No tak Witek.
W sumie nie napisałem dokładniej, o co mi chodzi. Ja czuję coś takiego, że dusza, albo inaczej my na najgłębszym poziomie, podczas stwarzania nas (jako duszy) odrzuciliśmy coś, wyparli coś, co było nam dawane (jakiś aspekt nas). Na razie tak to widzę z tego punktu widzenia, co jestem. Widzę to w sesjach, mam wtedy wglądy w te rzeczy. Można powiedzieć, że Stwórca dawał pewne rzeczy podczas stwarzania nas jako duszy, ale my doświadczaliśmy tam czasami traum i tych rzeczy nie przyjmowaliśmy, stąd powstało tam wyparcie. I jako dusze potem na bazie tego wyparcia tworzyliśmy substytuty tego, czyli iluzje. I to zaczęło się dziać na tych najwyższych poziomach. Potem wchodzi się w różne iluzje na poziomie mentalnym, astralnym, materialnym, czy innych.
A te substytuty bazują na kłamstwach, w które wierzymy na poziomie duszy, albo po prostu pierwszej tożsamości, która powstała po wyparciu tożsamości siebie prawdziwego, boskiego itd.
Nie wiem jeszcze dokładnie, dlaczego te traumy powstawały u dusz. Mam pewne teorie itd., ale na razie są teorie.
Czuję to jako też wyparcie aspektu swojej wyższej jaźni podczas wyjścia z Absolutu. Tam widzę rozszczepienie pomiędzy wyższą jaźnią a duszą. I dusza potem już nie ma kontaktu ze swoją wyższą jaźnią w sobie, tylko czuje ją na zewnątrz siebie. Być może jako projekcja Boga gdzieś na zewnątrz siebie.
Pisząc o wyparciach, nie mam na myśli wyparć, które powstały tu na Ziemi, czy w jakimś wcieleniu, ale wyparć na poziomie duszy, jeżeli tak to można nazwać. Bo słowo "dusza" to ostatnio jakoś mi przestaje pasować. Bardziej czuję to jako głębszy poziom siebie.
To takie pierwotne wyparcia siebie prawdziwego. To co widzę to coś takiego, że jak te wyparcia znikną, powraca się do siebie prawdziwego. I wtedy zaczyna się manifestacja tego. Jest urzeczywistanianie siebie prawdziwego na poziomie materialnym itd. Wcześniej było urzeczywistanie kłamstwa, w które się wierzyło, które było zbudowane na tych wyparciach aspektów siebie prawdziwego. I to kłamstwo było urzeczywistane, nim się żyło, doświadczało itd. Ale od momentu powrotu do siebie prawdziwego, wyjścia z tych wszystkich hipnoz, następuje manifestacja, materializacja siebie prawdziwego na niższych poziomach.
To, co pisze, może być trochę chaotyczne. Trudno mi opisać, jak na razie, to, co widzę. Może z czasem, jak oczyści się jeszcze bardziej moja świadomość itd., będę potrafił to jakoś lepiej opisać.
Ja np. stan oświecenia nie traktuję jako kresu ewolucji itd., że to już koniec itd. Dla mnie to jest stan totalnego zdrowia, na każdym możliwym poziomie. I wtedy dopiero może dziać się urzeczywistanie siebie prawdziwego, w całości. Między innym na poziomie materialnym. Od Absolutu po materię. Całość nas prawdziwych na tych wszystkich poziomach może wtedy urzeczywistnić się. Nie będzie wtedy ucieczek w iluzje na jakimś poziomie.
Jak patrzę tam w te różne obszary, to widzę, że na każdym poziomie można uciec w iluzję. Można powiedzieć, że można mieć schizofrenię na każdym poziomie, żyć w iluzji, np. na poziomie mentalnym astralnym, czy innym.
A jak się żyje w iluzji na jakimś poziomie, wtedy nie może tam urzeczywistnić się prawda o nas z tego poziomu.
Czyli to odkłamywanie się, pozbywanie hipnoz dla mnie jest jedynie drogą ku staniu się w pełni totalnie zdrowym, czyli sobą prawdziwym. I to jest początek. Przed tym bycie w tych kłamstwach to taka schizofrenia, życie w różnych iluzjach, iluzorycznych światach itd. Od momentu wyjścia z tych kłamstwa, następuje urzeczywistnianie na wszystkich poziomach prawdy o sobie.
Tak to widzę na dzisiaj.