Z tym tez sie nie zgodze, taku sie sklada ze teraz wiekszosc sfer mojego zycia pozostawiam wlasnemu biegowi, koncentrujac sie jedynie na zmianach w moim wnetrzu. Rowiez te sfery ktore chcialbym zmienic. Jestem przeciwnikiem jakichkolwiek skrajnosci, uwazam ze w pewnych kwestiach trzeba pozwolic na toczenie sie wlasnym biegiem, a czasami trzeba wziac sprawy w swoje rece.
Ty zas jesli sie nie myle sugerujesz ze we wszystkich przypadkach powinnismy podchodzic do relacji w tak sam bierny sposob i dla mnie to juz jest niepotrzebna skrajnosc.
Dodam jeszcze ze jak urywalem relacje z rodzicami to nie mialem czystych intencji. Balem sie tak bardzo, ze mnie az mnie trzeslo, ale kolejne miesiace byly jak swietny detoks. Zaczelo do mnie docierac mnostwo rzeczy. W pewnym momencie detoks dobiegl z grubsza do konca, a ja juz bez emocji czulem ze po prostu nie mam potrzeby dalszego siegania po toksyne. Nie doszedlbym do tego utrzymujac aktywny kontakt, nawet na odleglosc z nimi.
Dla osoby uzaleznionej np. Emocjonalnie czy finansowo dobrze jest zrobic sobie przerwe i zauwazyc ze swietnie sobie radzimy bez naszych oprawcow. Ja np. Mialem straszne leki ze sobie nie poradze sam jak strace prace czy cos, ale jednak poradzilem sobie spiewajaco. A wiem jak koszmarnie i ponizajaco by bylo gdybym wciaz mial z nimi kontakt. Strata pracy byla dla mnie okropnym przezyciem, ale mocno mnie wyleczyla z finansowych lekow o przyszlosc dzieki temu ze mialem przy sobie tylko kochajaca i wierzaca we mnie osobe, a nie ludzi ktorzy by zrobiliby ze mnie ofiare i wykorzystaliby sytuacje zeby jeszcze bardziej mnie uzaleznic od siebie.
Jasne, mozna przerabiac wszystko w swojej glowie, a nie w zyciu praktycznie, ale to sie ciagnie latami a postepy za slabe, a czasami nawet ich brak.