszcze napiszę taką ciekawostkę. Jak nie logiczne rzeczy mogą tam być i w jaki nie logiczne sposoby mogą oddziaływać. Pamiętam chyba że miałem zajawkę na polówkę żeby przyciągnąć i chyba dekretowałem wtedy. I na sesji w ciele, jakby odnalazłem sześcian czy coś takiego. I ten sześcian pochłaniał/zakrzywiał energię. I czułem że to sprawia że energia ucieka i że jest jej za mało, więc trzeba ciągle coś robić, kombinować szukać, wytwarzać. I jakby zobaczyłem że wszystkie wynalazki świata wyszły z tego kodu, że to ciągnie świat do przodu a bez tego, nie ma ewolucji i postępu. Dopiero po uzdrowieniu, wpadłem w stan jak już wypełniła mnie gaja, odczułem że nie ma co się śpieszyć, że wszystko jest takie jakie powinno, i że wszystko dzieje się w naturalny sposób. I tak jak zawsze miałem jakieś poczucie że trzeba robić więcej, starać się więcej, uczyć się więcej, bo zawsze jest za mało, i zawsze można więcej , szybciej lepiej, to teraz chillout, to co robię jest wystarczające na dzisiaj. Z dekretami powalczyłem jeszcze 4 dni i ale mój umysł nie mógł dalej trwać w pogodni za wyobrażeniem, jak w ciele był relaks i zadowolenie z tego co jest i przeświadczenie że jutro naturalnie będzie coś innego i przyjdzie to samo.
Oczywiście to nie jakiś złoty środek. Na tamten czas trochę pozdrawiałem i miało to dla mnie duży wpływ i dalej to czuje. Ale ma swoje limity, i wielu rzeczy nie można ruszyć, bo dusza też ma swoje wpływy. Więc ... różne rzeczy są dobre w różnym czasie. Mi to wtedy bardzo pomogło. Co ciekawe ale tu mi się wydaje że to "dobra" karma też ma ogromy wpływ, bo tematu pieniędzy od tamtego czasu nie poruszyłem już w żaden sposób. Kasa/Praca przychodzi mi jakoś tak naturalnie. Czuje limitacje ze strony duszy, acz mam tyle ile mi trzeba i tak więc kręcę się w innych rzeczach.