mi się wydaje że z tym cierpieniem to są niebezpieczne zabawki, a przy pewnej świadomości to duża szansa na uwolnienie. Bo łatwo popaść świadomością w zapętlenie, i samo cierpienie może wytworzyć mnóstwo karmy i nieporozumieniem, można się tak tułać karmiczne setki wcieleń, czekając na zbawienie. Chociaż z drugiej strony rozumiem Frisky co piszerz, i tą kwestię intensywności, tzw. czara goryczy się przelała i musi nastąpić zmiana. To nawet można porównać do związków toksycznych które mogą długo wypalać obie osoby, do momentu kryzysu, wtedy staje się przed wyborem, już takim oczywistym i trzeba coś zmienić, bez kryzysu można jakoś tam żyć czasem lepiej - czasem gorzej, ale jakoś tak, chociaż degradacja następuje i tak. I czasem lepiej jest jakby zaakceptować kryzys, i się pozwolić mu odejść. Bo w większości chyba zaślepień jest to że cierpienie prowadzi do zbawienia, natomiast wydaje mi się że chodzi o akceptacje cierpienia i karmy, a nie jej oddalanie, czy zamiatanie pod dywan, wtedy z akceptacji cierpienia i bólu, rodzi się też akceptacja na wolność od cierpienia, akceptacja nowego itd.
nie można posprzątać mieszkania, jeśli w jednej szafie trzyma się trupy przeszłości, one zawsze będą wydalać odór na całe mieszkanie, i czasem lepiej jest otworzyć tą szafę, i posprzątać, mimo że będzie to bolesne i nieprzyjemne itd.
ale to wydaje mi się kwestą świadomości, na ile świadomość jest w stanie jakby odpuścić, w jak krótkim czasie.
Poza tym większość technik polega na akceptacji cierpienia, w celu świadomego odpuszczenia, takich jak eft, regresje, czy inne, często się płacze i cierpi, i robi się to aby świadomie zmienić coś w życiu, niż podlegać pod los, więc czemu na pewnych etapach świadomości, i być może rozwoju jakieś osoby, nie mogła by przeżywać cierpienia w krótkim intensywnym czasie, widząc już że woli to od kilku lat np. różnych terapii konwencjonalnych.
z tym cierpieniem, to trudne rzeczy, trzeba uważać po prostu i jeśli już to świadomie przechodzić przez nie, to chyba najważniejsze.