To co się ze mną dzieje, będzie chyba najbardziej tutaj pasować. Potrzebuje się wygadać, żeby sobie poukładać pewne rzeczy.
Nie chce mi się opisywać całego tła, więc opiszę tylko uczucia, które są we mnie w tej chwili, bo to teraz ma największe znaczenie.
Uderzyło we mnie ogromne poczucie bezsensu. Przeszyło serce i ulokowało się w brzuchu. Zaczęło się od tego, że wywaliła mi jedna rzecz, potem poczułem nieakceptacje do czegoś innego w sobie i coś we mnie pękło. Wszystko stało się obojętne i bez sensu. Zdominowało mnie odczucie, że wszystko przemija, że wszystko co dobre się w końcu kończy, a ja znowu skończę cierpiąc i nie wiedząc co zrobić ze sobą.
Czuję że to zmęczenie spowodowane niemożliwością uwolnienia się od cierpienia. Poświęciłem na to tyle czasu i zawsze zawodziłem, bo mnie ciągnęło do czego innego. Nie potrafiłem zrezygnować z niekorzystnych dla mnie rzeczy i poddać się miłości. Nie potrafiłem odnaleźć właściwej drogi. I teraz czuję to samo. Zmienia mi się sposób patrzenia na rozwój, odpadają mi przekonania i wierzenia, które nabyłem przez te ostatnie 4,5 roku, a ja się boję zostać z niczym, bo mi się to kojarzy z zagubieniem, które przeżywałem przez te wszystkie wcześniejsze wcielenia.
Miałem śliczne przekonania na których zbudowałem sobie wyobrażenia o drodze do praktycznie samego oświecenia. To było takie bezpieczne i przyjemne. Teraz wiem, że muszę to zburzyć, żeby móc pójść dalej, ale coś mnie wstrzymuje, więc tkwię w zawieszeniu nic nie robiąc, co powoduje narastające poczucie bezsensu. Chyba się boję właśnie tego, że będę błądził jak to robiłem przez większą część swego istnienia, mimo że teraz mam już dużo lepsze intencje wobec siebie.