Aby ostatecznie wyjasnic, dlaczego proces afirmowania nie przynosil efektów przejrzalem watek.
Inga pisze:
"Ja za pomocą afirmacji zabiłam swoje dziecko wewnętrzne.
Na początku miałam bardzo żywe odzewy na afirmacje. Teraz wiem że to moje dziecko wewnętrzne w ten sposób usiłowało nawiązać ze mną kontakt.
A działo się to tak.
Pisałam afirmację np. świat jest dobry
Z mojego wnętrza odzywał się protest, że nie , że przecież tyle złego jest na świecie. A ja w odpowiedzi twardo pisałam dalej- świat jest dobry. Głos ze środka znów protestował i wykazywał że to nieprawda.
Ja na to twardo i nieugięcie – bo przecież celem było przeprogramowanie i nauczenie podśwaidomośći – świat jest dobry. A moje dziecko wewnętrzne czuło się coraz bardziej lekceważone, niewysłuchane, odrzucone i głos stawał się coraz słabszy. W końcu zamilkł.
Od tamtej pory nie mam kontaktu ze sobą, jestem od siebie całkowicie odcięta.
A za pomoca afirmacji tworzyłam sobie świat iluzji, sztuczną rzeczywistość, taką jaką chciałabym mieć i przebywałam w tym świecie w wyobraźni. To katowanie się afirmacjami stosowałam przez 15 lat do czasu utraty wszystkich uczuć. A że czułam coraz mniej negatywnych uczuć więc myślałam że to zmiany na lepsze."
Znaczy to, ze nauczona presji w domu, takimi samymi presjami obarczala siebie, aby wtlamsic swojej podswiadomosci to, w co ma wierzyc. Czy to widac w tresci ktorej napisala?
Nigdzie nie bylo napisane, w zadnym artykule, aby tak robic. To jest sposob, na ktory wpadla sama.
To co powinno sie zadziać, to zaczac nawiazywac kontakt z soba samym. Dac sobie samej mozliwosc wypowiedzenia tego, co sie zaczelo pojawiac.
Ja zwykle robie tak, ze piszac afirmacje, prowadze tez krotkie dialogi.
np.
Ja Mariusz kocham, lubie siebie, nawet gdy popelniam bledy.
Ja Mariusz lubie siebie, kocham siebie, i zasluguje na szacunek.
i pś mi wyrzuca: nie prawda, klamiesz ty draniu jeden. przeciez...
pytam: a dlaczego tak myslisz?
najczesciej padac moze - bo tak, o, bo wierze w to.

- a po co sie tego trzymac, co ci to daje?
ps: nic mi to nie daje, ale tak umiem, i to sie sprawdza.
- a moze byc inaczej, znasz takich ludzi ktorzy maja inaczej?
ps: no tak, .. w sumie milo by bylo aby u mnie tez byly takie efekty

Podswiadomosc pogadala, i napiecie opadlo.
Czasami nie jestesmy w stanie z soba podyskutowac. Przyczyna? Rodzic nie pozwalal dyskutowac, negowal, czy ucinal kazdy dialog. Stosujemy czasem pozniej to samo na sobie.
Rozumiem to co Inga robila probujac pisac afirmacje, tez tak robilem. Jednak mysle, ze bylem wystarczajaco przytomny, aby to zauwazac. Pewnie przyczynilo sie do tego to, ze w zaden sposob w zyciu nie znieczulalem sie, ani alkoholem, anie papierosami, czy narkotykami.
Mimo mojej nienawisci, zlosci, i niechęci do siebie, gdzies z drugiej strony czulem swoja wyjatkowosc, i mozna powiedziec kochalem siebie. Co prawda mialem mnostwo zarzutow, widzialem wady, ale to nie przeszkadzalo kielkowac prawdziwej, ogromnej milosci

)
Przestawalem pisac afirmacje jak wychdzily mi reakcje presji, i nacisków w trakcie procesu pisania, gdy wracaly wspomnienia zwiazane z samym pisaniem. Wtedy zajmowalem sie w sesji tematem odrabiania lekcji. (wkurzenie na dloniach, w rekach, barkach - pisanie).
________
To jest cale źródło problemu - brak kontaktu z sobą, lub mały, i nieustająca presja na siebie.
Poza tym, przy pewnego rodzaju zaburzeniach, gdzie mózg gadzi zaczyna funkcjonowac w wiekszym stopniu, nie jest sie w stanie logicznie myslec, wlacza sie presje egzekwowania tego, co sie postanowilo. Wlaczaja sie instynkty przetrwania.
Nagminne tez jest to, ze wielu osobom wydaje sie, ze zrobia sobie sami sesje EFT, czy autoregresing, wybiora afirmacje, i wykonaja to lepiej, niz osoba, która ma doswiadczenie i stoi z boku.
Przed ostatecznym wykonaniem wskazowek, podpowiedzi chroni je ich wlasny nawyk unikania odczuwania nieprzyjemnych emocji, bycia gorszym (bez sukcesow i owocow pracy). Mi pomoglo usuniecie konfliktu przy pomocy EFT, gdy opukiwalem cialo, ale czytalem "gotowce" - gotowe ustawienia.
Wymyslanie kolejnych etapow sesji EFT mi nie szlo. Wylaczala sie pamiec, logika.
Emocje i nieprzytomnosc robily swoje, moja podswiadomosc chciala wyegzekwowac perfekcyjnosc.
W tym czasie zakazalem sobie narzekac, marudzic, i nie majac ujscia frustracjom (uczylem sie metody EFT jeszcze) pojawialy sie mysli samobojcze. Potrwalem w tym z pol dnia. Po czym zmienilem metode. Nauczony bylem w moim rodzinnym grajdole, ze jesli cos nie dziala, to mozna to obejsc, zmienic podejscie. To bylo pomocne w tym, abym zmienil sposob, patent. Mozliwe ze u Ingi nie bylo czegos takiego jak zmiana, ze byl odgorny nakaz, koniecznosc wykonania rozkazu. Stad zbyt uparte trzymanie sie procesu pisania, swojej decyzji afirmowania - az do zduszenia swojego glosu.
Mariomar
Pewnie cie kojarze z wczasow, i moge cie zapewnic, ze gdybys mial sesje ze mna, nie przegapilbym twojego oporu przed wejsciem w sesje. Zapomnialbym o twoim oddechu, odliczaniu, a skupil sie na Tobie, i tym co powoduje opór.
Różnica miedzy spostrzegawczym regreserem, a terapeutą który nie mial trudnego dziecinstwa, braku otwartosci do ludzi, czy wstydliwego robi OGROMNA roznice. Mi sie jeszcze nie zdarzylo, abym nie rozumial problemu klienta, aby nie potrafil wejsc w problem. U mnie sesja trwa do momentu, az sie wyciszaja odczucia. Tyle ile potrzeba. Najdluzsze robilem za darmo, czy na wymianę - z zyczliwosci, po 3-4h (przy duzej otwartosci).
Pomocne tez, i to diabelnie, jest uswiadomienie sobie, jak bardzo chcemy obwiniac sytuacje z zewnatrz, dyskusje, zaczepi, zamiast kierowac energie na uswiadamianie, pracę, i dogrzebywanie sie bolesnych wspomnien.