Autor Wątek: Oświecenie  (Przeczytany 105573 razy)

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2016-03-08, 10:11:58 »
jaskier
Szanse na spotkanie "mocarza" wśród oświeconych/oświecających się itp. nie są duże, bo moce duchowe mają luźny związek z oświeceniem. To są talenty a oświecenie to stan świadomości (tak jak rozwój duchowy, to rozwój wewnętrzny - świadomości, doświadczeń). T.zn. - jak nie masz talentu to nigdy możesz nie być "mocarzem", ale możesz przejść świadomością dalej niż inni mocarze (szczególnie szpanerzy).
Na szpan mocami to do avatara jakiegoś :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-03-08, 09:23:50 »
Rozwoj motywowany pokazem mocy duchowych. O to dopiero musi byc zdrowa motywacja...

jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-08, 08:27:47 »
"Ty i Jaskier macie takie definicje oświeconego, które Wam uniemożliwiają spotkanie realnie oświeconych!
Bo nikt nie pasuje do Waszych definicji :) "

A ilu oświeconych już spotkałeś?

"to jest stan, którego doświadczam DLA SIEBIE, a nie po to, by nim szpanować :) "

Nie szpanuje się stanem ale mocami duchowymi :P. Albo pokazuje je uczniom żeby zachęcić ich do pracy nad sobą.

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-08, 07:14:27 »
Ja mam taką małą refleksję pytanie czy się samemu oświeca czy zostaje oświeconym.
Wydaje mi się, że jak jest się gotowym i na wysokim poziomie to może nastąpić to drugie, np. Człowiek spotka na swojej drodze Boga i już nic nie będzie takie same.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-03-08, 06:58:10 »
Mariomar
Bogu na niczym nie zależy. Ty możesz być otwarty, albo nie.
Kiedy Ci się uda otworzyć na oświeconych Mistrzów, wówczas na pewno ich spotkasz :)
A przynajmniej będziesz mógł o nich poczytać. Jak na razie widzę, po Twoich postach, Twoja otwartość maleje, zamiast wzrastać.
Ty i Jaskier macie takie definicje oświeconego, które Wam uniemożliwiają spotkanie realnie oświeconych!
Bo nikt nie pasuje do Waszych definicji :)

Jeśli chodzi o oświecenie, to niektórzy opisują stan nirwany i mahanirwany. Tu autorzy są zgodni, co jest czym, co najpierw, co potem.
Natomiast przebudzenie i oświecenie często są z sobą mylone w kwestii zaawansowania na duchowej ścieżce.
Jeśli ktoś, kogo uważa się za oświeconego, wyznaje: "Bardzo tęsknię za  żoną". To na pewno nie osiągnął stanu mahanirwany, nie mówiąc już nawet o nirwanie. Bo nadal żyje w stanie UWARUNKOWANEJ świadomości! Może doświadczać mniej lub dłużej trwających stanów nirwany. Ale nie jest to stan trwały. Aby taki osiągnąć, trzeba medytował i ODDYCHAĆ! Przy czym, nie może się to odbywać kosztem zdrowia czy zadbania o swoje interesy w świecie materialnym. Mamy materialne ciało i trzeba o nie dbać w takim zakresie, by było zdrowe i sprawne. Co prawda, oświeca się umysł, ale ciało też (wtórnie do zmian w umyśle) ulega przemianom energetycznym.
Ja żyję w stanie częściowo uwarunkowanym, częściowo nie. W takim stanie żyje wielu Mistrzów uznawanych przez swych uczniów za oświeconych. Ja sobie z tego tytułu nic nie roszczę, bo to jest stan, którego doświadczam DLA SIEBIE, a nie po to, by nim szpanować :)
A teraz zadbam o potrzeby swego ciała i jeszcze sie zdrzemnę :)

jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-08, 05:27:43 »
Nie chcę niszczyć twojego światopoglądu, ale Sai był oszustem. Te materializacje to zwykłe kuglarstwo. Byle iluzjonista potrafiłby zrobiź lepsze sztuczki.

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-07, 23:05:07 »
A może Budda był potrzebny żeby rozpowszechnić na tym świecie wiedze o oświeceniu, nie tyle o samej drodze co o samej możliwości. Po co mieliby ujawniać się kolejni mistrzowie, które mieliby do powiedzenia praktycznie to samo? Pewne rzeczy musiały być powiedziane i do tego doszło, zainteresowani mają możliwość dojścia do odpowiedniej wiedzy, która jest potrzebna przede wszystkim na niższych etapach rozwoju.

Wg mnie na wyższych etapach powinna działać już samodzielność i niezależność, a rozwój powinien iść w górę poprzez bezpośredni kontakt z Bogiem, bez pośredników. Po co miałby się taki oświecony pojawić? Żeby namieszać nam w głowach tym swoim oświeceniem? Żebyśmy zamiast skupić się na sobie i na tym, gdzie jesteśmy TERAZ zaczęli niezdrowo się podniecać naszymi interpretacjami jego oświecenia? Żebyśmy zaczęli nawet nieświadomie dążyć do naszych wyobrażeń o tym, czym jest jego oświecenie? Żebyśmy próbowali iść na skróty i naśladować jego sposób bycia (żreć to samo, mówić to sam, myśleć to samo, rezygnować z tym samych rzeczy, itp).

Widać jak ludziom odwala przy takim Leszku, a co dopiero by się działo przy kimś, o kim byłoby oficjalnie wiadomo że jest oświecony. Jedni by nie widzieli siebie, bo tylko oświecony byłby w ich głowach, a jeszcze inni rozpętywaliby gównoburze o tym, czy on naprawdę jest oświecony, ludzie by się kłócili, hejcili, niezdrowo podniecali, uzależniali, itp. itd.

Myślę, że osoby o rzeczywiście bardzo wysokim poziomie urzeczywistnienia i nie mające żadnej karmy awatara czy guru do przerobienia, po prostu mają na tyle dużo oleju w głowie i na tyle dobre intencje, że trzymają się od tego syfu z daleka. Nawet jeśli mają kogoś nauczać to są to pewnie pojedyncze przypadki, kameralne, na gruncie prywatnym o których nie przeczytacie w Internecie, bo nikt tego nie rozpowiada całemu światu. Oni sobie po prostu żyją z dala od tego wszystkiego i mają święty spokój.

W dzisiejszym świecie nie potrzebujemy Buddy. Mamy Internet :D Może to zabrzmi śmiesznie, ale prawda jest taka, że dostęp do wiedzy duchowej stał się powszechny. Mamy dostęp do wiedzy, która wystarczy do osiągnięcia duchowej dojrzałości i samodzielności. Niepotrzebny więc nam żaden oświecony wybawiciel. A jak ktoś ma spinę, że chciałby takiego spotkać to niech szuka w sobie tych wszystkich rzeczy, tam jest wszystkiego wystarczająco dużo :)

A samo oświecenie pewnie nie pojawia się zbyt często, bo to nie jest takie hop siup. Fajnie, można sobie całe życie praktykować rozwój i robić to nawet dobrze, ale to nie znaczy, że od razu w ciągu życia się oświecimy. Nie wszystko da się przyspieszyć afirmacjami. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzewać, a do tego trzeba czasu. Nie mam pewności jak jest, bo to jeszcze nie moje etapy, ale wydaje mi się że na tych wyższych często po prostu rzeczy zwalniają bo już nie ma pośpiechu, czas nas nie goni, nie dzieje się nic złego, a przed nami wieczność. Jeśli jest więc naturalna potrzeba zatrzymać się na jakimś etapie i go podoświadczać jakiś czas to pewnie się to dzieje. Mamy calutką wieczność, więc ileś tam wcieleń w te czy we wte naprawdę nie robi wielkiej różnicy.

Wszelkim rozwojcom, którzy tego nie czują - radziłbym naprawdę zaakceptować fakt, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem nie oświecicie się w tym życiu, a może nawet w stu kolejnych. Dobrze jest sobie odpuścić spinę oświeceniową.

Budda zapewne był w swoim słynnym wcieleniu już o włos od oświecenia od samego urodzenia. Zostały mu pewnie jakieś zdechłe resztki karmy, których nie ogarnął wcześniej, a które sobie oczyścił do końca i jak odpadła mu ostatnia rzecz - po prostu się stało.

Może oświecenie nie jest takie trudnodostępne, może i byłbym w stanie osiągnąć to w tym życiu? A może jest to subtelny proces, który na wyższych poziomach wymaga dogrania tak wielu elementów, że zajmie mi to jeszcze tysiące lat?

Szczerze? Wszystko mi już jedno. Teraz jest mi dobrze i jest coraz lepiej, więc tego się trzymam :)


Mam taką refleksję ,że niezmiernie ważne jest aby nie przeskakiwać po kilka szczebli na raz .Nie zawsze jest lepiej mieć bardziej rozwiniętego nauczyciela bo jego nauki mogą tylko namieszać w głowie gdy nie gotowy na nie adept interpretuje je na miarę swojej świadomości i wyobrażeń .Może się w skrajnych przypadkach skończyć jak u Magika z Paktofoniki ,który był Bogiem i "uświadomił to sobie".Niby słusznie ...ale. Ja mam odczucia wobec siebie ,że z czasem się staję mniej "uduchowiony" ,bardziej zwykły .Właściwie to przepaść o czym kiedyś mówiłem i myślałem a o czym teraz .Teraz moje odczucia są moje i autentyczne ale jednak o ile 'niżej" mogą się wydawać od wyobrażeń i rozważań ,które kiedyś były przedmiotem moich zainteresowań.
Swoją drogą osiągnięcie stanu tu i teraz ,o którym mówią wszelkie duchowe tradycje może nastąpić tylko dzięki medytacji a nie rozważaniu i próbie zrozumienia słów wielkich duchowych mistrzów .Warto spróbować jak najszybciej czy się uda .Jak nie to i tak więcej warte niż godziny słuchania o doświadczeniach innych.
« Ostatnia zmiana: 2016-03-07, 23:09:36 wysłana przez ontoja »

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-03-07, 20:40:53 »
Medzi,
A dlaczego nie podasz mi żyjących mistrzów z erd 36 lub więcej?

Czyżby takich nie było na Ziemi? Dlaczego?

Czy to Bogu tak zależy na ukrywaniu swojego piękna, celu dla nas i możliwości dla nas, ukrywania swojego Planu?

Czy może po prostu takich osób nie ma? Albo coś innego ich ukrywa  - siły ciemności? Komu na tym zależy?

Pytam, bo to wszystko kupy się nie trzyma.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2016-03-07, 20:32:10 »
To może inaczej: dlaczego oświeceni/bliscy oświecenia nie przejawiają mocy która się z nim wiąże? Gram właśnie z Lyndem w taką grę, (jak widzisz poniżej). Taki pokaz bylby latarnią morską dla wszystkich rozwijających się duchowo.

Bliscy Oświecenia mogą nie mieć niektórych mocy .

Ci co maja nie musza ich publicznie przejawiać, bo przejawianie mocy na pokaz jest niezgodne z Najwyższym Dobrem. (Sai Baba tego nadużywał co nieco. ) Niezgodne bo przyciąga niewłaściwych ludzi do takiego Nauczyciela. Po drugie nie jest to nikomu potrzebne. Nawet jak jest (a dotyczy to głównie uzdrawiania nieuleczalnych chorób u osób u których jest to właściwe, a nie u każdej jest) to lepiej zrobić to po cichu, żeby na drugi dzień nie przyszło do aszramu 2000 chętnych na to, żeby im coś takiego zrobić.

jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-07, 18:29:28 »
To może inaczej: dlaczego oświeceni/bliscy oświecenia nie przejawiają mocy która się z nim wiąże? Gram właśnie z Lyndem w taką grę, (jak widzisz poniżej). Taki pokaz bylby latarnią morską dla wszystkich rozwijających się duchowo.

" ogranicza się do kilku znanych przykładów, czyli jest to powierzchowna znajomość tematu wynikająca z nikłego zainteresowania ,  które to przykłady też się odrzuca i na tym poprzestaje"  -moje zainteresowanie jest bardzo głębokie, z tym że nie dam sobie wcisnąć głupot w stylu niepokalanego poczęcia, polecam filmik który umieściłem w wątku nauka- https://www.youtube.com/watch?v=T1vW8YDDCSc
Chciałbym aby "mój oświecony" nie był błędem moim poznawczym tylko obiektywnie potwierdzonym przypadkiem.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-07, 15:29:43 »
 jak wpiszesz w wyszukiwarce to wyświetli ci się wielu (w tym kobiet) którym się coś w rd udało, a może i wszystko... nawet trafić w twoje wyobrażenia, oczekiwania czy wymagania co do oświecenia i oświeconych : )

jeszcze to samo co poprzednio, trochę inna lista również kilku uczniów tego Swamiego, więc może któryś żyje i się oświecił? :
http://www.dlshq.org/saints/saints.htm

a tu lista sufickich świętych, ilu z nich oświeciło się w pełni za życia?:
https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Sufi_saints

rozumiem, że ci którzy piszą i twierdzą, że tylko "znamy historie tych którym się nie udało", znają nie tylko  tych powszechnie znanych  kilkudziesięciu nayanarów, alwarów, sufich, mistrzów jogi  (czyli w sumie grubo ponad setkę, mały wycinek ad hoc ze wschodu) i stwierdzili że na pewno tym się nie udało oświecić za życia (opierając się nie tylko na pozytywnych przekazach, które tak twierdzą, ale np. na jasnowidzeniu przeszłości i bezpośrednim postrzeganiu ich działań, życia, oraz rozpoznaniu stanu który osiągnęli za życia i po śmierci ciała)
 ale zadali sobie trud zapoznania się ze wszystkimi znanymi z historii czy dostępnymi w sieci, czyli raptem tymi znanymi i sławnymi, a oprócz tego obdarzeni zdolnością odróżniania oświeconych od nieoświeconych przemierzyli świat w poszukiwaniu tych żyjących i mniej znanych, czy zupełnie nieznanych, w rodzaju tych których opisywał Swami Rama - jeden miał zgodnie z opisem zwyczaj zmieniania sobie ciała co jakiś czas na ciało świeżego truposza, więc pewnie wciąż w jakimś żyje ; ) i można go spotkać?

więc to że się nie zna żadnych świętych - oświeconych za życia spowodowane może być tym że
a) nie posiada się zdolności odróżniania oświeconych od nieoświeconych, a odrzuca się opisy i świadectwa jako niewiarygodne
b) ogranicza się do kilku znanych przykładów, czyli jest to powierzchowna znajomość tematu wynikająca z nikłego zainteresowania ,  które to przykłady też się odrzuca i na tym poprzestaje
c) posiada się wgląd, w tym bezpośrednią wiedzę o wszystkich tych którzy praktykowali na przestrzeni wieków aż do chwili obecnej oraz do jakiego poziomu dotarli  i nikogo takiego nie znajduje
: )

jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-07, 14:33:03 »
A ktoś bardziej bliższy naszym czasom? Może obecnie żyjący?

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-07, 13:49:36 »
setki jeśli nie tysiące ; ) historii świętych na przestrzeni wieków,  kilkadziesiąt przykładów z kręgu śiwaickiej bhakti południowych Indii:
http://www.dlshq.org/download/nayanar.

a tu o jeszcze jednym z tego kręgu , akurat niedawno tłumaczyłem, przy okazji przykład pozytywnego myślenia jako ekspresji tego co duchowe (śpiewanie tego co pisał może też prowadzić do tego stanu, w którym były wyśpiewywane):

Manikavasagar - poeta i święty

W Indiach między 7 i 12 wiekiem n. e. rozpoczął się proces duchowej odnowy, który zapoczątkowany został przez dwie grupy tamilskich poetów-świętych. Jedna z tych grup oddana była Wisznu, byli to Waisznawa Alwarowie, a druga grupa wielbiła Śiwę, byli to Śiwaici Najanarowie, zgodnie z tradycją było  63 Najanarów. Odnowa którą zapoczątkowali wyrażała się w formie niekonwencjonalnych praktyk  osobistego oddania, a hymny uwielbienia, które spisywali, wyznaczały nowe standardy  duchowej i literackiej wrażliwości.
Oni odrzucili ustalone dogmatyczne i rytualistyczne formy  medytacji , na rzecz czystej i przepełnionej gorącym uczuciem relacji z osobistym Bogiem. To nowe podejście szybko stało się popularne szczególnie pośród zwykłych ludzi, którzy nie należeli do kasty braminów. Te zmiany zapoczątkowane w 7 wieku na dalekim południu w Tamil Nadu,  rozprzestrzeniły się na cały subkontynent indyjski, ostatecznie przyczyniając się do powstania nowych, oderwanych od tradycji duchowych praktyk oraz pieśni dewocyjnych zwanych "bhakti" (co znaczy "oddanie").

Większość bhaktów to były kobiety i mężczyźni pochodzący z niskich kast , którzy odrzucili społeczne zasady (związane z kastą, rodziną, małżeństwem) oraz zasady  ortodoksyjnej religii (tradycyjnego ortodoksyjnego braminizmu i jego systemów)  na rzecz  wędrownego tryb życia, wędrówek w samotności lub w grupach podobnie myślących wielbicieli i zwolenników,  dążących do bezpośredniego połączenia z osobistym Bogiem.

Chociaż Manikavasagar (wymawia się Maanika-vaasagar) nie jest wymieniany jako jeden z 63 Najanarów, niemniej jednak jest uważany za jednego z czterech największych i najbardziej czczonych poetów-świętych, którzy przyczynili się do odrodzenia bhakti, a jego utwory wypełniają jeden tom "Tirumurai" , podstawowego religijnego tekstu tamilskiej Saiwa Siddhanty.   Jego utwory są  poruszającą serce poetycką ekspresją radości doświadczania Boga oraz bólu oddzielenia od niego. Jest to opis doświadczeń kogoś  kto jest ukochanym Śiwy. Jego najbardziej znaną książką  jest zbiór hymnów zwany "Tiruvaasakam". Jest takie znane tamilskie powiedzenie, że nic nie może zmiękczyć czyjegoś serca jeśli nie zmiękczyło go "Tiruvaasakam".

Najstarsze zapiski o jego życiu pochodzą z Tiruvilaiyatal Puranam, tekstu,  który opisuje boskie wydarzenia związane ze świątynią w Madurai. Cztery rozdziały tej książki zawierają opisy dotyczące Manikavasagara. Nie jest znane  imię jakie nadano mu przy urodzeniu, ani dokładna data jego narodzin. Jednak większość badaczy umiejscawia jego narodziny w drugiej połowie dziewiątego wieku  naszej ery lub w pierwszej połowie dziesiątego wieku.

Urodził się w wiosce położonej około siedem mil od Madurai, na brzegu rzeki Vigai. Jego ojciec był świątynnym kapłanem, a Manikavasagar  dał się poznać jako oddany wielbiciel Śiwy, mądry i przepełniony współczuciem do wszystkich istot. Był ucieleśnieniem wszelkich wzniosłych cech przez co zyskał sobie miłość i szacunek wszystkich. Ostatecznie któl Pandya uczynił go wysokiej rangi ministrem i chociaż Manikavasagar sumiennie wypełniał swoje obowiązki, jego umysł zawsze pozostawał skupiony na duchowości. Tęsknił za radością ponadczasowej błogości płynącej ze zjednoczenia z ukochanym Panem Śiwą, szukał również towarzystwa uczonych kobiet i mężczyzn, by móc dyskutować z nimi na temat Wed. Szybko uświadomił sobie, że aby dokonać prawdziwego postępu duchowego niezbędne jest posiadanie guru.

Wkrótce po tym uświadomieniu przy okazji wyprawy w poszukiwaniu koni dla króla, pojawiła się dla niego  sposobność odwiedzenia świątyń i poszukiwania swego guru. Manikavasagar podczas tej wyprawy spotkał pewnego nauczyciela-bramina,  który stał się  dla niego manifestacją samego Pana Śiwy. Gdy Manikavasagar rozpoznawał w nim swego guru, tak bardzo go to pochłonęło, że wszedł w głęboką medytację i osiągnął stan samadhi. Kiedy wrócił świadomością z tego  głębokiego  mistycznego  stanu do świata, poczuł silną potrzebę śpiewania o chwale Pana Śiwy. Właśnie od tego momentu  zaczął wyśpiewywać "Tiruvaasakam",  czyli "Święte wyznania",  a jego guru nadał mu imię Manikavasagar co znaczy "Wyraziciel klejnotów".

Wtedy zrezygnował ze swojej pracy w rządzie oraz przywilejów z tym związanych i powrócił do stylu życia wędrownego poety -  chodził od świątyni do świątyni i przemierzał tak cały obszar Tamil Nadu, tworząc i śpiewając  pieśni na chwałę Śiwy. Będąc w Tiruvannamalai, które już wtedy było głównym centrum pielgrzymkowym Śiwaitów, Manikavasagar skomponował dwa poematy. Mała świątynia - znajdująca się we wsi Adi Annamalai - położona  przy drodze okrążającej górę Arunaczalę, została prawdopodobnie postawiona jako znak, że właśnie w tym miejscu skomponował on i śpiewał  swoje utwory. Widywano go często jak wielbił Śiwę w świątyni w Czidambaram , zwanej również  Tillai.


« Ostatnia zmiana: 2016-03-07, 13:52:50 wysłana przez Frisky »

jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-07, 12:37:33 »
Frisku: jakieś przykłady?

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-07, 11:34:57 »
Leszku

Ja bardziej pytałem, dlaczego nie ma ZNANYCH dobrych przykładów, gdy osoby za życia osiągnęły pełną jedność z Bogiem? Tylko znamy historie tych, którym się nie udało?

Przyszła mi teraz intuicyjnie taka myśl: czyżby siły ciemności tak mocno działały na Ziemi?
jest bardzo dużo znanych przykładów i historii oświeconych oraz tych którym się udało... które są interpretowane przez tych którym się nie udało w pokrętny sposób , coś jak interpretowanie zwrotu "pozytywne myślenie" jako "negatywne i szkodliwe", w podobny sposób przypisuje się jakieś motywy różnym guru i mistrzom duchowym wbrew temu co sami o tym mówią (nawet gdy zgodnie z tym działają)

największą ciemnością która spowija świat  jest ciemność niewiedzy w ludzkich umysłach : )