Z koanami to jest wielkie nie porozumienie z mojego punktu widzenia.
Zapewne jakiś oświecony otworzył usta powiedział o swoim doświadczeniu i z tego powstała cała tradycja koanu, formułka itd. Przekaz mistrz-uczeń itd.
Na pewnym etapie medytacji po prostu może pojawić się koan, jako coś co można przybliżyć jako nierozwiązywalną zagadkę, paradoks lub problem, ale jest to bardzo mylące. A jego rozwiązanie wygląda tak jakby powiedzieć Ahhhaa!.
Czy dla wszystkich dusz to tak działa - nie wiem, zakładam że nie lub w bardzo zróżnicowany sposób. Zależnie od całej ścieżki duszy, jej karmy i doświadczeń. Można powiedzieć że jest to nie zrozumienie lub problem każdej duszy indywidualnie. I pewnie z tego zróżnicowania też wynika jak różne bywają opisy oświeconych. Dla niektórych to łatwe przebudzenie, ocknięcie się, przejrzenie na oczy, dla niektórych wygląda jak rozwiązanie nierozwiązywalnej zagadki.
Gdy dusza stanie przed koanem, i nagle zrozumie jego paradoks, to po powrocie jest poczucie jakby przebudzenia, ale nie jest to formuła lub temat medytacji, wręcz przeciwnie, jest to stan który przychodzi. Jakby to powiedzieć kiedy dusza jest gotowa ... itd. itd.
Piszę to z doświadczenia które miałem 1.5 roku temu, nie oświeciłem się, ale skoki w górę był masywny i nie cofnęło mnie nawet o cm do tyłu, zaś myśl przewodnia "koanu"/"problemu", która w różny sposób manifestowała się w różnych dziedzinach mojego życiu zniknęła.