Ostatnimi czasy spotykam się u kobiet z zaprzeczeniem męskiej energii, w imię wyższych idei i ich rozwoju duchowego.
Parę dni temu pojechałem na Satsang do Aishy, znanej duńskiej nauczycielki rozwoju duchowego. Jeszcze przed oficjalnym Satsangiem, na parterze jej domu, kiedy zebrali się już wszyscy goście, leżałem komfortowo na kanapie w dobrym nastroju, a Aisha siedziała na puffie i była już w medytacyjnym procesie. Po jakimś czasie moja znajoma podała mi do ręki kubek z herbatą, a kiedy Aisha to zobaczyła, wstała, podeszła do mnie i odstawiła ten kubek na stół. Najpierw pomyślałem, że to dlatego, że nie chce żebym narozlewał na jej kanapę, ale chwilę później Aisha usiadła mi na klacie. Całkiem przyjemnie mi się zrobiło, i trochę mnie to zaskoczyło, więc zacząłem się śmiać na cały głos. Kiedy zacząłem się śmiać, Aisha chwyciła mnie za szczękę i lekko przycisnęła swoje pazurki do mojego gardła. Dalej się śmiałem, nie rozumiejąc kompletnie o co jej chodzi. Wtedy przycisnęła swoje paznokcie mocniej. Na chwilę ucichłem, bo zrozumiałem że ona właśnie podejmuje próbę pacyfikacji mnie. Ale po chwili znowu zacząłem się śmiać, czując jak stale płynie do niej przez moje serce pozytywna energia, i jak nieudolnie Aisha się z tym czuje. Wtedy wstała i wróciła do swoich zajęć.
Godzinę później, w przerwie przed oficjalnym Satsangiem, podeszła do mnie, chwyciła mnie za rękę i powiedziała że nie wie dlaczego tu jestem. Powiedziałem że też nie wiem, ale czułem że chciałem tam przyjechać. Odpowiedziała mi że ja gram w gierki, i że to nie jest miejsce dla mnie, i że jeśli będę kontynuował tą grę po wejściu na Satsang o godzinie 18, to mogę "dostać wielki nóż". Przeszła mi ochota na Satsang, zwłaszcza że nie widziałem, żebym grał jakąkolwiek grę, i nie zrozumiałem jaką zasadę złamałem. Co najwyżej zasadę kompletnego podporządkowania się guru, co jest kompletną bzdurą i zaprzeczeniem jej nauk. Czy to ten kubek z herbatą, podany z troską przez znajomą ją tak rozdrzaźnił? Wziąłem więc kluczyki do auta od znajomej, i pojechałem na fajną przejażdżkę do nieznanego mi miasta.
Przypominam sobie, że a taką sytuacją w relacjach z kobietami spotykam się niejednokrotnie. Kiedy zacząłem myśleć, skąd to się mogło wziąć, przypomniałem sobie, że kiedyś bardzo ważne było dla mnie, żeby partnerka, z którą tworzę relację, rozwijała się duchowo. Jeszcze nie jestem w stanie określić precyzyjnie o co mi chodzi w relacjach z kobietami, ale na pewno to, czy się "rozwija duchowo", przestaje mieć dla mnie znaczenie. Skoro księzyc rośnie, to raczej życzyłbym sobie żeby kobiety w moim życiu były przede wszystkim kobietami pogodzonymi ze wszystkimi związanymi z tym implikacjami, i potrafiły bez zaprzeczeń pełnić kobiece role w relacjach ze mną.
Czuję że przedzieram się przez coś grubego, co jak odpuszczę, zmieni całkowicie na lepsze moje związki.