Czy "połówki", bądź bardzo harmonijne aniołki odczuwa się tak, ze wzrasta rezonans na czakrach, naturalnie, spokojnie, takie większe ciepło się na nich czuje? Ktoś wie?
Bo inne rzeczy to już zależne chyba od wzorców, otwartości itp. - mi wywala teraz w temacie "połówkowym" z jednej strony cały czas lęk przed miłością i harmonią, która mogłaby być w takiej relacji - bo wcześniej się skończyło, i to nie raz "wielkim pierdut" (choć głównie chodzi o to pierwsze "pierdut", czyli rozdzielenie).
A z drugiej - bunt, ze nawet jak znam takie harmonijne osoby, to znajomości są na odległość; i w związku z tym wyszło mi teraz poczucie, ze "nawet harmonijne aniołki nie chcą ze mną przebywać.". :-/
Takie to głupoty :/
Niby już wiem, czemu rozdzielenie nastąpiło, wiem, że żadne z nas nie jest temu "winne", że obie strony cierpiały, były w szoku, zamulone wręcz. Wiem, ze późniejsza szarpanina, i to z różnymi harmonijnymi istotami (lecz z tych bardziej harmonijnych), wynikała z zawężenia świadomości, różnych wkodowanych głupot itp. - ale LĘK, ze zawsze tak to będzie wyglądać - pozostaje. Że ta najwyższa "jakość" miłości i harmonii pomiędzy harmonijnymi istotami jest przez to wszystko już niedostępna, co rodzi dodatkową niemoc i bezsens.
Skupiam się na wybaczaniu sobie, wybaczaniu tym harmonijnym istotom, wybaczaniu Bogu (i puszczaniu zaślepień, jakie mi się potworzyły) - ale i tak ten cholerny temat cały czas mi się ciągnie i nie wiem, jak z niego z sukcesem wyjść. By w końcu realnie, tutaj w materii, pozwolić sobie na spełnienie, przepływ miłości i harmonii, który mam wrażenie - potrzebuję jak wody do normalnego, zdrowego twórczego życia - taki na poziomie zarówno serc, dusz, jak i fizyczności.
Prozaicznie mówiąc - chcę namacalnych konkretów, konkretnej fajnej relacji z takim bliską harmonijnie osobą. Nie chcę już międlić tego tematu w teorii, nie chcę, by mi wychodził na sesjach, jak jest coś jeszcze do uzdrowienia, co blokuje - niech się uzdrawia tu i teraz, najlepiej w konkretnej, bliskiej, pozytywnej relacji.