Może nie napiszę nic odkrywczego, ale myślę że warto podkreślić jak ważna jest pewna rzecz.
Chodzi o poddawanie całego swojego życia Bogu. Całego. Nie tylko tych fragmentów, które nas interesują, gdzie chcemy coś osiągnąć. Również tych gdzie jest nam komfortowo, wygodnie i gdzie nie mamy w planach nic zmieniać. A przede wszystkim tych, na których nam mocno zależy i gdzie chcemy osiągać coś "po swojemu". Generalnie wszystko.

Zawsze, gdy dzieje się coś dobrego w moim życiu, dziękuje za to Bogu i cieszę się, że będzie tego więcej - bo będzie

Gdy coś jest dla mnie ważne, powierzam to Bogu i proszę żeby wszystko ułożyło się w najlepszy sposób, nawet jeśli miałoby to kompletnie zburzyć moje plany i to, czego ja chcę na ten moment.
Nie lubię precyzować, czego dokładnie chce od Boga. Nie modlę się o konkretną pracę, związek, mieszkanie i inne takie. Nie wiem co będzie dla mnie najlepsze. Nie jestem wszechwiedzący i choć potrafię mniej lub bardziej ogólnikowo określić, że czegoś nie chce czy chce - nie widzę powodu, żeby wchodzić w jakieś zbędne detale. To by ograniczało tylko boską kreacje.
W kwestii związku nigdy nie wchodziłem w szczegóły - wiedziałem tylko co chce poczuć przy tej osobie i to wystarczyło. Czuję to nawet mocniej. I w życiu bym sobie sam nie wymyślił tak genialnego związku, tak bardzo inspirującego i otwierającego mnie na dużo dobrych rzeczy. Jakbym się uparł to w desperacji mógłbym sobie obmyślić szczegółowo, jakiej partnerki chce (jak to jest podane w wielu przepisach na przyciągnięcie połówki) i może nawet bym sobie taką wykreował. I co z tego bym miał? Niepełne, ograniczone moją niepełną świadomością szczęście. Zabawkę, która by nie dała pełnego spełnienia.
Zdecydowanie ważniejsze jest kreowanie na bazie konkretnych uczuć (szczególnie związki), wynikających z naszego kontaktu ze sferą boskości. Kreujmy z tego pułapu, jak chcemy życia najwyższej jakości.
A to wymaga poddanie się uczuciom, te uczucia muszą być dla nas ważniejsze od rozsądku, strachu, psychicznego komfortu, zachcianek i innych takich. Istotą jest tak naprawdę podejście "nieważne co mnie spotka, niech tylko to będzie przepełnione boskością". Nieodłączną cechą tego co nas spotyka ze strony Boga, jest nieskończona mądrość, która uwzględnia WSZYSTKO. Trzeba więc zaufać, że cokolwiek by to nie miało być - będzie genialne, korzystne i inspirujące, nawet jeśli owoce tego przyjdą dopiero po bardzo długim czasie.
Pozwólcie sobie "umrzeć" w takim sensie, że dopuście do siebie, że absolutnie wszystko w Waszym życiu może pójść w zupełnie innym kierunku, niż to czego się spodziewacie, czego chcecie czy oczekujecie. Nie mówię, żebyście byli obojętni wobec tego co Was spotyka - po prostu niech zawsze będzie luz i zdrowy dystans do tego co macie czy chcecie mieć. Poddajcie wszystko Bogu - pozwólcie Mu nie tylko dawać, ale także odbierać i zmieniać. Oddajcie mu całe swoje życie, uczyńcie Go panem swojego życia. To nie boli, to jest coś niesamowitego, pozwalającego w końcu odpocząć, wyluzować, poczuć się bezpiecznie i stabilnie, a także bardzo miło i przyjemnie.