Autor Wątek: Relacje rodziców z dziećmi  (Przeczytany 83542 razy)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-28, 08:34:11 »

Problemem jest raczej żal do mojej mamy. Podczas pisania wyszła ze mnie frustracja na matkę, że ona tak naprawdę nie zwracała uwagi na moje prawdziwe potrzeby, nigdy szczerze nie przyznała się do swoich błędów i zawsze bagatelizowała moje problemy. Dlatego opisałam tą straszną sytuację z przeszłości, pisałam to tak jakby do niej, żeby jej pokazać, że ja naprawdę cierpiałam, gdzie ona miała oczy, żeby tego wszystkiego nie widzieć. Czy ona naprawdę myślała, że to co działo się w naszym domu nie odbije się na mojej psychice, zdrowiu i przyszłym życiu? Kurcze raz napisałam afirmację w odpowiednim momencie i pofrunęłam z wiatrem wywalanek:D Ale jestem z siebie dumna, że w końcu to ruszyłam, bo było z tym trochę jak z lękiem przed pójściem do dentysty - wiesz, że powinieneś, ale nie pójdziesz bo się boisz, że będzie nieprzyjemnie i odwlekasz:D:D

Moja mama też nie zwracała uwagi na moje potrzeby i nigdy nie przyznawała się do swoich błędów. I tez miałam do niej żal. I uzdrawiałam to, ale ją chroniłam. To znaczy nie mówiłam jej szczerze i do końca o swoich żalach,o tym co czuje i przeszłam, bo wydawało mi sie to takie nierozwojowe. Bałam się, że jak zacznę mieć pretensja to ona tego nie uniesie, rozchoruje się czy cos w tym rodzaju. Czułam presję, żeby jej szybko wybaczyć.
Az w końcu dotarło do mnie, że to co robię nie jest szczere. Że chce szczerej relacji, ale ja nie jestem szczera. Chciałam, żeby mnie zrozumiała sama z siebie, chciałam, żeby ona tez się rozwijała i wreszcie zrozumiała co mi zrobiła i jaki to miało na mnie wpływ.
Aż do mnie dotarło, ze jeżeli chcę szczerej relacji to sama muszę byc szczera. I zaczęłam jej mówić co czułam i czuję, bez ogródek.
Generalnie miało byc asertywnie, a czasem wychodziło agresywnie. Ale nikt mnie nie uczył asertywności. To tez jej mówiłam. Że mówię o tym co mnie boli chociaz jest to dla mnie trudne. I że będe mówić bo to dla mnie ważne. I ona to w końcu przyjęła.
Ale bywało tak, ze traktowała to jakbym ja to robiła jej złośliwie czy żeby ja celowo zranić. Wtedy mówiłam jej, że to nie chodzi o nią tylko o mnie. O moje życie.
generalnie to jest taka zasada w konfrontacji w rodzicami:
Mówimy o tym co ktoś zrobił, co w związku z tym czuliśmy i jaki to miało i ma wpływ na nasze zycie i czego oczekujemy.
Tyle teorii, bo w praktyce to u mnie różne wychodziło :-)

Mówienie o oczekiwaniach jest bardzo ważne.
Ja jakis czas temu asertywnie określiłam granice mojej bratowej i opowiedziałam o tym matce. A ona mi o tym jak bratowa mogła sie poczuć, i jak ona sama sie denerwuje. A ja powiedziałam cos takiego, że nie chodzi tu o uczucia bratowej tylko o mnie. Że mówie jej o tym bo oczekuję od niej wsparcia. Bo ja jej zawsze tego wsparcia udzielałam. Bo to co zrobiłam było dla mnie trudne i bardzo sie denerwowałam. I że nie chodzi tu o bratową tylko o mnie i o moje uczucia.
A ona znów o swoich uczuciach i bratowej.
A ja znowu, że nie chodzi o nia i bratową tylko o mnie. I w końcu w desperacji stanęłam przednią i powiedziałam:

Zobacz mamo ja tu stoje przed tobą. JA! Twoja córka. JA! Zauważ mnie! To ja się boje i denerwuję.

I wtedy ona powiedziała, że rozumie, ale to jest bardzo trudne. I że chciałaby tak jak ja, ale nie potrafi.

I w sumie wtedy zrozumiałam jak bardzo ja ja presjuję, żeby sie rozwijała, cos zrozumiała. Presjuję ja na coś co jest poza zasięgiem jej możliwości. Żeby nie wiem jak sie starała, żeby nawet stanęła na glowie to i tak teraz nie da rady.
Chyba wtedy po raz pierwszy czułam, że jest szczera w tym co mówi i że sie rzeczywiście stara.
I od tej pory nie mam już większych żalów do matki. Czasem cos tam jeszcze wychodzi, ale to już nie ma wielkiej siły. I od tej pory czuję, ze pozwalam jej być na takim poziomie jakim jest. Nie musze juz jej na siłę nigdzie ciągnąć.


Tola

  • Wiadomości: 147
  • Płeć: Kobieta
  • Anna Wolska-Maślanko, sesje BARS, regresing, uzdrawianie duchowe, anna.maslanko@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-04-28, 08:06:54 »
Arwena  :  )

A to, że akurat w tym przypadku nie jesteś w stanie tego odpuścić z taką łatwością jak w innych przypadkach świadczy o karmiczności tej relacji ponieważ takie wzajemne uwikłania znikąd się nie biorą.
Prawdopodobnie czujesz się (karmicznie) zobowiązana do czegoś wobec mamy i/lub pokładasz w niej jakieś nadzieje.

Tola

  • Wiadomości: 147
  • Płeć: Kobieta
  • Anna Wolska-Maślanko, sesje BARS, regresing, uzdrawianie duchowe, anna.maslanko@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-04-28, 07:14:05 »
Arwena  : )

Pytanie tylko czy Twoje oczekiwania, pragnienia nie wykluczają się z Jej możliwościami?
Na pewnych poziomach Ty wiesz, że Ona robi coś niefajnego, czego Ty nie chcesz doświadczać ale na pewnych nie masz z tym kontaktu, dlatego nie możesz odpuścić i chciałabyś by było inaczej niż jest, przeżywasz konflikt. Jak zobaczysz na trzeźwo, bez oczekiwań, nadziei na czym polegała, bazowała wasza wcześniejsza zażyłość to to zacznie samo puszczać. Niektóre fakty są brutalne w takich sytuacjach i człowiek z pragnienia doświadczania miłości wypiera je, nie chce ich przyjąć, wmawia sobie że to nie do końca tak, bo bardzo by chciał żeby tak jak jest nie było.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-27, 22:55:11 »
Tola :)

Problem w tym, że tak naprawdę w każdym przypadku jestem w stanie odpuścić bez problemu, ale jeśli chodzi o mamę tutaj zaczynają się schody. Widzę jak wiele nas dzieli, nie rozmawiamy już ze sobą tak jak kiedyś, bo nie mamy o czym, ja się bardzo zmieniłam i oddaliłam się od niej. Przestałam się podłączać do jej cierpiętniczego trybu życia. Kiedy przyjeżdżamy do niej z partnerem to po powrocie czujemy się zmęczeni, zdołowani i wyssani z energii życiowych. Nie chcę jednak tej relacji urywać, przekreślać czy coś w tym stylu, mimo wszystko ona jest moją mamą i też wiele dobrego jej zawdzięczam. Kocham ją i chciałabym przyjeżdżać do niej w takiej częstotliwości w jakiej chcę i nie czuć przy tym pretensji i oczekiwań z jej strony, że ona teraz taka sama i biedna a ja jestem taka szczęśliwa i nie dzielę się z nią tym szczęściem, a do tego jeszcze jej nie odwiedzam.

Rzecz w tym, że nawet kiedy próbuję się z nią tym szczęściem dzielić to ona go nie przyjmuje, może ma inne wyobrażenia o tym co chciałaby ode mnie dostawać. Tylko wymaga i wymaga i wiecznie narzeka. Nie dzwoni do mnie w ogóle, mimo, że wiele razy jej powtarzałam stanowczo i wspierająco - mamo, jeśli będziesz miała ochotę pogadać, w każdej chwili możesz do mnie zadzwonić. Nie dzwoni. Czeka na telefon ode mnie. To ja mam się starać. A jak zadzwonię, pierwsze zdanie które słyszę to - dlaczego nie dzwoniłaś??? Dlaczego tak długo? Zwariować można.

Nasuwa się we mnie więc takie uczucie, że jeśli nie dostanę od niej choć trochę zrozumienia to wtedy ta relacja nie będzie miała sensu i spotykanie się z nią będzie dla mnie męką, a już się tak dzieje. Nie chcę ani tkwić w czymś takim, ani urywać kontaktu, nie mogłabym jej zostawić. Szukam złotego środka...

Tola

  • Wiadomości: 147
  • Płeć: Kobieta
  • Anna Wolska-Maślanko, sesje BARS, regresing, uzdrawianie duchowe, anna.maslanko@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-04-27, 21:49:08 »
Arwena  :  )

Czasami warto pogodzić się z tym, że nie jesteśmy w stanie otrzymać zrozumienia od  tych osób od których byśmy go pragnęli. Moje doświadczenie pokazuje mi, że najlepiej jest się z tym pogodzić.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-27, 21:32:12 »
Michał486,

Dzięki, kochany jesteś;) Chcę tylko, żebyś wiedział, że ja naprawdę nie potrzebuję współczucia, bo trochę tak zinterpretowałam Twój post, wspomnienia o których piszę są dla mnie przeszłością i nie podchodzę na co dzień do nich tak emocjonalnie. Jak wejdę w emocje w jakiejś sesji, czy ćwiczeniu to wiadomo wyrzucam z siebie wiele, bo czuję się tak jakbym tam była i daję wtedy upust potłumionym emocjom i tym samym pozbywam się ich. Świadomie nie skupiam się na przeszłości i doceniam to ile osiągnęłam i jak wiele radości i szczęścia spotyka mnie na co dzień:) I oczywiście cieszę się tym:)

Problemem jest raczej żal do mojej mamy. Podczas pisania wyszła ze mnie frustracja na matkę, że ona tak naprawdę nie zwracała uwagi na moje prawdziwe potrzeby, nigdy szczerze nie przyznała się do swoich błędów i zawsze bagatelizowała moje problemy. Dlatego opisałam tą straszną sytuację z przeszłości, pisałam to tak jakby do niej, żeby jej pokazać, że ja naprawdę cierpiałam, gdzie ona miała oczy, żeby tego wszystkiego nie widzieć. Czy ona naprawdę myślała, że to co działo się w naszym domu nie odbije się na mojej psychice, zdrowiu i przyszłym życiu? Kurcze raz napisałam afirmację w odpowiednim momencie i pofrunęłam z wiatrem wywalanek:D Ale jestem z siebie dumna, że w końcu to ruszyłam, bo było z tym trochę jak z lękiem przed pójściem do dentysty - wiesz, że powinieneś, ale nie pójdziesz bo się boisz, że będzie nieprzyjemnie i odwlekasz:D:D

Fajnie, że masz mamę, która Cię wspiera w tym co robisz:) Miło jest o tym przeczytać. W pracy mam takie jakby... pseudorozwojowe środowisko, tzn. mam dziewczyny, w tym szefową, które coś tam ogarniają, kumają, interesują się podobnymi klimatami, ale to jednak nie jest to:P Mówię otwarcie o wielu różnych rzeczach, ale gryzę się w język kiedy chcę powiedzieć coś o wcieleniu, albo relacji karmicznej, to już dla nich za duży hardcore, a mnie się nie chce nikomu tłumaczyć, szczególnie jeśli czuję że nie jest wystarczająco otwarty:P Starzy znajomi z Torunia już dawno mi poodpadali, śmiercią naturalną:P Jestem prawie pewna, że relacji z pracy nie będę podtrzymywać, chyba że wpadnę kiedyś je odwiedzić w hotelu jeśli jeszcze będą tam pracować. Cieszę się, że poznaję teraz nowych ludzi i cenię sobie bardzo takie relacje:) Szczególnie z harmonijnymi, rozwojowymi ludźmi, bardzo mi takich relacji brakowało:)

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-04-27, 20:57:59 »
Arwena cokolwiek bym powiedział nie odda tego co czuję.
Tak bardzo chciałbym abyś poczuła się lepiej ze swoimi wspomnieniami.
To co było to było ale czasem jest w nas tak wiele żalu.
Przyznam, ze na to nie ma łatwego lekarstwa. Sam nosze wiele przykrych wspomnień z dzieciństwa i jeszcze sobie z nimi nie poradziłem. Jeszcze niosą w sobie ładunek bólu.

Arwena pomimo tego całego okropieństwa które przeżyłaś i nam tu opisałaś jest jeszcze więcej światła i nadziei.   
Super, że dziej ci się w życiu wiele dobrych rzeczy, że masz super chłopaka który cię kocha i wspiera. Jest na czym się skupiać :).

Co do reszty to w moim środowisku w którym żyje to nie chwalę się czym się interesuje i co robię "po godzinach" Jedynie moja mama wie o wszystkim i mnie wspiera.
Reszcie mojej rodziny nie mówiłem, znajomym także nie czuję nawet takiej potrzeby.
Staram się powiększać grono znajomych którzy mają takie zainteresowania jak ja i mnie nie oceniają a ze starymi znajomymi po prostu poluźniam relację, ale dzieje się to niejako samo, bez spinania się.
Arwena nic ci sensownego nie doradzę, ale myślę że to co robisz jest dobre, rób więc to co robisz :), słuchaj się swojego serca i oczekuj, że bedzie jeszcze więcej zmian na lepsze:)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-27, 18:19:52 »
"Jestem niewinna i w porządku w relacji z moją mamą". Właśnie zaczęłam pisać afirmację i w końcu sama z siebie ruszyłam ten temat. Mam trochę wątpliwości, pytań, może ktoś z Was mnie zainspiruje.

Zawsze bardzo bałam się ruszać relację z matką. Wolałam się okłamywać, że relacja była i jest ok, że mama dała mi przecież tyle miłości i zrozumienia. Łudziłam się, że miałam super idealną mamę i wiecznie ją usprawiedliwiałam. Tak było wygodnie, ale teraz już nie jest. W toku pracy nad sobą oczywiście ruszałam przy okazji te tematy, coś tam się pouświadamiało, poczyściło, ale zabierałam się do tego jak pies do jeża, byleby za wiele nie wyszło. To dla mnie zdecydowanie najbardziej emocjonalny i najboleśniejszy temat do przepracowania. Wiem, że obciążenia z mojego dzieciństwa mocno mnie teraz blokują w osiągnięciu mojego celu, więc tym bardziej mam motywację, żeby porządnie nad tym popracować.

Kiedy zaczęłam pracować nad samooceną, ze swoim wewnętrznym dzieckiem, uzdrawiać emocje z dzieciństwa, problem z mamą ciągle był jak cień, widmo większych problemów. I wreszcie kiedy pracuję nad tematami bogactwa i zarabiania pieniędzy, matka ujawniła się w całej okazałości, przez to nie mam ochoty ani do niej dzwonić, ani z nią spotykać. Czuję się z tym okropnie.

Czuję, że im bardziej poszerzam swoją świadomość, tym bardziej oddalamy się od siebie, tym więcej widzę jej manipulacyjnych mechanizmów, których wcześniej nie dostrzegałam, tym bardziej nie mogę patrzeć jak się tapla w tych wzorcach ofiary i tak uparcie nie chce nic zmienić i zrozumieć.

Miałam przerąbane dzieciństwo głównie z powodu ojca alkoholika, w domu odwalały się naprawdę porąbane rzeczy. Mama tkwiąca w uzależnieniu od ojca tak naprawdę nie chciała się od niego uwolnić, przez długi czas nie pracowała, opiekując się nami i domem, była dużym dzieckiem które nie chciało dorosnąć, potrzebowała kogoś kto weźmie za nią całą odpowiedzialność. Z ojcem się nie rozstała, bo mimo, że pił i robił dzikie awantury, to pracował i przynosił pieniądze do domu. Była przekonana, że bez niego sobie nie poradzi.

Pamiętam jak tata zrobił dla mnie z drewna wypasiony domek dla lalek, z kilkoma pomieszczeniami, piętrami, schodami, prawdziwym dachem i kominem... Aż żałowałam, że nie mogę nikogo zaprosić do domu i się pochwalić, bo kurczę takiego cuda to nikt nie miał. Kiedy skończył się jego tradycyjny okres niepicia, przyszedł do domu narąbany i zrobił ostrą awanturę. Na moich oczach podniósł domek, wziął duży zamach i roztrzaskał go o ścianę dosłownie kilka centymetrów nad moja głową, mebelki roztrzaskały się w drobny mak a ja głośno płakałam. Rzucał się na mamę, ona w pośpiechu ubierała nam kurtki, pamiętam też że w przypływie wściekłości ojciec kopnął mojego psa tak, że poleciał na drugi koniec pokoju. Mam jeszcze trochę takich wspomnień. Miałam w dzieciństwie różne natręctwa, tiki nerwowe, wiecznie ryczałam z byle powodu, miałam koszmary senne, schizowe lęki, nie radziłam sobie psychicznie. Mama strasznie się na mnie wkurzała, że robię te wszystkie rzeczy, udawała że wszystko jest ok, albo denerwowała się i kazała mi tego nie robić. Raz z nerwów zwinęłam się w kulkę i bujałam, dławiąc się we własnych łzach, ona najechała na mnie i powiedziała: "Co ty robisz? Przestań, przecież nie jesteś psychiczna!".Od tamtej pory nie okazywałam jej już że coś jest ze mną nie tak. Jako dziecko nie miałam prawa się bujać, żeby się uspokoić, zamknąć ze strachu w szafie, albo ryczeć, mimo że ojciec latał z siekierką po mieszkaniu i groził mojej mamie, że ją zabije.

Byłam na tyle otwarta, że przyciągnęłam sobie mojego partnera, który wprowadził mnie w świat rozwoju duchowego, zaczęłam mimo oporów własną terapię. Praca nad sobą jest dla mnie teraz nieodłącznym elementem życia, narzędzia którymi się posługuję są dla mnie sposobem na poradzenie sobie ze wszystkimi problemami, dzięki wsparciu Boga wzrastam. Jestem cholernie szczęśliwa, że przyszły do mnie te wszystkie rozwiązania, że mogę pracować nad sobą. Ale nie mogę się tym cieszyć z moją rodziną.

Z ojcem prawdopodobnie już nigdy się nie zobaczę, nawet nie wiem co się z nim dzieje, prawdopodobnie jest bezdomny. Siostra jest niereformowalna, nic nie kuma i nie będzie kumać, to z pewnością nie jej czas, nie jesteśmy w stanie się dogadać, dodatkowo ma bardzo negatywny wpływ na matkę i obraca ją przeciwko mnie. Brata też już nie ma. Została mi mama i to zawsze była moja najbardziej skomplikowana relacja. Chciałabym się z nią dzielić moimi zmianami, tym co osiągam, mówić o rozwoju bez oporów i czuć się z tym w porządku. Ale nie potrafię.

W jaki sposób powiedzieliście swoim rodzicom o Waszej duchowej ścieżce? Jak to przyjęli? Jak czuć się z tym w porządku?

Jak do tej pory miałam taktykę nie wdawania się w szczegóły. Jak byłam na warsztatach rozwojowych, mówię ogólnie, że byłam na takich tam warsztatach i dotarło do mnie to i tamto. Ale nic o medytacji, technikach rozwojowych, prawdziwych uświadomieniach, uczuciach, wzorcach, problemach, które udało mi się rozwiązać. Wypowiedziałam kiedyś przy niej skrót DDA, kiedy poprosiła o rozwinięcie od razu wpadła w panikę. Ale ty tylko nie mów nikomu, że ojciec pił, nie ma się czym chwalić, nie ma czego roztrząsać! Ja muszę i chcę nad tym pracować, aby wzrastała jakość mojego życia. A jak się nad tym pracuje, to się nie oszukuje, nie tłumi, tylko nazywa się rzeczy po imieniu. Moja mama nie może znieść myśli, że mi potrzebna jest jakakolwiek terapia, nie chce dopuścić do siebie, że jej dziecko ma jakiekolwiek problemy z powodu trudnego dzieciństwa,bo to ona była za nie odpowiedzialna.

Ona pewnie sobie wyobraża, ze strzępków rzeczy które jej powiedziałam, że należę do jakiejś sekty, albo niewiadomo co:P Siostra jak widzi jak się zmieniam to szlag ją trafia i moje przekonania np. odnośnie posiadania dziecka traktuje jako bunt i niedojrzałość. Twierdzi, że jak dorosnę to zmienię zdanie:> Dodając - bo ty to zawsze musisz być inna od wszystkich!  ...;)

Czasem więc smutno mi, bo widzę że tak naprawdę nigdy nie pasowałam do tej rodziny. Ale wiem, że kochali mnie na tyle na ile potrafili. Nie winię ich za moje problemy. Ale ciągle czuję się zobowiązana, żeby być ich częścią, mimo że tak niewiele mamy już wspólnego. Boję się też, że im bardziej będę sobie radziła szczególnie finansowo, tym bardziej matka będzie na mnie wisieć i oczekiwać ode mnie wsparcia. Męczy mnie to i czuję jak mnie dusi wisząc na mojej szyi.











Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-04-06, 02:44:18 »
Od niedawna na popularności zyskują tzw. porody lotosowe czyli bez odcinania pępowiny.
http://rodzicielstworadosci.com/ciaza-i-porod/dlaczego-poczekac-z-cieciem-czyli-skutki-przedwczesnego-odpepniania/

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-03-06, 05:47:25 »
Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają
Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych.
http://forsal.pl/artykuly/892182,dzieci-pierdoly-hodujemy-zombie-ktore-nie-wiedza-kim-sa-i-dokad-zmierzaja.html,1,4

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-25, 15:46:57 »
Cały czas czuje jak płynie do mnie nienawiśc od mamy. I nie wiedziałam za co mnie tak nienawidzi. A t a wiedza jest dla mnie ważna jeżeli chcę coś dalej zrobić z tą nienawiścią, wyjść z jej wpływu na mnie. Wiedza to pierwszy krok do uwolnienia. No wreszcie wiem.
JA jestem cieniem mamy, jej nieakceptowaną częścią, tym czego nie chce czuć i czego chce sie pozbyć. Ja jej przypominam o tym co wyrzuciała z siebie, o czym zapomniała i o czym nigdy sobie nie chce przypominać. Ja jestem jej bólem i słabością, których ona w sobie nie chce dostrzec. Jestem tym wszystki czego chce się pozbyć, wyrzucić, zniszczyć i wydaje się jej że gdyby mnie się pozbyła, gdybym ja przestała istnieć, gdyby mnie nigdy nie było to ona dzięki temu czułaby się dobrze. Wraz ze mną chce zniszczyć swoje cierpienia, pozbyć sie pamięci o nich. Nienawidzi mnie za to że jestem, że żyję, że istnieję.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-14, 07:27:35 »
fajnie że potrafisz się śmiać z tego co sam  piszesz do innych, bo tego tekstu o Twoim przerażeniu przecież nie wymyśliłem... i też wydał mi się zabawny, a więc i wart zauważenia ; )

można podchodzić do tego jak do czystej konfabulacji (podejście bliższe katolickiemu)  i zabawy, a można trochę inaczej niekoniecznie mniej zabawowo, np. taki przykład, wg Ciebie związany z czymś niezdrowym!  doprawdy nie mam pojęcia czemu : D
http://niewiarygodne.pl/kat,1031985,title,Dziewczynka-ze-szczegolami-opisala-swoje-poprzednie-wcielenie-Naukowcy-w-szoku,wid,15165034,wiadomosc.html?smgajticaid=6167a8

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-02-14, 07:18:18 »
Moje przerażenie? Buahahaha!

Wyczułem w Twom tonie niezdrowe zainteresowania detektywistyczne :)
To nie jest dobry pomysł na zabawę z dzieckiem!

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-14, 06:27:04 »
Leszek
Twoje przerażenie :-)  wynika na mój gust z nieporozumienia, bo dla mnie jak i dla tych którzy formułują te czy inne definicje konfabulacji dziecięcej , przynajmniej takie z którymi się spotkałem - jest to naturalne zjawisko , nie wiem w jaki sposób powstało u Ciebie to wrażenie że jest inaczej wraz ze związanymi z tym przekonaniem wnioskami, w tym moim rzekomym zajmowaniem sięTwym wykształceniem i podważaniem tego co piszesz na ten temat, czego jakoś kompletnie  nie kojarzę

dla mnie ew. korzyść z takiego czy innego dopytywania się dziecka może być taka że może doprowadzić nas  do odróżnienia na ile są to czyste konfabulacje na ile wspomnienia reinkarnacyjne 'o ile udałoby się je sprawdzić, a na ile jakiś mix
« Ostatnia zmiana: 2016-02-14, 06:30:47 wysłana przez Frisky »

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-02-14, 05:03:14 »
Frisky
Podczas studiów miałem takie przedmioty jak psychologia rozwojowa i wychowawcza. Nikt nie robił roblemów z konfabulacji dziecięcej, ponieważ przyjmowano, że fantazjowanie u dzieci to NORMALNY ETAP ROZWOJU! Nikt z tym nie walczył. Walka z konfabulacją dziecięcą, to pomysł psychologów - CHRZeŚCIJAN (chyba najpierw ewangelików, a potem katolików)!
Przeraża mnie, że coraz mniej rozumiesz z tego, co czytasz! W każdym razie, jedno nie ulega dla mnie watplwości. Yrywki wiedzy, jaką prezentujesz, nie mają zakotwiczenia w PODSTAWACH, które mieć należy, by tą wiedzą posługiwać się w sposób płynny i pełny (całościowy). Luźne wiadomości nigdy nie zastąpią wiedzy, choć chwilowo mogą dowartościować :)
No, ale rozumiem. To konfabulacja "o, jakim jestem ekspertem!" doprowadza Cię do "demaskowania" rzekomych  "braków w mojej wiedzy i w moim wykształćeniu". Tym samym konfabulujesz na temat wykształćenia swojego i mojego:)

Niektóre osoby, faktycznie, zmyślają nt, wspomnień z poprzednich wcieleń, albo uzupełniają fantazjami realne wspomnienia. To jednak jest droga na manowce, a nie do uzdrowiania, choc chwilowo pomaga się dowartosciować.