Tak mi przyszły ostatnio fajne odczucia, że cały świat jest zbudowany na spokoju i harmonii, cały czas wszystko się dzieje tak jak ma, a my nie mamy na to żadnego wpływu (na ten poziom). Natomiast nakładamy różne nakładki na tę prawdziwą naturę świata, sami tworzymy chaos, stres, wymyślamy schematy by wg nich podążać, a jednak prowadzą nas często i do stresu, napięcia i złego samopoczucia. Podążamy wg nich, bo nam się wydaje, że dzięki temu lepiej ogarniemy życie i zrozumiemy o co w nim chodzi, czasem zupełnie nie widząc i zapominając po co tu jesteśmy. To nawet zabawne jak sami padamy ofiarami własnych, stworzonych systemów. Wydaje się, że jeśli zrobimy karierę, osiągniemy bogactwo, zrobimy tysiąc innych rzeczy, osiągniemy spełnienie i spokój, ale to kompletna bzdura. Ten spokój jest tu cały czas, świat go przejawia, a nam byłoby o wiele lżej i przyjemniej tu żyć, gdybyśmy zrozumieli, że lepiej współżyć z tym spokojem świata i tego jak on działa, niż non stop gonić za czymś wymyślonym i zupełnie nieprawdziwym. Te schematy, które działają dzisiaj, w końcu się zmienią i mam wrażenie, że na o wiele lepsze. Skończy się gonienie za pieniądzem, który jest tylko wymyśloną formą wymiany, a dla niektórych stał się celem życiowym. Ludzie zaczną realniej spoglądać na rzeczywistość, bo przecież mamy wszystko czego potrzebujemy. Ziemia to zapewnia i na moje oko, naszą najlepszą rolą byłoby po prostu Ziemi w tym nie przeszkadzać, korzystać z jej darów na tyle, na ile to potrzebne i dostrajać się do jej wibracji. Sama już nie wiem czy to o Bogu czy nie