Ja miałem tak że uważałem że mój ojciec jest z czapy / przypadku. W ogóle nie podobny do mnie charakterem, ani celami, ani niczym. W pewnym sensie wywoływało to we mnie mnóstwo konfliktu, taka sytuacja gdzie jest zdecydowanie nie tak jak powinno być. Odczuwałem to jako jakiś błąd, ale jak to z rodziną bywa, cieżko się odciąć, więc wzrastał konflikt, a jak konflikt to nieakceptująca i nienawiść. Pomogło mi trochę, chociaż na tamten czas nawet dużo afirmowanie i EFT. Chociaż to patrząc z perspektywy bardziej doraźne metody, które rozwiązały tymczasowy ból, co w danej chwili może być właściwe.
Jadąc na te święta do domu, byłem w stanie dziwnym bo integrowałem się z fragmentem duszy, i po integracji byłem właśnie taki sam jak on, i gdy próbowałem odsunąć tą relację odsuwałem część w mnie. Było to dziwne odczucie, jakbyśmy się znali, myśleli podobnie, itd. Jaki ojciec taki syn itd. W pewnym sensie czułem spokój, który był naturalny nie wymuszony, nie kreowany, bez próby utrzymania go. W pewnym sensie taki byłem wyżej, a fizycznie nauczył mnie tego ojciec. Wewnętrzne pogodzenie się ze sobą samym, pogodziło mnie w relacji z ojcem.
Co ciekawe kojarzy mi się to z manifestacja energii źródeł / męskiej i żeńskiej która tworzyć nową istotę ja/ducha/duszę/x. Że ten stan w którym moja dusza była, przenosi się na rodziców, zawsze on tam będzie, że nie jest to zachcianka jednego wcielenia. Tylko potrzeba manifestowania się i bycia w tym stanie, a od kogo można to dostać jak nie od rodziców.