Frisky
<ok, trochę nie odróżniam tych różnych gości o których piszesz więc może wrzucam ich jednego worka, ale wynika to z tego że mało mnie interesują ; )
Hehe, no tak to zazwyczaj właśnie w praktyce wygląda, że ludzie się jakimś tematem nie interesują ale opinie za to wydają :-)
<W świetle nauk Sai Baby które tu we fragmentach wkleiłem wczoraj ja to widzę tak że gościu na wysokim poziomie rozwoju stworzył swoim umysłem tą subtelną formę i różne ciekawe rzeczy się przy tej okazji manifestują, przy czym nie ma w tym co robią w Muddenahalli ( czy to tam też działa ten Swami Veerendre?) w m. in. tej jednej najważniejszej: nie ma jedności jako tej podstawy- drogi i celu całej misji Sai Baby, nie ma jej bo być nie może gdy ktoś podtrzymuje tę dwoistość w swoim umyśle oparciu o różne pragnienia - z tej mieszanki pewnego urzeczywistnienia i wyobrażeń powstaje coś takiego co rozchodzi się z misją Sai Baby, bo ta oparta jest na jedności, a że odciąga to wielbicieli od tej drogi i uderza w misję Sai na różne sposoby, stąd takie czy inne reakcje ze strony tych którzy prowadzą i kontynuują dalej misję Sai Baby, zgodnie z jego wyborem i wolą.
Ciekawa koncepcja :-), ale gdyby tak do sprawy podchodzić to cały rozwój duchowy okazałby się tylko czyimś wytworem umysłu.
Widzisz, jak dla mnie to co piszesz wynika z twoich wyobrażeń i pewnego rodzaju przywiązania do nauk Swamiego Premanandy. W związku z tym projektujesz to podejście na innych mistrzów, tak jakby Bóg w swoich działaniach był w jakiś sposób uwarunkowany i ograniczony tylko do jednego sposobu realizowania swojej misji.
Ale tak nie jest, bo Bóg jest nieograniczony i misja nadal może rozwijać się, podkreślam ROZWIJAĆ, czyli nie tylko trzymać się kurczowo tego co znane, ale również otwierać się na to co jeszcze nie odkryte i co dopiero przed nami. A chyba od samego początku jasnym było w jakim kierunku zmierza ta konkretna misja Sai Baby. Jasnym od zawsze było, że Sai odejdzie i przyjdzie jego kolejna awatara pod postacią Premy. Więc nie mogę ciebie zrozumieć, jakim cudem dopatrujesz się tutaj jakiegoś konfliktu interesów w postaci dwoistości. Sukszma Sai wyraźnie mówi, że dla niego konflikt nie istnieje. Ja też go to nijak nie widzę.
Ale idąc dalej twoim tokiem rozumowania, jeśli taki konflikt faktycznie istnieje, to wprowadził go sam Sai Baba kiedy zapoczątkował swoją misję i zaczął "przeciągać" wielbicieli Shirdi Sai na "swoją" stronę. :-) Dla nich on też był jakąś mieszaniną duchowych mocy i wyobrażeń o Saim, ale na pewno nie był ich Shirdim, który przecież na wieczność spoczął w mahasamadhi i już tylko tam można doświadczyć jego obecności; tylko z tym miejscem może być związana jego dalsza misja itp., itd. No i sam powiedz, jak takie podejście ma się do rzeczywistości?
Analogiczna sytuacja jest obecnie. Madhusudhan przygotowuje grunt pod przyjście Premy, a ludzie nazywają to wytworem jego wyobraźni i niezaspokojonych pragnień. :-) Gdyby chociaż raczyli się z nim osobiście zetknąć to jeszcze bym to zrozumiał, ale wydają swoje krzywdzące opinie na takiej samej zasadzie jak ty teraz, czyli mało mnie to interesuje ale swoje wiem. :-)
Dlatego powtarzam, że konflikt istnieje tylko w waszych umysłach przywiązanych do własnych wyobrażeń o tym jak Bóg może a jak nie może działać, co mu wolno a co nie, kogo może powołać do dalszego prowadzenia swojej misji a kogo nie itp., itd. Ale żeby nie generalizować powiem już do ciebie osobiście, że nie musisz się obawiać Madhusudhana, bo gdzieś w twojej podświadomości stal się on symbolem tego, co burzy poukładany obraz świata i tego jak dalszy rozwój misji powinien wyglądać. Ale Madhusudhan nie przyjedzie i nie wykopie z mahasamadhi Premanandy, więc się nie musisz obawiać. :-)))